Mądre serce kobiety

O masakrze piłą mechaniczną, dzieciorobach i zmarszczkach, które dodają uroku, z Małgorzatą Terlikowską rozmawia Szymon Babuchowski

Reklama

Szymon Babuchowski: Najnowsza książka, którą napisała Pani wraz z mężem, nosi tytuł „Masakra piłą mechaniczną w domu Terlikowskich”. Czy to znaczy, że życie z piątką dzieci to horror?

Małgorzata Terlikowska: Bynajmniej. Tytuł jest prowokacyjny, bo sami często słyszymy: „O matko, pięcioro dzieci, toż to masakra!” albo dosadniej: „Wy to macie przerąbane”. Obcy ludzie regularnie pytają mnie, jak sobie radzę z taką gromadką. Życie z dużą liczbą dzieci jest bardzo intensywne, wesołe i ciekawe. Oczywiście bywa też trudne, bo jak dzieci chorują, to chorują wszystkie naraz. Jak chcą się przytulić albo mają jakiś problem – to też wszystkie naraz. Ale nie jest to rzecz nie do opanowania. Ludzie boją się mieć więcej dzieci, ponieważ boją się przytłoczenia obowiązkami, boją się, że stracą swoją niezależność. A okazuje się, że dużo dzieci to – paradoksalnie – trochę więcej czasu dla siebie. One bawią się razem, a ja mogę z mężem usiąść przy stole i w spokoju wypić kawę.

Pewnie nieraz słyszeli Państwo, że „wy, katole, nie umiecie się zabezpieczać”.

A tak, oczywiście! Chociaż w indywidualnych rozmowach, na ulicy, ludzie zazwyczaj odnoszą się do nas z sympatią. Natomiast zupełnie inne reakcje są np. w internecie. Tam każde wspomnienie o wielodzietności wywołuje ogromną frustrację. I wtedy, anonimowo, ludzie wyzywają nas od „dzieciorobów”, którzy tylko wyciągają rękę do państwa i ciągle im mało. Bywają też zabawne reakcje. Raz obca kobieta wrzuciła mi do wózka stuzłotowy banknot, na słodycze dla dzieci. Innym razem pewna dziennikarka pouczała mojego męża: „Może pan nie wie, ale można mieć seks i nie mieć dzieci. Są takie specjalne środki”. (śmiech) Tomasz na to: „My o tym wiemy, ale nie chcemy się przed dziećmi zabezpieczać, nie boimy się ich”.

A czego świat boi się w dziecku?

Odpowiedzialności za tego małego człowieka. Mary Eberstadt w książce „Adam and Eve after the pill” (Adam i Ewa po pigułce – przyp. Sz.B.) pokazuje, jak pigułka i aborcja oduczyły mężczyzn odpowiedzialności. Bo wszelkie konsekwencje można „usunąć”. Nic dziwnego, że zaczęli z tych mężczyzn wyrastać Piotrusiowie Panowie. Żyjemy w kulturze bardzo indywidualistycznej. Liczy się to, co jest moje: potrzeby, aspiracje, to, co ja w życiu osiągnę. Natomiast dziecko na pewien czas nam to zabiera. Bo musimy się skoncentrować na drugiej osobie, która jest maleńka, bezbronna, całkowicie od nas zależna. Kiedy rodzi się dziecko, potrzebuje matki non stop. I nagle kobiety zaczynają się niesamowicie frustrować: jak to? Zostałam zakładnikiem własnego dziecka? Nie mogę wyjść do kina? A może mam jakiś wadliwy egzemplarz, bo przecież w podręczniku napisano, że dziecko przesypia 18 godzin, a ono ciągle „wisi mi przy piersi”? Nie, ono po prostu tego potrzebuje. Jeśli nie przestawimy w głowie tego myślenia, będziemy się frustrować.

Nie traktujemy już dziecka jako daru?

Dziś przy pierwszym dziecku nam gratulują, przy drugim – jeszcze się cieszą, przy trzecim pytają, czy to wpadka, a przy czwartym nie wiedzą już: gratulować czy współczuć? Regularnie słyszymy: nie mam dziecka, bo mnie na to nie stać. Oczywiście jest spora grupa ludzi, którzy faktycznie ledwo wiążą koniec z końcem, boją się stracić pracę. Ale mam wrażenie, że częściej to „nie stać” mówią osoby, dla których jest to kwestia nie portfela, a serca. Bo nie widzimy w dzieciach daru, tylko projekt. Mamy listę rzeczy, które powinniśmy w życiu osiągnąć, i tak odhaczamy: mieszkanie, samochód, świetna praca, studia, pięć języków. Na koniec gdzieś wypada wcisnąć dziecko, któremu od żłobka ładujemy dodatkowe zajęcia, żeby lepiej sobie radziło w życiu. Tymczasem człowiek przestymulowany wcale sobie lepiej nie poradzi.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • barbara
    08.03.2015 17:28
    Środowiska sfeminizowane mówią nam, kobietom o wolności wyboru, uwolnieniu się od stereotypów. Tymczasem, kiedy wolna kobieta podejmuje wolny wybór o byciu matką i rezygnuje świadomie z pracy zawodowej na rzecz wychowywania dzieci bez niań, żłobków i innych form zastępczej opieki automatycznie zostaje przez powyższe środowiska zepchnięta do niższego poziomu w hierarchii społecznej. Więc - rzekomo walczą o wolność wyboru, ale równocześnie tę wolność podważają - sugerując,że to mało prawdopodobne,żeby kobieta dobrowolnie , bez przymusu z zewnątrz decydowała się na rodzenie i wychowywanie dzieci.

