W Berlinie krzyż kłuje w oczy

Krzyż na kopule, przewidziany w projekcie odbudowywanego berlińskiego zamku, budzi wielkie emocje. Środowiska lewicowe i liberalne już zaczęły swoją „antykrucjatę”.

Reklama

Stolica Niemiec to miejsce, gdzie można potknąć się o historię niemal na każdym kroku. Berlin – pełen złych wspomnień z brunatnej i czerwonej przeszłości – jest na dodatek miejscem namiętnych debat ideologicznych miedzy lewicą a prawicą. Tu wciąż żywe są spory o to, co z przeszłości odbudowywać, a co lepiej zostawić tylko niedobrej pamięci. Nie inaczej jest z berlińskim zamkiem rodu Hohenzollernów, który przez wieki był symbolem potęgi i ambicji władców Prus. Zamek – w swej ostatniej architektonicznej formie – był dziełem barokowego architekta Andreasa Schlütera, który w połowie XVIII wieku przebudował średniowieczną twierdzę w gigantyczny, klasycyzujący zespół pałacowy, będący wyrazem ambicji Fryderyka Wilhelma I. W 1840 roku dzieło Schlütera uwieńczono wielką kopułą, na której za sugestią Fryderyka Wilhelma IV umieszczono okazały pozłacany krzyż.

Po zjednoczeniu Niemiec w 1871 roku zamek stał się symbolem władzy kajzerów. Nieprzypadkowo, gdy w 1918 roku abdykował Wilhelm II, lider socjaldemokratów Philipp Scheidemann, a po nim komunista Karl Lieb­knecht proklamowali nową republikę niemiecką właśnie z okna zamku. Traktowali to jako triumf nad despotyzmem i militaryzmem Prus. Po dojściu Hitlera do władzy zamek nie budził specjalnego zainteresowania führera, który nie korzystał z jego murów do swojego propagandowego show. Mocno uszkodzony w czasie wojennych bombardowań aliantów, szczególnie w nalocie z 3 lutego 1945 roku, po wojnie nadawał się do odbudowania lub choćby zakonserwowania ruin. Ale Walther Ulbricht, lider komunistów NRD, podzielał antypatię niemieckiej lewicy do tego „gniazda militaryzmu i junkierstwa”. W 1950 roku po prostu wysadzono w powietrze tę pamiątkę z epoki, o której chciano zapomnieć. Nieliczne głosy protestu historyków sztuki, wskazujących na artystyczne znaczenie zamku, szybko wyciszono. Jedynym fragmentem ocalonym ze starej budowli był element gmachu z balkonem, z którego przemawiał w listopadzie 1918 roku Karl Lieb­knecht. Fragment ten włączono do nowoczesnego budynku Rady Ministrów NRD. Na miejscu po zamku zbudowano Pałac Republiki, w którym odbywały się posiedzenia Izby Ludowej NRD i zjazdy partii komunistycznej SED. Po 1990 roku role się odwróciły – Palast der Republik rozebrano, a po 2008 roku senat Berlina podjął decyzję o odbudowie zamku. Co ciekawe, jednym z argumentów deputowanych CDU za wskrzeszeniem siedziby władców Prus była polska odbudowa Zamku Królewskiego w Warszawie. Na nowy zamek złożyli się: władze Berlina, rząd federalny i prywatni ofiarodawcy. W konkursie na projekt odbudowy zwyciężyła wizja włoskiego architekta Franco Stelli, zakładająca wierną rekonstrukcję fasady barokowego zamku wraz z kopułą zwieńczoną krzyżem oraz nowoczesną aranżację wnętrz, zaprojektowanych na potrzeby prezentacji eksponatów muzealnych. Odbudowę rozpoczęto w 2013 roku. Aby uniknąć wrażenia odgrzewania pruskiej glorii, odbudowany zamek otrzymał nazwę Forum Braci Wilhelma i Alexandra Humboldtów. W budynku mają się znaleźć instytucje nauki i sztuki oraz zbiory Muzeum Etnologicznego i Muzeum Sztuki Azjatyckiej.

