| $ | USD | 3,1703 | |
| € | EUR | 4,2048 | |
| Fr | CHF | 3,4752 | |
| £ | GBP | 5,0216 |
dodane 2008-02-16 05:06
Dziennik/a.
Nie wszyscy mogą strajkować - mówi w wywiadzie dla Dziennika kardynał Stanisław Dziwisz i przypomina, że są grupy, które nigdy nie powinny w ten sposób protestować.
To służba zdrowia, nauczyciele i ci, którzy odpowiadają za bezpieczeństwo i podstawowe funkcjonowanie państwa. "Szkody, jakie przynosi strajk wymienionych grup zawodowych, są zawsze większe od spodziewanych efektów" - tłumaczy w rozmowie z Dziennikiem. Jak więc mają dochodzić swoich postulatów? Według kardynała powinny to robić w ich imieniu związki zawodowe. Niestety ich pozycja nie jest zbyt silna, bo "niejednokrotnie bardzo się upolityczniają, tracąc na zaufaniu". Bogumił Łoziński: Obecnie w Polsce dochodzi do licznych strajków. Jak ksiądz kardynał ocenia te protesty z punktu widzenia nauczania Kościoła? Kard. Stanisław Dziwisz: Nauka społeczna Kościoła rozwiązuje ten problem, podając warunki moralnej godziwości strajku. W tak postawionym problemie należy odpowiedzieć na elementarne pytania: czy żądania strajkujących są słuszne i możliwe do spełnienia w bieżącej kondycji rozwojowej przedsiębiorstwa i czy zostały wyczerpane wszystkie prawne drogi, aby właściwe żądania strajkujących miały szanse realizacji przez pracodawcę. Dlaczego o tym wspominam? Dlatego, że strajk zawsze traktowany jest jako środek ostateczny w rozwiązywaniu trudnych spraw. - Protesty powodują często destabilizację struktur państwa, np. strajki lekarzy i pielęgniarek prowadzą do zamykania niektórych oddziałów, co z kolei wiąże się z zagrożeniem życia chorych. Jakie są granice protestu z moralnego punktu widzenia? - Istnieją trzy kryteria, w świetle których ocenia się moralną godziwość strajku. Należą do nich: słuszna przyczyna, czyli żądania pracowników same w sobie muszą być słuszne i uzasadnione. Następnie brak pokojowej możliwości rozwiązania konfliktu i wreszcie ważność motywów. Oznacza to, że racje, dla których walczą ludzie pracy, powinny przerastać szkody, jakie strajk może wyrządzić nie tylko pracownikom, ale także zakładowi pracy. Chodzi o to, że wygórowane żądania mogą doprowadzić do upadku przedsiębiorstwa, pociągając za sobą utratę pracy przez wszystkich pracowników. Nauka społeczna Kościoła w tej materii proponuje, aby rzeczowa ugoda i kompromis były właściwymi punktami odniesienia w trudnych sytuacjach konfliktowych. - W homilii na Boże Ciało w czerwcu zeszłego roku upominał się ksiądz kardynał o potrzeby zwykłych obywateli, mówiąc m.in.: „władza, która nie dostrzega potrzeb podwładnych, nie otrzyma błogosławieństwa Bożego”. Jak w kontekście tych słów ocenia ksiądz postawę rządu wobec protestujących? - Przytoczone słowa odnoszą się nie tylko do rządu, ale także do wszystkich pracodawców i odpowiedzialnych za życie gospodarcze w naszym kraju. Należy podkreślić, że fakt występowania strajków jest wyraźnym świadectwem istniejących i przez lata nierozwiązanych konfliktów społecznych. Wspominał już o tym sługa Boży Jan Paweł II, apelując podczas pielgrzymki do Ojczyzny w 1991 r. o postęp i rozwagę. Otóż nie da się osiągnąć szybkiego postępu materialnego kosztem ludzi i za wszelką cenę. - Misją Kościoła jest angażowanie się po stronie słabych i ubogich. Dlaczego w sporze między strajkującymi a rządem nie wspiera słabszych, a więc protestujących? - Pański zarzut jest bezpodstawny. Kościół niejednokrotnie zabierał głos w różnych sprawach społecznych. Nie zawsze jednak o tym głosie się mówi, gdyż często nie jest on głosem popularnym. Poza tym – w świetle nauki społecznej Kościoła – są pewne grupy zawodowe, które nigdy nie powinny strajkować, z powodu typu służby społecznej. Do tego typu społecznej służby