    Mało tego - środowiska kobiece tak wpływają na myślenie i świadomość młodych kobiet,że utrwalają w nich kolejny stereotyp - że obraz kobiety mądrej i wykształconej nie idzie w parze z wielodzietnością; jeśli wielodzietna - to zacofana, nieuświadomiona , niewykształcona ( a nawet patologia); jeśli wykształcona, z dobrym zawodem i otwartą karierą - to jedno dziecko lub odsuwanie macierzyństwa na czas odległy.

    Feministki walczą o prawa kobiet, parytety, równe traktowanie,dostęp do aborcji i antykoncepcji, a tymczasem zapominają ... o kobietach - tych zwyczajnych,mądrych, wykształconych i niewykształconych, dla których rodzina i macierzyństwo do priorytety, a dopiero na drugim planie zostaje praca czy kariera. Gdzie szacunek, gdzie wartościowanie kobiety i matki, która decyduje się na urodzenie więcej niż "standardowej" dwójki dzieci? Dlaczego jej osiągnięcia życiowe są przeciwstawiane osiągnięciom kobiety działającej w przestrzeni zawodowej?
  • Anna
    08.03.2015 21:31

    1) Zastanawiam się, czy można wymyślić głupszy tytuł dla książki, którą się chce opublikować - i nic mi nie przychodzi do głowy. Film pod tym tytułem jest idiotyczny do kwadratu - a jak nazwać kopiowanie idiotyzmu?

    2) Czy lepiej jest mieć trójkę dzieci i wychowywać je osobiście, czy mieć piątkę - i zatrudniać nianię?

  • K.U.
    08.03.2015 23:16
    Chodzi o to, by nikomu nie narzucać jedynie słuznej dla niego drogi według naszych wizji i wyobrażeń. Są panie, których marzeniem i powołaniem jest wychowywanie dzieci i dbanie o rodzinę. Ich wybór jest tak samo ważny i wartościowy jak wybór innych pań, które wolą robić coś innego. Chora jestem jak słyszę lub czytam, że kobieta powinna to lub tamto.... Można być bardzo kobiecą "kierowczynią" czy pilotką, można być bardzo męskim wychowawcą czy nauczycielem. Nie ma kolizji między jednym a drugim. Wykonywanie "męskiego" zawodu nie niweluje kobiecości. Wykonujemy go pod względem merytorycznym tak samo, ale na sposób kobiecy. Vide np. pani Joanna Mędrala - bardzo kobieca "kierowczyni" (wolę słowo kierowca) autobusu, która uratowała życie swojemu pasażerowi - zrobiła to w kobiecy sposób, jak matka... nie wstydziła się kobiecego zachowania, emocji, łez, jednocześnie pokazała niesamowitą determinację i troskę o drugiego człowieka. Nie znoszę wmawiania dziewczynkom, że tylko "różowy" świat jest dla nich. Jestem chora jak widzę kicz dla dziewczynek w sklepach z zabawkami. Nie można niczego narzucać na siłę. Na świecie potrzebne są różne kobiety. Pan Bóga daje paniom rózne zadania - vide choćby Joanna D 'Arc... A co do feministek, faktycznie większość z nich skupia się tylko na propagowaniu zabijania nienarodzonych i na "wolnym" seksie i wmawianiu kobietom, że dziecko jest problemem do usunięcia. Nie o to w dobrze pojetym feminiźmie.
  • Milcia
    27.07.2015 09:46
    Czasami najwięcej narzekają na życie te kobiety te,które są w domu bo np: to im wszystko spada na ich głowę,nie mają do kogo ust otworzyć bo dzieci i mąż poza domem, a koleżanki prawie wszystkie też w pracy.Wszystko ma swoje plusy i minusy.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10°C Sobota
    dzień
    11°C Sobota
    wieczór
    9°C Niedziela
    noc
    7°C Niedziela
    rano
    wiecej »

    Reklama