To da się zrobić!

Posłowie chcą ograniczyć dostęp do pornografii w internecie. Czas na ruch rządu i operatorów.

Reklama

Jest już gotowy projekt sejmowej uchwały. Przygotowała ją komisja administracji i cyfryzacji z inicjatywy posłanki Beaty Kempy (Solidarna Polska). Co ważne, w trakcie pracy nad projektem udało się uzyskać konsensus większości posłów, choć łatwo nie było. Spory w komisji trwały ponad rok. – Na początku najpopularniejszy był pogląd, że to operatorzy internetowi powinni domyślnie uruchamiać blokadę stron zawierających treści pornograficzne. Potem górę wzięło przekonanie, że trzeba obrać inną taktykę, bo jakiekolwiek twarde zalecenia dla prywatnych podmiotów świadczących usługi będą sprzeczne z unijnymi dyrektywami, strzegącymi wolności gospodarczej – relacjonuje Lesław Sierocki, szef Stowarzyszenia Twoja Sprawa, od lat walczącego z pornografią w sieci, który obserwował prace komisji.

Lepszy rydz niż nic

Na początku mówiono twardo i odważnie o „internecie bez pornografii”, by w końcu pragmatycznie zejść na poziom „ograniczania dostępu”. Taki cel ma uchwała, która wzywa rząd (a konkretnie Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji) do przygotowania odpowiednich wytycznych dla operatorów internetu. Sceptycy narzekają, że parlament daje w niej urzędnikom na to aż 18 miesięcy, co – biorąc pod uwagę rok wyborczy – można uznać za spychologię. Optymiści mówią: lepszy rydz niż nic. – Najważniejsze, by wyszedł z parlamentu wyraźny sygnał, że zmienia się klimat wokół pornografii. Że stanowi ona poważny problem i należy wreszcie zabrać się za jego rozwiązanie, zamiast powtarzać: „Tego się nie da zrobić” – mówi L. Sierocki.

Autorzy projektu uchwały proponują, by operatorzy i dostawcy internetu – jeśli nie zdecydują się na centralne blokowanie stron porno – przynajmniej za darmo udostępniali łatwe do pobrania oprogramowanie filtrujące. Miałoby się to wiązać także z kampanią społeczną zachęcającą użytkowników, by instalowali filtry na swoich komputerach. Niby niewiele, ale okazuje się, że nawet takie propozycje już na etapie prac w komisji spotkały się z protestami – na przykład Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych, zatroskanego „niekorzystnymi zmianami w sposobach gromadzenia informacji o osobach fizycznych”, jakie miałoby spowodować masowe wprowadzenie filtrowania treści. Inspektora wsparło Biuro Analiz Sejmowych, którego ekspert Piotr Waglowski ostrzegał przed „ingerencją w prywatność, ale też wolność pozyskiwania i rozpowszechniania informacji”. Lewicowa fundacja Panoptykon zagrała na podobnej nucie, wyrażając publicznie troskę o to, że uchwała może „posłużyć jako pretekst do wprowadzenia sieciowych mechanizmów cenzurowania treści”.

Porno jak wirus

Argumenty tego typu powracają za każdym razem, gdy tylko pojawia się pomysł wprowadzenia jakichkolwiek systemowych rozwiązań chroniących nas przed zalewem treści pornograficznych. Powraca też jak mantra apel o jasne zdefiniowanie granicy, od której zaczyna się pornografia (z podtekstem, że przecież nie jest to możliwe). Tylko na pozór są to argumenty racjonalne, w rzeczywistości całkowicie abstrahują od realiów. Talmudyczne rozważania nie mają sensu w sytuacji, gdy 66 proc. uczniów gimnazjów i 54 proc. uczennic miało już kontakt z pornografią. Co więcej, poszukiwanie jej definicji jest obecnie anachronizmem. Najwięksi na świecie producenci oprogramowania już dawno wprowadzili na rynek filtry z łatwością wyłapujące treści pornograficzne niczym wirusy. Bo wbrew pozorom nie są one trudne do „namierzenia”. – Straszenie, że takie programy będą blokować internautom na przykład dostęp do aktów Rubensa, to zwyczajna demagogia – wyjaśnia L. Sierocki. Faktycznie, sprawdzają się one już od lat, są napisane w ten sposób, by w sytuacjach wątpliwych – gdy mamy na przykład do czynienia z materiałami edukacyjnymi – pozostawiać ostateczną decyzję wejścia (lub nie) użytkownikom. Fundacja Panoptykon alarmująca, że filtry blokują dostęp do jej stron, tylko dlatego, że pojawia się tam słowo „seks”, sama się ośmiesza. Wielkie koncerny software’owe nie pozwoliłyby sobie na sprzedawanie internetowych „robotów” popisujących się taką ignorancją.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Dzdz
    02.02.2015 14:29
    Jak ktoś już wcześniej powiedział, nie ma filtrów które blokując strony pornograficzne nie zamieniają korzystania z internetu w udrękę. Odgórne blokowanie stron czy obligatoryjne instalowanie jakiś aplikacji cenzorskich jest imho polem do wielkich nadużyć. Na pornografię jest jeden jedyny sposób - zdelegalizować w 100%.