należą wszystkie te zawody, które dotykają wprost samego człowieka. Mam na myśli nade wszystko służbę zdrowia, nauczycieli i tych, którzy odpowiadają za bezpieczeństwo i podstawowe funkcjonowanie państwa. Dlaczego? Bo szkody, jakie przynosi strajk wymienionych grup zawodowych są zawsze większe od spodziewanych efektów. Często uderza nie tyle w pracodawcę – gdyż on zazwyczaj daje sobie radę – lecz w osoby powierzone jego opiece. Kościół w takich sytuacjach może być mediatorem pod warunkiem, że zostanie poproszony przez obydwie strony sporu. Warto dodać, że pole do popisu w takich sytuacjach mają związki zawodowe, które niestety niejednokrotnie bardzo się upolityczniają, tracąc na zaufaniu. Z pewnością pamiętamy słowa Jana Pawła II wygłoszone na placu św. Piotra w Rzymie, a skierowane do wszystkich trzech przywódców NSZZ Solidarność o upolitycznieniu związku. Papież zaapelował wówczas, aby związek ten powrócił do swoich pierwotnych korzeni. - Biskupi, nie ujmując się za protestującymi, są oskarżani o sprzyjanie władzy. Jakby ksiądz kardynał skomentował te oskarżenia? - Kościół w Polsce zawsze był z ludźmi potrzebującymi i poszkodowanymi. Cytując moje słowa we wcześniejszym pytaniu, automatycznie zaprzecza pan tym oskarżeniom. Wszyscy, rządzący i rządzeni, powinni widzieć rozwój kraju w dalszej perspektywie. Inaczej – jeżeli nie będzie spojrzenia systemowego i dalekowzrocznego, czyli moralnego – zawsze będziemy dreptać w miejscu. Kościół w Polsce zawsze był z narodem i nigdy nie zdradził człowieka, gdyż inspirację do swojej działalności czerpie z Ewangelii. Dlatego historia wystawi mu świadectwo.
Przeczytaj komentarze | 7 | Dodaj swój komentarz »
Najwyżej oceniane:
Czy można było być tak blisko JP2 i nie rozumieć jego nauki?
To bardzo smutne. A najsmutniejsze jest to, że to nie pierwsza opinia księdza Kardynała, która tak niemile mnie zaskoczyła. To naprawdę bardzo smutne, bo tyle lat słuchałam słów JP2 i zawsze czułam, że on rozumie każdego człowieka, był niesamowitym autorytetem moralnym i nawet najbardziej zdecydowane i karcące słowa nigdy mnie nie raniły. Zawsze miałam poczucie, że karci, ale chce dla nas dobrze, że rozumie nasze problemy, że w słusznej sprawie zawsze stanie w naszej obronie. Ale to co mówi ksiądz Kardynał świadczy o całkowitym "wyobcowaniu" i niezrozumieniu codziennych problemów zwykłego człowieka, nie ważne w jakim pracuje zawodzie, czy jest to mechanik, elektryk, policjant, nauczyciel czy lekarz. Każdy pracując służy w jakiś sposób drugiemu człowiekowi, ale pracuje przede wszystkim po to, by utrzymać siebie i rodzinę. Bez pieniędzy nie da się funkcjonować w dzisiejszy świecie. Za pracę każdemu należy się wynagrodzenie. Nie zwalniajmy pracodawców z obowiązku wynagradzania swoich pracowników. Po prostu nie uważam, że jakakolwiek grupa zawodowa ma obowiązek pracować za darmo, czy za pieniądze, za które ciężko wyżyć, bo wykonują taki a nie inny zawód, bo bez ich pracy państwo nie może funkcjonować prawidłowo! To absurd.
Ja pracuję w banku. To prawdziwy wyścig szczurów. Codziennie pracuję po 12-13 godzin. Obsługuje klientów bez przerwy przez 8 godzin. Potem już nie chce mi się z nikim rozmawiać, bo nie mam już sił. Często pracuję w sobotę. Przychodząc do domu zamiast odpoczywać muszę zapoznawać się z regulaminami i informacjami o nowych produktach. Muszę mieć wiedzę na bieżąco, ponieważ ciągle jestem sprawdzana w pracy przez tak zwanych tajemniczych klientów podsyłanych przez dyrekcję. Niedziela wygląda tak, że padam i nie che mi się już nic. A moja pensja jest mniejsza od nauczyciela. Podwyżke mam raz na 5 lat. Za nadgodziny nie dostaję, bo u nas nie wolno pisać nadgodzin. Po latach takiej pracy jestem wykończona psychicznie.
wszystkie komentarze >