| $ | USD | 3,4779 | |
| € | EUR | 4,3665 | |
| Fr | CHF | 3,6357 | |
| £ | GBP | 5,4496 |
dodane 2008-01-27 10:57
ks. Artur Stopka
W kwestii nierozerwalności małżeństwa Kościół katolicki znajduje się pod wielką presją.
Co roku pod koniec stycznia papież spotyka się z Trybunałem Roty Rzymskiej i od pewnego czasu niemal co roku powraca temat orzekania nieważności małżeństwa. I problemów, przed jakimi w związku z tym zagadnieniem sędziowie Roty stają. W tym roku Benedykt zwrócił uwagę na „niebezpieczeństwo wytwarzania się niepostrzeżenie «orzecznictw lokalnych»”. „Oddalają się one coraz bardziej od wspólnej interpretacji praw pozytywnych, a nawet od nauki Kościoła o małżeństwie” – przestrzegał Ojciec święty. A skąd to niebezpieczeństwo? Z faktu, że to Kościół katolicki, czyli powszechny i przychodzi mu działać w bardzo różnych kulturach prawnych. W kwestii nierozerwalności małżeństwa Kościół katolicki znajduje się pod wielką presją. W czasach, gdy w licznych krajach podejmowane są działania na rzecz maksymalnego ułatwienia i uproszczenia procedury rozwodowej, Kościół wciąż tkwi na stanowisku, że małżeństwa ważnie zawartego rozwiązać się nie da. I chociaż powszechnie próbuje się mu wmówić „kościelne rozwody” (trafić na dziennikarza, który pisząc lub mówiąc o sprawie orzekania nieważności małżeństwa nie użyje tego fałszującego rzeczywistość sformułowania to sztuka niemal niemożliwa do wykonania), Kościół katolicki z uporem i konsekwentnie powtarza słowa Jezusa „Co Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela”. I broni się jak może przed coraz nachalniejszymi próbami nadużywania „orzekania nieważności” do obchodzenia nierozerwalności związku. A mam wrażenie, że stopniowo próby tego nadużywania zaczynają się zamieniać niemal w „przemysł”. Także w Polsce. Wystarczy rzucić okiem na ogłoszenia prasowe. Niedawno ktoś przy okazji dyskusji o in vitro zwrócił uwagę, że na przestrzeni wieków Kościół katolicki w wielu kwestiach zmieniał zdanie. Czy zmieni je również w sprawie nierozerwalności małżeństwa? Nie brak przecież na świecie wspólnot chrześcijańskich, które w różnym stopniu na rozerwalność małżeństwa się zgodziły. Poszły z duchem czasu. Nie chcą swoim wyznawcom utrudniać i komplikować życia. Może Kościół katolicki przynajmniej przymknie oko na „zastępcze” wykorzystywanie orzekania nieważności? Jestem przekonany, że nie. Nigdy. I jakoś sobie poradzi z presją. Tak, jak to zrobił w roku 2007, w którym członkowie Roty zbadali 1679 wniosków w kwestiach nieważności małżeństwa i wydali 262 werdykty, w tym 69 uznających małżeństwa za nieważnie zawarte (a nie jak podała Polska Agencja Prasowa „zatwierdzających anulowanie małżeństw”).
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Przeczytaj komentarze | 10 | Dodaj swój komentarz »
Najwyżej oceniane:
Zapraszam Cię na stronę wiernych małżonków wiernych złożonym przyrzeczeniom małżeńskim – na stronę wspólnoty wiernej miłości: www.sychar.org
Ten sam papież przed swoją śmiercią w styczniu 2005 r. w przemówieniu do Roty Rzymskiej 29 stycznia 2005 roku powiedział (za KAI):
"W czasie dorocznej audiencji dla Roty Rzymskiej z okazji inauguracji roku sądowego, Jan Paweł II mówił o moralnym wymiarze pracy sędziów i sądów kościelnych. Papież przyznał m.in., że "interesy indywidualne i zbiorowe mogą skłonić strony do uciekania się do kłamstwa a nawet korupcji w celu osiągnięcia pozytywnego dla siebie orzeczenia".
