Francja się rozpada

O groźbach Macrona pod adresem Polski i francuskich problemach z praworządnością mówi Olivier Bault.

Reklama

Jacek Dziedzina: Prezydent Emmanuel Macron groził Polsce sankcjami za rzekome łamanie prawa unijnego. Pan w liście otwartym do niego pisze, że jeśli ktoś ma być ukarany, to najpierw Francja. Ojczyzna praw człowieka jest państwem bezprawia?

Olivier Bault: Po części bezprawia, bez wątpienia. Mamy w miastach całe dzielnice, w których prawo nie jest respektowane, gdzie trudno mówić o praworządności i demokracji. To dzielnice, z których wyprowadzają się dotychczasowi mieszkańcy, gdzie kobiety nie mogą chodzić w krótkich spódnicach ze względu na muzułmanów i gdzie handlarze narkotyków działają bez przeszkód, bo policja boi się interweniować. Pod tym względem trudno powiedzieć, że Francja jest państwem prawa.

Ale takich dzielnic bezprawia, do których strach wejść, jest dużo w wielu innych krajach europejskich, w Polsce też by się coś znalazło.

Na pewno nie do tego stopnia. Nie słyszałem o takich dzielnicach w Polsce, gdzie grupa młodych ludzi atakuje koktajlami Mołotowa policjantów, próbuje spalić ich żywcem w samochodach, a straż pożarna nie może interweniować bez eskorty policji, bo zostaje obrzucona tym samym. Nie słyszałem o dzielnicach takich jak w Paryżu, gdzie kobiety boją się wyjść na ulicę, bo są ciągle molestowane i nie mogą być ubrane w normalne europejskie stroje. Są dzielnice, w których dochodziło do pobicia kobiety w miejscach publicznych za strój niewłaściwy w oczach młodzieży należącej do kultury muzułmańskiej. Do niektórych barów, kawiarni w imigranckich dzielnicach kobiety nie są w ogóle wpuszczane. W Polsce nie słyszałem o takich miejscach.

Władze nie interweniują?

Reakcja jest taka, że jak media próbują to pokazać, to są oskarżane o islamofobię. A oficjalny kandydat socjalistów w ostatnich wyborach powiedział, że przecież na początku XX wieku kobiety też nie mogły wchodzić do barów, więc to nie jest związane tylko z obecnością muzułmanów. A pani mer Paryża wydała komunikat napisany w specyficznej nowomowie, że trzeba zorganizować „marche exploratoire”, czyli taki pochód badawczy, który dopiero określi, co z tym zjawiskiem zrobić.

W liście do prezydenta stawia Pan również zarzut, że podczas kampanii wyborczej wykorzystano prokuraturę finansową i upolitycznionych sędziów, żeby wyeliminować kandydata centroprawicy François Fillona.

Prokuratura finansowa to organ stworzony za prezydentury Hollande’a, po aferze jednego z ministrów, który miał tajne konto w Szwajcarii. Organ ten powstał po to, żeby prowadzić śledztwa w skomplikowanych sprawach finansowych, w których zwykli prokuratorzy mogą nie mieć kompetencji. A jeśli chodzi o aferę z fikcyjnym zatrudnianiem żony Fillona, to gdy tylko opublikowano w prasie artykuł o tej sprawie, w tym samym dniu prokuratura finansowa otworzyła śledztwo. Czyli musiała być przygotowana, że ten materiał zostanie ujawniony. To musiało być skoordynowane, bo już na drugi dzień nastąpiły przeszukiwania w biurach Fillona. To się działo nienaturalnie szybko. I nie jest to sprawa bardzo skomplikowana, więc teoretycznie powinna się tym zajmować prokuratura paryska. Tymczasem szefowa prokuratury finansowej w tym samym dniu, w którym ujawniono te materiały, zadzwoniła do prokuratora w Paryżu, żeby zastrzec sobie, że to ona się tym zajmie, a nie zwykła prokuratura. Warto dodać, że w prokuraturze finansowej są oczywiście ludzie mianowani przez socjalistów.

Pisze Pan również, że wolność słowa w Polsce jest większa niż we Francji, więc to Francją powinna się zająć Komisja Europejska.

Pewne tematy są zakazane. Na przykład o aborcji nie można normalnie mówić. Jeśli dziennikarz nagminnie przekracza granice poprawności politycznej, jest usuwany z mediów. Tak jak znany dziennikarz prawicowy Eric Zemmour, który został wyrzucony z iTélé za wypowiedź we włoskiej gazecie „Corriere della Sera” na temat muzułmanów, o tym, „że mają własny kodeks cywilny, tj. Koran”, i że „żyją na przedmieściach, z których Francuzi musieli się wyprowadzić”. W mediach publicznych panuje określona ideologia, a do tego właściciele mediów prywatnych bronią interesów wielkich przedsiębiorców, do których należą media.

