Pułapka wspólnej waluty

Jak własna waluta ułatwia walkę z kryzysem, wyjaśnia Stefan Kawalec.

Reklama

Bartosz Bartczak: Wspólna waluta miała być kolejnym krokiem w integracji UE, jednak strefa euro wpadła w kryzys, z którym nie potrafi się uporać. Jak do tego kryzysu doszło?

Stefan Kawalec: Kryzys w strefie euro był dalszym ciągiem światowego kryzysu, który rozpoczął się w 2008 r. i miał źródła w USA. Strefa euro poradziła sobie z kryzysem znacznie gorzej niż kraje należące do UE mające własne waluty, a także USA, gdzie kryzys się rozpoczął. Okazało się, że brak własnej waluty czyni gospodarkę bardziej wrażliwą na szoki wynikające z polityki wewnętrznej bądź przychodzące z zewnątrz. Własna waluta ułatwia walkę z kryzysami, a jej brak powoduje, że z kryzysu czasami nie można wyjść przez wiele lat.

W jaki sposób brak własnej waluty doprowadził do kryzysu powodującego spadek PKB i bezrobocie?

Własna waluta działa jak amortyzator, który ułatwia utrzymanie międzynarodowej konkurencyjności gospodarki, a gdy konkurencyjność zostaje utracona, ułatwia jej odzyskanie. Oceniano, że w 2010 r., gdy wybuchł kryzys strefy euro, kraje takie jak Włochy, Hiszpania, Grecja i Portugalia – aby odzyskać konkurencyjność międzynarodową – powinny obniżyć płace w swoich gospodarkach o 10–30 proc. w porównaniu z płacami u partnerów handlowych. Gdyby te kraje miały własne waluty, taka poprawa konkurencyjności mogłaby się dokonać przez osłabienie kursu ich krajowych walut. Tak się stało w Polsce. Na przełomie lat 2008 i 2009 nastąpiło prawie 30-procentowe osłabienie złotego w stosunku do innych walut, zwłaszcza euro. Płace, które w złotówkach pozostały na niezmienionym poziomie, w stosunku do naszych partnerów handlowych spadły. To sprawiło, że polskie produkty stały się bardziej konkurencyjne zarówno na rynku krajowym, jak i zagranicznym. To był prawdopodobnie najistotniejszy czynnik, który sprawił, że pozostaliśmy „zieloną wyspą”. Kraje Południa nie mogły liczyć na poprawę konkurencyjności przez osłabienie własnych walut, bo ich nie mają. Starały się stosować politykę zalecaną przez instytucje unijne, polegającą na obniżce wydatków budżetowych i podwyżce podatków. Ta polityka, zwana „wewnętrzną dewaluacją”, miała przez ograniczenie popytu w gospodarce wymusić obniżki płac w przedsiębiorstwach.

Taka polityka niekoniecznie jest dobrze oceniania przez społeczeństwa.

Ta polityka okazała się nieskuteczna. Ekonomiści od dawna zwracają uwagę na to, że płace we współczesnych gospodarkach są nieelastyczne w dół. Oznacza to, że w okresie dobrej koniunktury mogą zwiększać się płace pracownikom. Jednak kiedy dzieje się źle, trudno im jest te płace obniżyć. Kiedy więc spada popyt na towary przedsiębiorcy, zmniejsza on produkcję i zatrudnienie. Czyli zwiększa się bezrobocie, a zmniejsza PKB. Tak się stało w krajach południa Europy. W 2016 r. PKB we wszystkich wymienionych krajach południa strefy euro był niższy niż w 2007 r. czy przed początkiem światowego kryzysu finansowego. W Polsce w tym czasie wzrósł o 32 procent.

W czasie kryzysu strefy euro znacząco wzrósł PKB Niemiec i poprawił się bilans handlowy tego kraju. Czy to znaczy, że na wspólnej walucie najbardziej zyskali Niemcy?

