Komu przeszkadzał Nečas?

Korupcyjna afera w Czechach, która doprowadziła do upadku konserwatywnego rządu premiera Petra Nečasa, przybiera nieoczekiwany obrót.

Reklama

Kilka tygodni po spektakularnym aresztowaniu główni aktorzy „afery stulecia” decyzją sądu jeden po drugim wychodzą na wolność, a stawiane im zarzuty posypały się jak domek z kart. Teraz pozostaje tylko znaleźć odpowiedź na pytanie: kto na tym zyskał? Odpowiedź jest kluczowa dla dalszych wydarzeń nad Wełtawą, ale i nad Wisłą.

Akcja pokazowa

Ustawianie przetargów publicznych z wybranymi lobbystami, oferowanie posłom lukratywnych posad w spółkach skarbu państwa czy zlecenie śledzenia żony premiera przez szefową jego gabinetu Janę Nagyovą – tak w skrócie brzmiały zarzuty, które postawiono osobom z kręgów władzy i biznesu w połowie czerwca br. Wszystko zostało okraszone widowiskowymi relacjami z akcji zatrzymania podejrzanych przez zamaskowanych policjantów. Wydawało się, że Czechy, kraj od dawna umieszczany na szczytach różnych rankingów korupcji w UE, stały się obszarem bezwzględnej walki z nią. Tyle że od początku zastanawiająco wiele elementów nie pasowało do tej układanki. Pomimo zakrojonej na szeroką skalę akcji policji, w której wzięło udział 400 osób, nie zatrzymano żadnego z podejrzanych o łamanie prawa lobbystów.

Dziwnym trafem w dniu akcji wszyscy oni znajdowali się poza terytorium Czech. A po powrocie do kraju tylko ich przesłuchano i zwolniono. Na postawione zarzuty będą odpowiadać z wolnej stopy. Od początku zastanawiające było również to, że śledztwo prowadzone było nie w Pradze, ale przez prokuraturę w Ołomuńcu, która z kolei włączyła w nie prokuraturę w Ostrawie. Kiedy w 2007 r. wicepremier i przewodniczący chadeckiej KDU-CSL Jiři Čunek został oskarżony o przyjmowanie łapówek, czeska prokuratura zastosowała dokładnie taki sam „łańcuszek” rozmywania odpowiedzialności za śledztwo. Wtedy Čunek został zmuszony do dymisji. Dopiero po czterech latach oczyszczono go przed sądem ze wszystkich zarzutów i ponownie mógł zasiąść w parlamencie. Charakterystyczna była również pierwsza konferencja prasowa głównego prokuratora Ivo Ištvana, który zamiast odnosić się do stawianych zarzutów, informował dziennikarzy o tym, że premiera i szefową jego gabinetu Nagyovą „łączyło coś więcej niż stosunki służbowe” i że, „jak wynika z podsłuchów, 28 listopada ub.r. Nagyová domagała się od Nečasa, aby się rozwiódł”. Prokurator sugerował, że z tego właśnie powodu zleciła ona śledzenie żony premiera.

Wątpliwe dowody

Informacje te oczywiście trafiły na pierwsze strony czeskich gazet. Sensacja była tym większa, że premier Nečas, ojciec czwórki dzieci, lubił podkreślać swoje przywiązanie do katolicyzmu i rodziny. W tej atmosferze tylko z największym trudem przebijały się opinie przypominające, że to właśnie Nečas rozpoczął w Czechach walkę z korupcją na serio, za co przyszło zapłacić także wielu osobom z pierwszych stron gazet, np. byłemu wiceprzewodniczącemu partii socjaldemokratycznej Davidowi Rathowi. Nie przebijali się nawet prawnicy, którzy od początku wyrażali liczne wątpliwości co do możliwości ścigania kogokolwiek za objęcie jakiejś funkcji w spółce skarbu państwa w wyniku tzw. politycznego dealu, co od lat jest co prawda mało szczytną, ale powszechnie stosowaną praktyką. Nie tylko w Czechach. Jak kubeł zimnej wody podziałało dopiero stanowisko zajęte w tej ostatniej kwestii przez Sąd Najwyższy w Pradze, który powołując się na prawa wynikające z poselskiego mandatu oraz chroniący posłów immunitet, wykluczył możliwość ścigania trzech zatrzymanych, którym prokuratura zarzuciła przyjęcie korzyści majątkowej z powodu objęcia przez nich wysokich funkcji w spółkach skarbu państwa. Reszty dopełniło niezbyt przekonujące zachowanie prokuratury, która do dzisiaj uporczywie uchyla się na przykład od odpowiedzi na pytanie, czy zarekwirowane u podejrzanych sztabki złota i miliony koron w gotówce miały cokolwiek wspólnego ze stawianymi im zarzutami. Prokuratorom nie pomogły także inne informacje, które w międzyczasie ujrzały światło dzienne. Na przykład ta, że śledzenie, zlecone przez Nagyovą, przez kontrwywiad wojskowy żony premiera – jak zdradził adwokat Josef Sokol – trwało… jeden dzień. W efekcie wszyscy oskarżeni znaleźli się już na wolności.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    2°C Wtorek
    rano
    4°C Wtorek
    dzień
    4°C Wtorek
    wieczór
    5°C Środa
    noc
    wiecej »

    Reklama