Odporność na pieniądz
ks. Artur Stopka
dodane 2007-06-12 12:00
Zbytnie przywiązanie księży do dóbr doczesnych drażni i oburza. Nic w tym
dziwnego.
Opisana przez Rzeczpospolitą sprawa wmanewrowywania przez peerelowską bezpiekę biskupa Gocłowskiego w przestępcze machinacje pokazuje, jak bezwzględnie komunistyczne służby specjalne walczyły z Kościołem i z duchowieństwem. Nie cofały się przed żadnymi metodami. Bez skrupułów sięgały po pomoc ze strony przestępców.
Z pewnością gorszące jest, że znaleźli się księża, którzy ulegali pokusie i brali udział w przestępczych machinacjach. Ale potępiając ich warto zwrócić uwagę, że większość duchownych pokusom nie ulegała i okazywała się odporna na esbeckie kombinacje jak arcybiskup Tadeusz Gocłowski.
Zbytnie przywiązanie księży do dóbr doczesnych drażni i oburza. Nic w tym dziwnego. Co prawda tylko zakonnicy ślubują ubóstwo, ale bogactwo nie ułatwia pełnienia posługi kapłańskiej żadnemu duchownemu. Zbyt wiele dóbr materialnych to ciężar, z którym księżom zwykle bardzo trudno sobie poradzić.
Z wielką przykrością przyjmuję wszelkie informacje mówiące o księżach, którzy sprawom materialnym poświęcają zbyt wiele uwagi. I z obawą. Co prawda dzisiaj nie ma już bezpieki, która wykorzystuje tego typu skłonności do wciągania duchownych w donosicielstwo i działanie na szkodę Kościoła, ale nadal są ludzie, którzy próbują takich duchownych wykorzystać dla swoich korzyści.
Opowieści o bogactwie księży (kolportowane w czasach PRL-u) w ostatnich kilkunastu latach zostały w Polsce ostro zweryfikowane. Większość duchownych „żyje na przeciętnym poziomie zamożności”. Nie brak i takich, którzy żyją tak ubogo, jak ich parafianie w niektórych regionach. Zmieniło się zresztą również pojęcie „bogactwa”. Kiedyś wystarczyło mieć w miarę dobry samochód, żeby zaliczać się do bogaczy, dzisiaj samochód jest czymś oczywistym, podobnie jak lodówka lub telewizor.
Coraz częściej również dochody księży nie są otaczane nimbem tajemnicy. W ogóle sprawy finansów Kościoła zaczynają być jawne. W niejednej parafii, a nawet w niektórych diecezjach przedstawiane są do wiadomości publicznej sprawozdania finansowe. W ten sposób nie tylko likwidowane są mity o bogactwie Kościoła, ale również wierni lepiej uświadamiają sobie, po co składają ofiary. A duchownym łatwiej bronić się przed pokusami.
«« | « |
1
| » | »»
Przeczytaj komentarze | 4 | Dodaj swój komentarz »
Najwyżej oceniane:
Andrzej z Brzeszcz k Oświęcimia
Już w VI w p.n.Ch. Sun Tzu (Pinyin: Sun Zi), prekursor współczesnej prakseologii, w Sztuce Wojny pisał:
- Sukcesu możesz być pewien tylko, jeśli atakujesz miejsca, których nikt nie broni;
- Wciągajcie przedstawicieli warstw rządzących przeciwnika w przestępcze przedsięwzięcia;
- Dezorganizujcie wszelkimi sposobami działalność rządu przeciwnika.
- Zasiewajcie waśnie i niezgodę między obywatelami wrogiego kraju;
- Buntujcie młodych przeciwko starym;
- Ośmieszajcie tradycje waszych przeciwników;
- Dyskredytujcie wszystko, co dobre w kraju przeciwnika;
- Nie szczędźcie obietnic i podarunków, żeby zdobyć wiadomości. Nie żałujcie pieniędzy, bo pieniądz w ten sposób wydany, zwróci się stukrotnie;
- Infiltrujcie wszędzie swoich szpiegów;
- Podeślijcie im nierządnice, żeby dokończyły dzieła zniszczenia.
Gdy się pod "wrogi kraj" podstawi Kościół Polski, to wszystko pasuje. A gdy się pod SB/IW/WSI podstawi "coś tam" to jeszcze lepiej pasuje.
