Moja miedza!

Perspektywa leczenia nieuleczalnych dotąd chorób jest kusząca. To chyba właśnie dlatego naukowcy tak łatwo przekonują prawodawców, że powinni się zgodzić na złagodzenie przepisów dotyczące genetycznych eksperymentów. Niestety, to otwieranie puszki Pandory.

Reklama

Brytyjscy naukowcy wyhodowali pierwsze na świecie (przynajmniej oficjalnie) embriony ludzko-zwierzęce. Po trzech dniach – zgodnie z obowiązującym prawem – zniszczyli je. Oczekują jednak, że niebawem nowe prawo pozwoli im prowadzić taki eksperyment dłużej. Jak długo? Póki co naukowcy zapewniają, ze chodzi im o możliwość produkcji komórek macierzystych, które mogłoby być wykorzystywane do wyhodowania dowolnego ludzkiego organu. Byłby to przełom w transplantologii. Nie jestem naukowcem ale dziwi mnie, dlaczego nagle potrzebne są do tego hybrydy. Do tej pory wydawało się, że do ich produkcji naukowcom wystarczają – także niemoralne – eksperymenty na ludzkich embrionach (albo zupełnie krew pępowinowa, co nie budzi żadnych sprzeciwów moralnych). Domieszka genów zwierząt coś zmienia? Doświadczenie uczy, że wiele przełomowych osiągnięć naukowych bywa najpierw wykorzystywanych przeciwko człowiekowi. Tak na przykład było z energią jądrową, której pierwsze ofiary spłonęły w ogniu Hiroszimy. Dziś, z perspektywy istnienia wielu jądrowych elektrowni możemy oceniać, że to dobry wynalazek. Ciągle jednak wisi nad nami widmo totalnej zagłady świata. Czy rzeczywiście było warto? Obawiam się, że w sprawie eksperymentów na embrionach bilans zysków i strat będzie jeszcze bardziej niekorzystny. Zanim uruchomi się seryjną produkcję nerek, serc i innych podrobów dowiemy się o wyprodukowaniu istot ludzko zwierzęcych, które do tej pory istnieją tylko w umysłach twórców science fiction. Nawet nie chcę myśleć co by się stało, gdyby ktoś zechciał wyprodukować sobie armię takich istot. Potem zaś okaże się, że transplantologia może najwyżej nieco wydłużyć ludzkie życie, które z kolei okaże się zagrożone schorzeniami dziś mało znanymi. Na coś przecież trzeba umrzeć. Zaś perspektywa życia jak Leonid Breżniew przed śmiercią jest mało pociągająca. Naprawdę warto? Kiedyś znajomy ze śmiechem pokazywał mi miedzę oddzielającą jego łąkę od pola sąsiada. Stały na niej drzewa, jasno wyznaczające granicę między jednym a drugim. Jednak między nimi sąsiad tak zaorał pole, że łukiem wcinało się w nie jego ziemię. Gdyby nie było tych drzew i leżących gdzieś w urzędzie planów jasno pokazujących co do kogo należy, sąsiad co roku mógłby sobie uszczknąć paręnaście centymetrów. Tak po latach mogłoby się okazać, że znajomy nie miał tu właściwie żadnej łąki. Z eksperymentami genetycznymi jest podobnie: jeśli nie ma jasno wyznaczonych granic, a prawo można zmieniać dostosowując je nie do obiektywnych norm moralnych, a do zachcianek naukowców, może się po latach okazać, że nie ma już żadnych granic.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Zbigniew Głos
    03.04.2008 21:30
    Nasz stosunek do eksperymentów medycznych, genetycznych, do związku między nauką, a etyką, moim zdaniem objawia coś więcej niż tylko bunt, niezgodę, wątpliwości, co do konkretnych, takich czy innych "dokonań" na polu naukowych.

    Myślę, że w takich dyskusjach odsłania się nasza relacja do świata i tego, co w tym świecie jest, niewątpliwie często moralnie niegodziwe, niedopuszczalne czy po prostu złe, która polega na jakimś fundamentalnym braku zaufania, na głębokim lęku czy strachu przed rzeczywistością,jak jest i jak jeszcze może być.

    Taka postawa więcej mówi o naszych pragnieniach, naszym stanie wiary, stosunku do Boga i innych ludzi niż na pierwszy rzut oka sami możemy dostrzec.

    Nie jest zapewne tak, że na wszystko muszę, a nawet mogę się godzić. Nie jest zapewne tak, że wszystko muszę zaakceptować. Ze wszystko mogę cierpliwie znosić i milcząco sie przyglądać temu co dziej się ns moich oczach z naszym światem.

    Musze jednakże zdać sobie sprawę, że nie wszystko może być i będzie tak, jak ja chcę żeby było. Ze wiele rzeczy może być i będzie zupełnie inaczej.

    Muszę nabrać większego zaufania do świata i tego z czym się w tym świecie stykam. Muszę zdać sobie sprawę, jak wiele z tego co kocham, z tego z czym się identyfikuję ( wiara religijna, przekonanie, zasady etyczne) może ulec przewartościowaniu, bezpowrotnie zginąć...

    Muszę umieć pogodzić się z faktem, że moja miedza, nie do końca jest moja własnością, że może ktoś inny mieć do niej prawo albo po prostu ją zagarnąć. Że może z czasem okaże się, że ktoś inny ma do niej prawo...

    Nie wiem czy wyraziłem jasno i precyzyjnie to, o czym chciałem tu powiedzieć,a raczej zasygnalizować...
    Chodzi o taka postawę życiową, która bez lęku i obaw będzie mi kazała patrzeć w przyszłość, wiedząc, że wszystko, a przyszłość w szczególności jest w ręku Boga...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 1 2 3
    -2°C Piątek
    noc
    -4°C Piątek
    rano
    -1°C Piątek
    dzień
    -1°C Piątek
    wieczór
    wiecej »

    Reklama