Spór u kresu budowy

Surowe mury gmachu już stoją, wieża z kopułą jest wykańczana. Tymczasem w berlińskim senacie wybuchł niedawno spór o krzyż na jej szczycie. Pierwszą salwę w tym sporze oddała posłanka postkomunistycznej partii Die Linke – spadkobiercy partii SED Ericha Honeckera. Lewica od dawna ma problem z zamkiem. Najpierw krytykowała rozebranie enerdowskiego Pałacu Republiki, a potem nazywała odbudowywanie zamku wyrzucaniem w błoto pieniędzy podatników, które znacznie lepiej byłoby wydać na palące problemy socjalne. Teraz Die Linke zaatakowała ideę odbudowy z pozycji bezkompromisowej laickości. „Zamek ma być budynkiem publicznym, w którym wszyscy powinni czuć się jak u siebie. Otwarty dialog kultur nie będzie możliwy, jeśli krzyż na kopule będzie od początku wyznaczał jeden kierunek ideowy” – zagrzmiała Sigrid Hupach, rzeczniczka lewicowej partii. Pani Hupach przypomniała, że w budynku ma funkcjonować Forum Humboldtów – „muzeum nowego typu, otwarte na świat”. W takiej placówce zaś wszelka „hierarchizacja religii i kultur” jest sprzeczna z ideą projektu. W sukurs postkomunistom przyszli berlińscy Zieloni. Antje Kapek – szefowa klubu parlamentarnego tej partii w berlińskim senacie – poparła ideę wielokulturowości budynku. „Redukowanie Forum do tylko jednej religii jest sprzeczne z humanistyczną misją tego projektu” – głosi Antje Kapek. Jako trzecia siła w tej koalicji walki z krzyżem ujawniła się Fundacja Przyszłość Berlina – jeden z inicjatorów odbudowy zamku. Gdy zatwierdzano projekt odbudowy gmachu, Fundacja nie zgłaszała sprzeciwu wobec znaku chrześcijaństwa. Teraz jednak, gdy lewica rozpętuje wokół znaku krzyża awanturę – nagle Fundacja poparła wojujących laicyzatorów. W obronie krzyża, a tym samym zatwierdzonego już kształtu kopuły, wystąpiła niemiecka CDU. W tej sprawie przemawiała federalna minister stanu ds. kultury Monika Grütters. „Chrześcijański obraz człowieka należy do europejskiej kultury otwartości, wolności i miłosierdzia. Będziemy wiarygodni tylko wtedy, gdy pokażemy tę zależność” – powiedziała. W obronie znaku wiary wystąpił też katolicki arcybiskup Berlina Heiner Koch. „Krzyż jest dla mnie znakiem radosnej nowiny wiary chrześcijańskiej dla wszystkich ludzi” – oświadczył. Z kolei komentator „Die Welt” Rainer Haubrich zasugerował, że podwójny wymiar projektu odbudowy zamku jest najwidoczniej „intelektualnie zbyt skomplikowany” dla przeciwników tego symbolu. Sposób wykorzystania budynku oznacza „spojrzenie w przyszłość w obliczu zglobalizowanego świata, a jego zewnętrzny kształt jest świadectwem wielu stuleci niemieckiej historii” – tłumaczy Haubrich. Detali budowli nie można zmieniać, „kierując się aktualnymi trendami politycznej poprawności” – napomina dziennikarz „Die Welt”.

