Andrzej Macura
dodane 2007-06-26 12:16
Malkontenci będą się w tym dopatrywać pustego gestu. Dla mnie jednak jest bardzo ważny. Kardynał Francis George z Chicago, na katedralnym dziedzińcu, wraz z 20 innymi duchownymi usługiwał do stołu zaproszonym na obiad parafianom.
Kilkanaście lat temu byłem świadkiem, gdy młody zakonnik oburzał się na zachowanie starszego niemieckiego kapłana, który zamiast „ojcze” ośmielił się do niego zwrócić per „ty”. Scena ta z biegiem lat nabrała dla mnie wymiaru niemal symbolicznego. Do dziś ucieleśnia dla mnie to, co trudno mi u ludzi Kościoła zaakceptować: zapatrzenie w siebie, dążenie do robienia kariery, wrażliwość na godności i tytuły. Bo nie tak uczył Chrystus, gdy przed Ostatnią Wieczerzą umył swoim uczniom nogi. Dlatego cieszy mnie każdy drobiazg, który tej, ciągle obecnej w Kościele tendencji, się przeciwstawia. Czy to będzie kościelny dostojnik idący razem z innymi pielgrzymami do piekarskiego sanktuarium, czy proboszcz własnoręcznie nalewający herbatę robotnikom na budowie kościoła. Tym bardziej kardynał usługujący przy stole. Te z pozoru niewiele znaczące gesty są dla mnie wyraźnym znakiem traktowania na serio Chrystusowej Ewangelii.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Jeśli masz już konto na forum.wiara.pl możesz zalogować się używając forumowego loginu lub maila i hasła. Jeśli jeszcze nie masz konta, możesz je założyć.
Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Przeczytaj komentarze | 5 | Dodaj swój komentarz »
Najwyżej oceniane:
Kościół to my, więc jak w nim dzialamy, co dla niego robimy, tak go postrzegamy, tak w nim się czujemy.
Szkoda tylko że poza wiernymi - nami, reszta nie chce tego zauważać (a może naprawdę nie widzi?).
Chciałbym, aby wreszcie można było zauważać zmiany. W handlu nazywa się to "frontem do klienta", a w kościele??
Prawie każda uroczystość w Kościele św. daje mi głębsze poznanie Boga i laskę szczególną, dlatego do każdej uroczystości przygotowuję się i ściśle łączę się z duchem Kościoła. Co za radość być wiernym dzieckiem Kościoła. O, jak bardzo kocham Kościół św. i wszystkich w nim żyjących; patrzę na nich jako na żywe członki Chrystusa, który jest głową ich. Zapalam się miłością z miłującymi, cierpię z cierpiącymi, ból mnie trawi patrząc na oziębłych i niewdzięcznych; wtenczas staram się o taka miłość ku Bogu, aby Mu wynagrodzić za tych, którzy Go nie miłują, którzy karmią swego Zbawiciela czarną niewdzięcznością. (Dz 481)
wszystkie komentarze >