"Od tego niebezpieczeństwa nie są wolne nawet procesy kanoniczne, w których do głosu dochodzą interesy nie mające na celu ustalenia prawdy" - ubolewał Jan Paweł II.
Papież zwrócił następnie uwagę na inne niebezpieczeństwo: "W imię rzekomych wymagań duszpasterskich pojawiły się głosy proponujące, aby uznać za nieważne związki całkowicie nieudane. Dla osiągnięcia takiego rezultatu sugeruje się zachowanie pozorów proceduralnych i substancjalnych, maskując nieistnienie prawdziwego procesu".
Ojciec Święty podkreślił, że stoi to w sprzeczności "z elementarnymi zasadami norm i nauczania Kościoła" i potępił. tego rodzaju zachowania.
"Dzięki Bogu nie brakuje wiernych, których sumienie nie pozwala się oszukać, a wśród nich jest wcale niemało takich, którzy choć osobiście przeżywają kryzys małżeński, gotowi są rozwiązać go wyłącznie na drodze prawdy. Należy nie poddawać się lękowi przed prawdą, który niekiedy może być podyktowany obawą przez urażeniem innych osób" - podkreślił Jan Paweł II i dodał: "Sędzia, który faktycznie postępuje jak sędzia, to znaczy sprawiedliwie, nie pozwala, aby wpływały na niego ani uczucia fałszywego współczucia dla osób, ani fałszywe wzory myślenia, nawet jeżeli są one rozpowszechnione w środowisku".
Papież ostrzegł przed próbami "oddzielenia praw Kościoła od Nauk Urzędu Nauczycielskiego, jak gdyby należały one do dwóch oddzielnych sfer, z których pierwsza jako jedyna miałaby mieć wiążącą moc prawną, druga zaś miałaby znaczenie czysto orientacyjne i postulatywne". Jan Paweł II skrytykował na koniec "fałszywy pośpiech" w prowadzeniu niektórych spraw sądowych "ze szkodą dla prawdy"."
Źródło: http://ekai.pl/europa/?MID=8925
Skoro wszyscy w hierarchii są rozgorączkowani materialnie, a nieliczni prawi są tchórzliwi i nie mają odwagi przeciwstawić się złu (komunię na rękę przegłosowano jednogłośnie) nie ma co rozważać szczegółów kanonów.
I tak kiedyś Kościół był gotowy dla przykazań utracić Króla i Anglię, dziś pełza dla kilku marnych srebrników od Kowalskiego i Nowakowej, bez litości dla innych których karmi się świadectwem złego.
Traktowanie ciąży jako przymusu usprawiedliwiającego unieważnienie małżeństwa to już curiosum i niegodziwość. Jest to namacalny dowód, że dzisiejsze praktyki kościoła wiodą maluczkich na zatracenie.
Myślę, że ksiądz pisząc ten artykuł doskonale wie, ze unieważnianie małżeństw to powszechna fikcja w np. Polsce, łamane są wszelkie przykazania, gaszone sumienia. Nie są problemem upadli kapłani – przecież są księżą, którzy notorycznie pomagają Urbanowi w procesach, albo bronią artystek zanurzających krzyż w moczu. Smutne jest to, że przymyka na to oko ogół księży i większość polskich biskupów. I tylko z taką pewną nieśmiałością ktoś napisze felieton obarczający winą „nachalne próby nadużywania”. Strażnicy wiary, co mieli być jak szczekające psy i gotowi na śmierć męczennicy wiary, czują dyskomfort (jak młode pensjonarki), bo są nagabywani.
Sądzę, że artykuł jest jakąś próbą nakierowania opinii na zło, jakie pleni się w Polsce. Jest to smutne, że księżą muszą obawiać się mówić wprost. Podobnie jak przy lustracji, a zupełnie muszą milczeć przy aferach gruntowych.
wszystkie komentarze >