Znikające krzyże

Stara republika „bońska” wyrosła z tradycji długoletniego kanclerza Konrada Adenauera, który widział w chrześcijaństwie, a szczególnie w katolicyzmie, szczepionkę na autorytarne tendencje w społeczeństwie naszych sąsiadów. Przeniesienie stolicy do Berlina wiele jednak zmieniło. Przeprowadzka nad Szprewę przypadła akurat na epokę rządów koalicji SPD-Zieloni i była okazją do laicyzacji przestrzeni publicznej. Socjaldemokratyczny kanclerz Gerhard Schröder oznajmił, że w nowym urzędzie kanclerskim – w odróżnieniu od Bonn, starej stolicy RFN – nie będzie miejsca na symbole religijne. Rychło potem rozstrzygnięto, że Stary Odwach – miejsce uczczenia poległych w wojnach światowych i ofiar nazizmu – będzie miejscem świeckim, bez symboli religijnych. Gdy stworzono je w 1931 roku – jeszcze jako pomnik ofiar Wielkiej Wojny – centralnym punktem tego miejsca pamięci był spory krzyż. W 1960 roku wschodnioniemieccy komuniści utworzyli tu główne miejsce pamięci NRD. Jego centrum był enerdowski młot i cyrkiel w wieńcu z kłosów. Po upadku „pierwszego niemieckiego państwa robotników i chłopów” krzyż nie wrócił na swe dawne miejsce. Jedynym elementem wystroju jest rzeźba lewicowej artystki Käthe Kollwittz przedstawiająca matkę z umierającym synem – żołnierzem w ramionach. Nawet ten uniwersalny symbol bólu był wtedy atakowany za zbytnie podobieństwo do motywu Piety. Ale były też przykłady powrotu symboli chrześcijańskich. Na zamku Wartburg –narodowej świętości Niemców – na najwyższej wieży umocowano w XIX wieku duży krzyż. W 1933 roku naziści zamienili krucyfiks na swastykę. Po wojnie krzyż przywrócono. Dotrwał do lat 60., kiedy to władze komunistyczne krzyż usunęły, ale wrócił na swoje miejsce na początku lat 90. Najmniej oczekiwanym miejscem symbolu krzyża w Berlinie jest wreszcie wieża telewizyjna wybudowana na polecenie Walthera Ulbrichta w epoce NRD w 1969 roku. Odbijające się w ogromnej kuli promienie słoneczne, ku zmartwieniu władz NRD, układały się (i dzieje się tak do dziś) w kształt krzyża górującego nad metropolią.   bpk Na szczycie kopuły zamku Hohenzollernów znajdował się krzyż. Fasada ma zostać wiernie odbudowana. Lewica uważa jednak, że wierna odbudowa nie dotyczy krzyża.

Kto zwycięży?

Dlaczego na początku lat 90. CDU nie broniła symbolu krzyża np. w Starym Odwachu, a teraz to czyni? Pomijając wiarę i sumienie polityków – chrześcijan z partii chadeckiej, pamiętać warto, że trwa właśnie kampania do Bundestagu przed wyborami we wrześniu br. Partia Angeli Merkel przypomniała sobie o swoich chrześcijańskich korzeniach w nazwie. Pani kanclerz, chcąc zamazać swoją kontrowersyjną decyzję o przyjęciu setek tysięcy uchodźców w 2015 roku, od pewnego czasu wspomina o potrzebie uczenia kolęd w szkołach czy też o roli państwa w promowaniu tzw. Leitkultur czy tradycyjnych wartości, do których należy tradycja religijna. W obecnej kampanii chadecy podkradają więc hasła partii Alternative für Deutschland, która bije na alarm wobec islamizacji kraju.

Kto wygra spór o krzyż na kopule Forum Humboldtów? Rząd jest współinwestorem odbudowy zamku, ale nie zapominajmy, że w Berlinie rządzi jednak koalicja SPD, Die Linke i Zielonych. Za wcześnie jeszcze na orzekanie, kto okaże się zwycięzcą.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    1 2 3 4 5 6 7
    16°C Wtorek
    wieczór
    13°C Środa
    noc
    12°C Środa
    rano
    12°C Środa
    dzień
    wiecej »

    Reklama