Takie już prawo właściciela mediów – może sobie nadawać, co chce.

Tak, ale jeśli media prywatne należą do wąskiej grupy przedsiębiorców, to trudno mówić o pluralizmie i wolności dziennikarzy, bo ci nie mają gdzie pisać. Takie tygodniki jak „Gość Niedzielny” czy „Do Rzeczy” byłyby we Francji określone jako skrajnie prawicowe, a niektórzy może nawet nazwaliby je faszystowskimi. Portale internetowe alternatywnej prawicy we Francji, które my nazywamy re-info-sferą, bo niejako reinformują, czyli informują na nowo, pokazują drugą stronę medalu, przemilczaną w głównych mediach. W tych właśnie głównych mediach są nazywane faszysto-sferą.

A nie są związane z Frontem Narodowym?

To są bardzo różne portale, niektóre reprezentują konserwatystów, niektóre Front Narodowy, są też portale katolickie i należące do prawicowej części Republikanów, czyli centroprawicy. Niektóre popierają FN, inne krytykują. Niektóre są katolickie, inne są zupełnie niezgodne z nauką Kościoła.

Za co Francja, Pańskim zdaniem, mogłaby zostać objęta sankcjami unijnymi, gdyby to w ogóle było możliwe?

Chociażby za niedawną ustawę, rozszerzającą pojęcie przestępstwa (sic!) utrudniania aborcji na działalność informacyjną w internecie, która może od aborcji odwieść.

To zostało jednak już zakwestionowane przez Radę Konstytucyjną.

Tak, ale pozostaje cała pozainternetowa część tego prawa. Na przykład obowiązuje przepis, że jak ktoś chce w szpitalu, w którym dokonuje się aborcji, zostawić ulotki, w których jest opisane, gdzie można otrzymać pomoc, która zmieni decyzję kobiety, to już to może być uznawane za przestępstwo. Komisja Europejska mogłaby tu interweniować.

Większość Francuzów chyba jednak podziela podejście do aborcji jako do „prawa kobiety”.

Bo to efekt prania mózgów. Wielu Francuzów uważa, że w 12. tygodniu, czyli w terminie, do którego można we Francji zabić dziecko na życzenie, nie ma żadnego dziecka, tylko zlepek komórek. Bez wielkiego prania mózgu to nie byłoby możliwe. Opinie, że nie ma życia dziecka przed narodzeniem, słyszałem w telewizji Canal+ podczas debaty nad prawem, które miało uznać aborcję za podstawowe prawo kobiety.

Media francuskie też powinny znaleźć się pod lupą Komisji Europejskiej?

Jeśli KE chciała interweniować w sprawie mediów publicznych w Polsce, to powinna to zrobić również we Francji – przecież tam rada, która nadzoruje media, jest wyraźnie pod kontrolą socjalistów, tutaj nie ma żadnych wątpliwości. Jeśli w przypadku Polski miałyby zostać zastosowane kary, to powinno tak być również w przypadku Francji. Jeżeli chodzi o sądy – we Francji można było wykorzystać prokuraturę finansową w wyborach prezydenckich; to też powinno być objęte procedurą praworządności.

W liście do Macrona pisze Pan również o atakowanych miejscach kultu.

Dostępne są oficjalne statystyki, z których jasno wynika, że w pierwszej kolejności atakowane są chrześcijańskie miejsca kultu. To są setki przypadków w ciągu roku: zdewastowane wnętrza kościołów, cmentarze, łamane krzyże. O tym w mediach francuskich się nie mówi, ewentualnie tylko wspomina w prasie lokalnej. Jeżeli natomiast atak dotyczy synagogi czy meczetu – od razu wszystkie media o tym trąbią.

Czy mimo tych „słabości” nazwałby Pan Francję silnym państwem?

Francja jest w tej chwili bardzo słabym państwem. Wystarczy spojrzeć na francuską armię: ma przestarzały sprzęt i brakuje jej środków. Istnieje też problem braku patriotyzmu w szeregach wojska. Armia jest jak całe społeczeństwo, czyli bardzo różnorodna, wewnątrz armii tworzą się wspólnoty rasowe, nie ma wspólnego poczucia przynależności do narodu francuskiego. I całe państwo jest słabe. Wystarczy patrzeć na to, co dzieje się w Calais, gdzie ciężarówki są ciągle atakowane przez nielegalnych imigrantów, których policja nie aresztuje. To jest obraz bardzo słabego państwa. Państwo francuskie jest dużo słabsze niż polskie, i to bez dwóch zdań.