Więc może nic dziwnego nie ma w tym, że abpa Gocłowskiego wytypowano do "wmanewrowywania"? Inni może lepiej doceniali siłę "wroga" o czym SB wiedziała infiltrując Kościół.
O wielu "wmanewrowywanych", być może, dopiero się dowiemy.
Oby nie w atmosferze skandalu.
To winien być kolejny argument za tym, by ujawnić wszystkie archiwa esbecji i raz, a dobrze przeciąć te różne układy, układziki, powiązania i możliwości ich wykorzystywania.
Wykorzystywania również, a może przede wszystkim w Kościele, który z racji swej ponadczasowej misji winien być czysty nawet od podejrzeń.
Jednak trudno być w tym optymistą. Zbyt wielu esbecja "umoczyła", dziwne by było by dziś pałali chęcią ujawnienia swoich słabości. Z pewnością sprzymierzeńcem oczyszczenia (też, się) nie są i nie będą.
ad Awa:
Przecież ks. Artur napisał: Większość duchownych „żyje na przeciętnym poziomie zamożności”. Większość!
Ja bym uzupełnił: ZDECYDOWANA większość. Dlatego, ci nieliczni tak kłują w oczy i są wdzięcznym obiektem do medialnej walki z Kościołem lub tylko sensacyjnych doniesień, gdy w polityce posucha.
Dlatego wielką roztropnością wykazują się ci księża, którzy podają jak pisze ks. Artur "sprawozdania finansowe". Mało kto zdaje sobie bowiem sprawę ile kosztuje: odmalowanie ścian w kościele, załatanie dachu, posklejanie rynien, naprawa połamanych ze starości ławek, ogrzewanie kościoła i plebanii, woda, gaz, elektryczność itd.itd.
Awa – samochód jest narzędziem w pracy. Ksiądz musi dojechać na pogrzeb, do szkoły czy w inne miejsca.
Prawdą jest również, że ludzi zawsze drażniło to, że inni w tym księża, posiadają coś, czego oni nie mają. Opisane sytuacje których właściwie nie znamy do końca bulwersują i wydaje mi się, że nie chodzi w nich głównie o to, że któryś z księży posiada dobrej marki samochód czy inne „dobra”. Choć nie przeczę, że te opisane fakty mogą być prawdziwe.
Jednak wydaje mi się, że sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana. Walka z Kościołem polega na wyszukiwaniu takich sytuacji (nielicznych), które mają na celu podważanie opinii wszystkim księżom i umniejszenie roli Kościoła.
Oczywiście są różni księża, tak jak i ludzie. Wystarczy że znajdzie się jeden czy dwóch, którzy zatracili istotę powołania, a już powstaje mit o pazerności całego środowiska. Z lekarzami, nauczycielami, policjantami .... z tymi, którzy powinni leczyć a nie brać łapówki, uczyć i wychowywać a nie stresować, chronić ludzi i bronić a nie iść na łatwiznę.
Jeśli będziemy skupiać się na tych przypadkach, które są opisywane w taki sposób jak powyższy, to z czasem stwierdzimy, że uczciwość nie ma sensu, bo jak księża i ci inni postępują w tak negatywny sposób, to my jesteśmy najuczciwszymi ludźmi pod słońcem. Każdy człowiek odpowiada za siebie. Każdy z nas będzie rozliczany, będzie się sam rozliczał z tego czego nie zrobił, albo czemu uległ. Porównywanie się z kimś innym – w tym z księżmi, którzy z różnych powodów postąpili w sposób, nas absolutnie nie usprawiedliwia. Korzystniejsze jest byśmy postępowali właściwe, a uczynków złych nie naśladowali.
„Kiedy spotkasz człowieka szlachetnego, staraj mu się dorównać. Kiedy spotkasz człowieka złego, dokonaj rzetelnego obrachunku z samym sobą”. – Konfucjusz.
Jeszcze jedna uwaga. Istotnie jest tak, że jak widzi się pewna niedoskonałość w drugim człowieku, wtedy siebie nie widzi się właściwie, szczególnie w tym, który z racji pełnionych obowiązków powinien być świadkiem, po to by nauczać, leczyć, bronić. Chodzi mi o to, że jeśli ktoś mówi, że coś jest dobre, a sam z tego nie korzysta, to dobro o którym mówi jest wątpliwe – niezależnie od tego czy nim jest, a wręcz przeciwnie – tragiczne jest to, że dobro które faktycznie jest dobrem jest umniejszone przez fakt nie dawania o nim świadectwa.
wszystkie komentarze >