    Największy paradoks porno:
    W większości krajów rozwiniętych (i nie tylko) za seks z prostytutką można iść do więzienia - ale zaraz, wystarczy nagrać zdarzenie i wrzucić do internetu żeby nagle całość stawała się legalna, mało tego, pani prostytutka może z wynagrodzenia za swoją usługę odprowadzić podatek, udowodnić zdolność kredytową itd a pan (albo pani, różnie bywa) który z jej usług korzystał może odliczyć sobie opłatę od podatku.
    Absurd
  • pein
    04.02.2015 21:13
    Dlaczego chcecie wyważać otwarte drzwi?

    1.Funkcje ochrony rodzicielskiej są wbudowane w Windows już od czasów XP. Wystarczy włączyć. Serio jesteście już tak ubezwłasnowolnieni, że nie poradzicie sobie z tym sami? Jeśli dla kogoś to za mało, istnieją rozmaite darmowe i płatne filtry. Można sobie kupić.

    2. Doświadczenie uczy, że państwowe rozwiązania działają gorzej, niż prywatne. Cokolwiek wymyślicie, efekt będzie taki, że wszyscy podatnicy obligatoryjnie zrzucą się na bubel, który nie będzie dorównywał jakością rozwiązaniom komercyjnym.

    3. Pomimo swojej marnej jakości, nowy system, skoro tylko znajduje się poza kontrolą swoich użytkowników, jest gigantycznym polem do nadużyć. Zgadzacie się na stworzenie mechanizmu cenzury. Szlachetny cel tego potężnego narzędzia określony w treści ustawy nie oznacza jeszcze, że narzędzie to będzie szlachetnie używane. Władza deprawuje. "W wyniku błędu systemu zablokowana została strona internetowa kandydata na Prezydenta, Andrzeja Dudy. W treści strony znalazło się słowo odPORNy." O taką rzeczywistość się prosicie. W Chinach próżno szukać zdjęć masakry na Placu Tiananmen. Chcecie uczynić tak samo w Polsce.

    4. Przy całym moralnym potępieniu pornografii, nie może być ona pretekstem do odrzucenia zasady volenti non fit iniuria. Zasada ta wyznacza granicę, za którą zaczyna się totalitaryzm - ustrój, w którym państwo uzurpuje sobie, że wie lepiej od obywatela, co jest dla niego dobre.
    Macie prawo, a nawet obowiązek przekonywać dorosłych, ze pornografia szkodzi. Macie prawo zabronić, uniemożliwić dostęp do pornografii własnym dzieciom. Ale jeśli taka władza rodzicielska rozlewa się poza granice rodziny, to zaczyna się zjawisko niebezpieczne. Państwo nie może traktować dorosłych obywateli, jakby byli nierozumnymi dziećmi.

    Ceną za waszą wolność słowa i wolność dostępu do informacji jest istnienie treści, których nie akceptujecie. Możecie się od nich odgrodzić, ale jeśli zechcecie odgrodzić też kogoś innego, to ktoś inny odgrodzi też kiedyś od czegoś was.
  • Agaton
    04.02.2015 21:33
    Najlepiej to skomentować fragmentem piosenki Jana Kaczmarka z kabaretu ELITA:

    Oj, naiwny, naiwny, naiwny,
    Jak dziecko we mgle,
    Jak goliat na pchle,
    Mól w otchłani wód,
    Który liczy wciąż na cud.
    Oj, naiwny, naiwny, naiwny,
    Dziecko w kwiecie sił.
    Choć w intencjach
    To w zasadzie pozytywny.

    i zacytować klasyka - "jestem za a nawet przeciw".
  • _jasiek
    07.02.2015 16:11
    A poseł z PO ogonem na Mszę dzwoni ...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    6°C Niedziela
    wieczór
    4°C Poniedziałek
    noc
    4°C Poniedziałek
    rano
    3°C Poniedziałek
    dzień
    wiecej »

    Reklama