dodane 2012-02-05 12:06
PAP |
Premier Donald Tusk został Człowiekiem Roku 2011 tygodnika "Wprost". Oficjalna ceremonia uhonorowania go tym wyróżnieniem odbędzie się we wtorek w Auli Politechniki Warszawskiej.
Tytuł Człowieka Roku tygodnika "Wprost" Tusk otrzymał już po raz drugi; wcześniej przyznano mu go za rok 2008.
W najnowszym wydaniu "Wprost", które do sprzedaży trafi w poniedziałek (już teraz dostępne jest e-wydanie nowego numeru) przeczytać będzie można wywiad z Człowiekiem Roku 2011.
Donald Tusk ocenia w nim, że "w polityce ktoś, kto nie jest maksymalnie skoncentrowany, dostaje po głowie". "Jak ja w sprawie ACTA i ustawy refundacyjnej. I słusznie" - powiedział premier w rozmowie z Tomaszem Lisem i Tomaszem Machałą.
Przyznał też: "W sprawie ACTA i złości tych młodych ludzi, boleśnie przeżywam to, że powstał fałszywy obraz: że z jednej strony są młodzi użytkownicy internetu, a z drugiej strony jest władza".
Premier ocenia w wywiadzie, że "obyczajem w przypadku internetu jest poczucie, że to, co w nim jest, powinno być wolne od regulacji. Tymczasem dla milionów ludzi internet jest światem realnym. Robi się w nim zakupy, poznaje ludzi, obraca się dużymi kwotami. Nie jest więc odrębnym światem, dlatego coraz trudniej go oddzielić od reguł, które obowiązują w świecie realnym" - czytamy w streszczeniu wywiadu, przesłanym PAP przez wydawcę tygodnika.
"Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie: jak chcemy regulować tę przestrzeń" - mówi cytowany premier. Dodaje, że jego celem nie jest ograniczanie wolności obywatelskich, gwarantowanych przez prawa. Ale sam nie jest hipokrytą.
"Nie będę, jak Palikot, jednego dnia na Twitterze krzyczał, że koniec piractwa, a następnego dnia, czy miesiąc później będę udawał bojownika z maską na twarzy - powiedział Człowiek Roku 2011.
Tygodnik "Wprost" przyznaje tytuł Człowieka Roku od 1991 r. Otrzymują go osoby, które w minionym roku wywarły największy wpływ na polską rzeczywistość - polityczną, społeczną, gospodarczą i kulturalną. W gronie wyróżnionych tytułem Człowieka Roku "Wprost" w latach poprzednich znaleźli się m.in.: Donald Tusk (2008), Leszek Balcerowicz (1991), Hanna Suchocka (1992), Aleksander Kwaśniewski (1993), Lech Wałęsa (1995), Wisława Szymborska (1996), Jerzy Buzek (1998 i 2009), Leszek Miller (2001 i 2002), Jarosław Kaczyński (2005), Henryka Krzywonos-Strycharska (2010) oraz Justyna Kowalczyk (2010) - przypomina redakcja na stronie internetowej poświęconej tytułowi.
Tytuł Człowieka Roku przyznaje redakcja, ale kandydatów mogą proponować również czytelnicy tygodnika i internauci - m.in. mailowo oraz na profilu "Wprost" na Facebooku.
"W tym roku wśród kandydatów zgłaszanych przez czytelników prym wiedli: Janusz Palikot, który +rozmontował beton na polskiej scenie politycznej+ i niespodziewanie został trzecią siłą w Sejmie, kapitan Tadeusz Wrona, pilot Boeinga, którego lądowanie na Okęciu 1 listopada 2011 r. śledziła cała Polska oraz... premier Donald Tusk, który jako pierwszy po 1989 r. urzędujący premier wygrał wybory parlamentarne i prezydent Bronisław Komorowski, który w minionym roku konsekwentnie odbudowywał powagę i pozycję urzędu prezydenckiego" - informuje redakcja "Wprost".
Przeczytaj komentarze | 7 | Dodaj swój komentarz »
Najwyżej oceniane:
Nie uważam się za czytelnika Wprost, jednak pozwolę sobie być pierwszym i nominuję pana premiera Donalda Tuska na człowieka roku 2012.
Dlaczego - już uzasadniam. Nie minął miesiąc nowego roku, a pan premier już zdążył "wywrzeć największy wpływ na polską rzeczywistość - polityczną, społeczną, gospodarczą i kulturalną". I to jak wywrzeć! Tak wywrzeć, że na koniec roku tej polskiej rzeczywistości chyba już nie będzie! No bo jak może być rzeczywistość polska, gdy Polski już nie będzie?
Dokonań w tym wywieraniu na laureację zasługujących jest tyle i każdy je zna, że wymieniał nie będę. Wspomnieć jednak warto to co na dniach pan premier orzekł, a o czym w wiadomości PAP wspominając ACTA przez przeoczenie nie wspomniano, bo to rzeczywiście na wyróżnienie już nie człowieka roku na Polskę, ale człowieka roku na cały Świat zasługuje.
Otóż, pan premier odkrył, że jego podpis pod ACTA do niczego nie obliguje, jak również, że ratyfikację można "zawiesić"! To jest tak rewolucyjne, tak prekursorskie, że samo to wystarcza na wyróżnienie. Bo wpływ będzie miało nie do przecenienia.
Ale to dopiero czas pokaże. Był wprawdzie w dziejach taki jeden czarodziej, Twardowski się nazywał, co składając cyrograł chciał diabła przechytrzyć, ale jak to się skończyło wszyscy wiemy: Tak karczma Rzym się nazywa.
Pan premier nie klękać obiecał, ale jak to się skończy, to się dopiero okaże. Szatan ma swoje sposoby na takich cwaniaczków, co podpiszą, a potem udają głupa. Obawiam się tylko, że w tym przypadku nie tylko że autostrady na Księżyc nie będzie (tak jak i zbrakło na Euro), ale nawet o koguta będzie trudno, wszystkie bowiem w europejskich standardów klatkach właśnie pracowicie jaja znoszą (bo są po GMO i in vitro).
Jeśli zaś idzie o ratyfikacji zawieszanie, to póki co takiej prawnej instytucji najznamienitsi konstytucjonaliści nie znają. Znają jednak niekonstytucyją historyczą praktykę "dzikich krajów", szczególnie tych pod okupacją, gdzie lud wieszał niepopularnych kolaborantów na latarniach. Jakiej to praktyki oczywiście nie musi się pan premier obawiać, boć przecież pod niczyją okupacją Polska nie jest, a po za tym od tych ciemnych czasów dzikości mocno się jej obywatele oświecili, a i konstrukcja latarń nie ta - nie mają one fikuśnych zawijasów, a pałąk jest wysoko, za wysoko - nie mniej jednak jakaś przykrość niespodziana może ze strony zniecierpliwionych, gorzej - "oburzonych", obywateli brakiem obiecanych cudów spotkać. Na przykład popularne za czasów młodości pana premiera (tj. z przed "policzmy głosy") wywiezienie na taczce, w tym przypadku - z kancelarii. Jak wspomniałem, szatan ma swoje sposoby i z pewnością coś zabawnego i ku nauce potomnym wymyśli. Jeszcze przed zapowiedzianym na grudzień końcem świata.
wszystkie komentarze >