Aż tak?

To nie tylko moje zdanie. W czasie kampanii wyborczej pojawił się temat możliwości wybuchu… wojny domowej. I to określenie pojawiało się na ustach różnych polityków – u Macrona, Fillona i Le Pen. Francja jest państwem, które w pewnym sensie się rozpada. Nie mówię, że to jest nieodwracalne, ale w porównaniu z tym, co pamiętam sprzed 20, 30 lat, to teraz Francja jest wyraźnie coraz słabsza. Gdy były zamachy w Tunezji, jej władze od razu zamknęły wszystkie meczety salafickie. We Francji po zamachach nikt tego nie zrobił i około stu meczetów salafickich nadal funkcjonuje. I nadal otrzymują finansowanie z Arabii Saudyjskiej i Kataru. Władze nie są w stanie podjąć działań, żeby coś z tym zrobić.

Pan mówi o rozpadającej się Francji, a tymczasem prezydent Macron i przed prezydentem USA, i przed prezydentem Rosji dość pewnie pręży muskuły, demonstrując swoją siłę i niezależność.

Teoretycznie Francja ma potencjał, żeby być silnym rozgrywającym. Specyfiką Macrona jest to, że on jest typowym produktem mediów. Jeśli ktoś śledzi jego wypowiedzi, to słyszy, że one są puste, pozbawione treści, ale brzmią ładnie marketingowo. To prężenie muskułów też jest na pokaz. Francja nie ma teraz dużego pola manewru, ani z USA, ani z Rosją, choćby dlatego, że nie ma możliwości wojskowych. Mamy też bardzo wysokie zadłużenie, prawie 100 proc. PKB.

Groźby wobec Polski z kampanii wyborczej są realne? Polska ma się czego obawiać ze strony Macrona?

To też było raczej na pokaz. Po wizycie w zakładach Whirpool [które mają być przeniesione do Polski – J.Dz.], gdzie został wygwizdany, musiał wysłać sygnał w kierunku wyborców lewicowych Melanchona, ale też Fillona, z których część mogła głosować na Le Pen, żądając więcej protekcjonizmu gospodarczego. Warto reagować na te słowa Macrona, ale raczej nie ma się czego obawiać.

Skąd się to bierze u Francuzów: z jednej strony fascynująca kultura, język, literatura – z drugiej irracjonalna poprawność polityczna, w której nie ma miejsca na samodzielne myślenie. Jak to możliwe, że naród z tak wielką kulturą sam siebie pogrążył i zapędził w kozi róg?

Ten dysonans widać też w wyborach: zdecydowana większość ludzi ma takie poglądy na temat imigracji i muzułmanów, że wydaje się, iż Front Narodowy powinien wygrywać wszelkie wybory, a mimo wszystko większość zagłosowała na Emmanuela Macrona. Po części to kwestia poziomu propagandy.

Tyle że Front Narodowy nie jest dobrą odpowiedzią na kłopoty Francji. Radykalizm rozwiązań nie jest lekarstwem, nie podoba się też Francuzom. Le Pen nie byłaby nowym de Gaulle’em. Pozostała alternatywa: albo produkt marketingowy, albo radykał. Nie ma miejsca na męża stanu.

Te radykalne rozwiązania to głównie wyjście z UE. Dużo ludzi się boi, że straciliby na tym finansowo, i to na pewno odegrało rolę. Po I turze ponad 30 proc. wyborców Fillona chciało głosować na Le Pen, ale ostatecznie zagłosowali na Macrona (mniej niż 20 proc. na Le Pen). Na prawicy musi powstać ugrupowanie odzwierciedlające to, co Francuzi o poglądach prawicowych uważają za istotne. I nie ma takiej partii. Ani centroprawica, ani Front Narodowy nie mówią wystarczająco spójnie o tożsamości i konserwatyzmie. 

Olivier Bault

korespondent w Polsce francuskiego dziennika „Présent” oraz portali Réinformation TV i Visegrád Post. Publicysta tygodnika „Do Rzeczy” i portalu Boulevard Voltaire.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Gość
    12.07.2017 10:48
    Trochę znam Francję I podzielam obserwacje pana Bault. Najgorsze że zmiany dokonały się w umysłach Francuzów. Pomóc im może Pan Bóg, no ale tam rzàdzi bożek który nazywa się " laickość" I jemu oddajà cześć Francuzi :-(
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    7°C Piątek
    noc
    5°C Piątek
    rano
    10°C Piątek
    dzień
    11°C Piątek
    wieczór
    wiecej »

    Reklama