wiara.pl

info

 

Polski Kościół jak wiejska parafia

Życie Warszawy/a.

dodane 2008-02-10 17:15

Kościół światowy żyje innymi problemami, u nas tymczasem ciągle dyskutuje się o tym, czy jakiś biskup donosił, czy nie; czy utrzymywał stosunki homoseksualne z klerykami, czy nie... A to są przecież wszystko plewy - mówi w wywiadzie dla Życia Warszawy religioznawca prof. Zbigniewem Mikołejko.

- Jak ocenia Pan decyzję profesora Węcławskiego?

- Formalna apostazja jest czymś wyjątkowym i heroicznym. W tym przypadku dodatkowo wynika z głębokiego przeżycia wiary i namysłu teologicznego. Na decyzję Węcławskiego musiały też wpłynąć sprawy Paetza i Wiegusa, ukazujące rozmycie zasad moralności w Kościele, próby zamiatania różnych spraw pod dywan, solidaryzm hierarchii.

Bocheński powiedział kiedyś takie zdanie: kardynałowie jako przyjaciele są bezużyteczni, jako wrogowie – straszni. Węcławski musiał tego doświadczyć. Widzieliśmy przecież, jak poznańska kuria metropolitarna strofowała „Tygodnik Powszechny”, który starał się odsłonić wewnętrzną i teologiczną drogę poza Kościół byłego już księdza Tomasza Wecławskiego.

- Na czym polega odmienność jego wizji od katolickiej ortodoksji?

- Jego stanowisko jest – jak na Polskę – bardzo radykalne. Oto w latach 40. I wieku, czyli kilkanaście lat po śmierci Jezusa, dochodzi do zniekształcenia jego nauczania. Dla Węcławskiego Jezus jest tym, który we wnętrzu judaizmu próbował przybliżyć człowieka Bogu, a Boga człowiekowi.

Ten „ruch jezusowy”, jak mówi Węcławski, zostaje jednak potem przekształcony w nowy kult. Jego centrum nie jest już Bóg bliski człowiekowi, ale Chrystus siedzący po prawicy Boga. Dlaczego chrześcijaństwo dokonało tego zniekształcenia nauczania Jezusa?

Węcławski wskazuje pewien istotny motyw psychologiczny. Otóż w oczach uczniów Jezusa, członków tej charyzmatycznej, luźnej wspólnoty, Jezus ponosi klęskę – umiera na krzyżu. Żeby wydobyć się z tej rzekomej klęski, jak powiada Węcławski, czyni się Jezusa Mesjaszem, bóstwem. W psychologii nazywa się to przezwyciężeniem dysonansu poznawczego. Świadectwo o spotkaniu na drodze w Emaus jest tu bardzo wymowne. To świadectwo rozstania się z tym pierwszym Jezusem na rzecz tego drugiego – Chrystusa, Mesjasza.

- Słychać jednak również głosy, że do apostazji pchnął teologa związek z kobietą.

- Puszczanie w obieg takich pogłosek jest umniejszaniem tego, co się stało. Istotny jest tu przecież autentyczny wybór drogi duchowej. Sprawy Obirka, Bartosia, a teraz Węcławskiego wskazują na pewien kłopot polskiego Kościoła, dla którego zbyt ważne jest istnienie w wymiarze politycznym i społecznym w stosunku do wymiaru duchowego.

Kościół światowy żyje innymi problemami, u nas tymczasem ciągle dyskutuje się o tym, czy jakiś biskup donosił, czy nie; czy utrzymywał stosunki homoseksualne z klerykami, czy nie... A to są przecież wszystko plewy. Brakuje debaty na temat nowego pojmowania zła, dobra, istoty Boga.

- Czy takie medialne apostazje mogą wstrząsnąć hierarchią i coś zmienić?

- Wydaje mi się, że Kościół powinien wreszcie odejść od feudalnego i zarazem proboszczowskiego modelu sprawowania władzy. Węcławski mówił, że Kościół w Czechach cechuje prostsza relacja pomiędzy biskupami a wiernymi. Wiatr historii zdmuchnął tam wiele oznak hierarchiczności. A w Polsce? Jeśli ktoś sprawuje władzę nad wielkim Kościołem tak jak nad wiejską parafią, to nie prowadzi to do niczego dobrego.

Potrzebny jest większy udział ludzi świeckich, większa otwartość na debaty intelektualne i taki sposób rekrutacji hierarchii, aby pojawiło się tam paru intelektualistów będących w stanie sprostać wyzwaniom duchowym naszych czasów. Szukanie odstępstw w książce Węcławskiego „Chrystus naszej wiary”, będącej od dwudziestu lat podręcznikiem, nie wydaje się właściwą drogą.
«« | « | 1 | » | »»

Wykop Sfora

Przeczytaj komentarze | 10 | Dodaj swój komentarz »

Najwyżej oceniane:

- + Ocena: 0 Głosów: 0 Loczek 2008-02-11 11:10
Niezalogowany użytkownik Masz racje po co... Najlepiej założyć klapki na oczy...
- + Ocena: 0 Głosów: 0 NN 2008-02-11 11:10
Niezalogowany użytkownik Węcławski w takim samym stopniu zranił siebie i Kościół, jak Paetz i Wielgus. A winę za klęskę swego życia nie ponoszą oni tylko człowiek o imieniu Węcławski!!! A jeżeli autor artykułu marzy o tym, żeby nasz Kościół był taki jak w Czechach, to marzy sobie wiele: że zejdzie się całkiem na margines, tak jak tam. Pytam jak przedmówca: po co na tym portalu takie wywiady, po co cytaty z wyborczej, czy tygodnika powszechnego? :(
- + Ocena: 0 Głosów: 0 Atimeres 2008-02-11 10:56
Niezalogowany użytkownik Ten komentarz Mikołejki, sympatyka nowo-mowy w Kościele, w gruncie rzeczy druzgoce Węcławskiego. Demaskuje go jako teologa, sprowadzającego Jezusa do płaskiego poziomu człowieczeństwa, a zarazem prezentuje go jako oświeconego supermena, gardzącego wiarą ludu.
W innych publikacjach prof. Zbigniew Mikołejko też nie wznosi sie wyżej, niz w tym wywiadzie.
- + Ocena: 0 Głosów: 0 staszek 2008-02-11 01:47
Niezalogowany użytkownik Po co wogole upowszechniac takie wywiady na tym forum. Przeciez ten pan jest wogole niepowazny i przytacza takie fakty i argumenty, ze nie wiadomo czy sie smiac, czy wogole wylaczyc komputer.
Szczesc Boze!

wszystkie komentarze >

Pobieranie...
  $ USD 2,8285
  EUR 3,8723
  Fr CHF 2,6751
  £ GBP 4,3290