Dziś, w porównaniu z krajami Południa, sytuacja Niemiec jest znacznie lepsza. Nie znaczy to jednak, że na dłuższą metę euro jest dla Niemiec korzystniejsze niż własna waluta. W pierwszych latach istnienia euro Niemcy rozwijały się bardzo wolno i miały wysokie bezrobocie. Nazywano je wówczas „chorym członkiem strefy euro”. W latach 2003–2005 rząd przeprowadził reformy rynku pracy. Jednym z ich elementów było radykalne obniżenie wysokości zasiłków dla osób długotrwale pozostających bez pracy. Niemieccy ekonomiści uważają, że przyczyną późniejszego relatywnie dobrego funkcjonowania gospodarki niemieckiej nie było euro, lecz bolesne społecznie reformy, które zostały wymuszone przez kłopoty, w jakich znalazła się gospodarka niemiecka po wprowadzeniu euro. Olbrzymim problemem dla Niemiec jest to, że wspólna waluta jest obecnie dla nich zdecydowanie za słaba. Przyczynia się to do utrzymywania nadwyżki handlowej, która wynosi około 8 proc. niemieckiego PKB. Tak duża nadwyżka nie jest korzystna. Świadczy o nieelastyczności gospodarki, która nie jest w stanie wykorzystać dostępnych zasobów zatrudnienia przy bardziej zrównoważonych obrotach handlowych. Naraża to Niemcy na konflikty z partnerami handlowymi. Prezydent Trump publicznie krytykuje niemiecką nadwyżkę i zarzuca im manipulację walutową polegającą na utrzymywaniu niskiej wartości euro. Niemieccy przywódcy odpowiadają, że chcieliby, aby euro było silniejsze, lecz nie mają na to wpływu. Euro nie jest walutą, której wartość dostosowuje się do potrzeb niemieckiej gospodarki. Nierozwiązywalnym problemem dla Europejskiego Banku Centralnego jest to, że euro, za słabe dla Niemiec, jest jednocześnie wciąż zbyt silne dla innych członków strefy euro. Umocnienie euro obniżyłoby niemiecką nadwyżkę, lecz zarazem pogorszyłoby sytuację ekonomiczną i zaostrzyłoby sytuację polityczną w krajach Południa i we Francji.

Dlaczego więc znajdujące się obecnie w kłopotach kraje strefy euro nie mogą postąpić tak jak Niemcy?

Reformy rządu Shroedera spowodowały spowolnienie tempa wzrostu płac w Niemczech. Działo się to w okresie, gdy w pozostałych krajach strefy euro płace rosły bardzo szybko. W efekcie płace w Niemczech, choć nominalnie dalej rosły, obniżyły się w relacji do płac w innych krajach Eurolandu, co poprawiło konkurencyjność niemieckiej gospodarki. Nie zawsze jednak można liczyć na tak sprzyjające okoliczności zewnętrzne. W sytuacji, gdy u partnerów handlowych płace rosną bardzo wolno (tak jest od kilku lat w strefie euro), poprawa konkurencyjności międzynarodowej przez kraj nieposiadający własnej waluty wymaga obniżki płac nominalnych, a to jest zadanie karkołomne.

Niemcy wydają się kluczem do rozwiązania problemów Europy. Jakie w związku z tym zostaną podjęte działania, aby wyjść z kryzysu? Mówi się o większej integracji w strefie euro.

Według dość powszechnej opinii zasadniczą przyczyną problemów strefy euro jest fakt, że konstrukcja Eurolandu jest niekompletna, gdyż unii walutowej nie towarzyszy unia polityczna i unia fiskalna, czyli wspólne podatki i budżet. Zgodnie z tym poglądem dalsza integracja, a szczególnie stworzenie znacznego centralnego budżetu dla strefy euro, stworzy instrumenty polityki gospodarczej, które pozwolą zrekompensować brak walut narodowych. Pogląd ten jest niebezpiecznym złudzeniem. Utraconą konkurencyjność międzynarodową można stosunkowo łatwo przywrócić przez dostosowanie kursu walutowego, a nie da się tego osiągnąć przez potężne, nawet zewnętrzne, transfery pieniężne. Niemcy i Włochy od dziesiątków lat bezskutecznie usiłują rozwiązać problemy swoich niekonkurencyjnych regionów. Transfery fiskalne z zachodniej części kraju przez wiele lat stanowiły corocznie 25 proc. PKB Niemiec Wschodnich. Transfery do południowych Włoch stanowią corocznie 14 proc. lokalnego PKB. W obu przypadkach, mimo tak potężnych, wieloletnich transferów, regiony te nie mogą osiągnąć konkurencyjności. Również w USA ubogie stany są przez dziesiątki lat odbiorcami transferów przekraczających 10 proc. lokalnego PKB, lecz wciąż nie są w stanie stanąć na własnych nogach. To, że transfery fiskalne nie uzdrawiają sytuacji niekonkurencyjnych regionów, nie powinno być zaskoczeniem. Przecież polityka zalecana niekonkurencyjnym krajom, które nie mają własnej waluty, polega na ograniczeniu popytu wewnętrznego, aby wymusić obniżki płac w firmach. Tymczasem transfery fiskalne z zewnątrz zwiększają popyt wewnętrzny, utrudniając tym samym poprawienie konkurencyjności.

W jaki sposób, Pana zdaniem, należy rozwiązać kryzys w strefie euro?

Wiele osób uważa, że jeśli na wielkim obszarze USA bez problemów funkcjonuje jedna waluta, to może być tak również w Europie. Ale w USA lokalne kryzysy powodujące utratę miejsc pracy są rozwiązywane przez wyjazd ludzi do innych części kraju. Przykładem może być stolica przemysłu motoryzacyjnego Detroit, w której zlikwidowano tysiące miejsc pracy, a bezrobocie tam jest prawie dwa razy niższe niż w strefie euro. Ale w blisko 2-milionowym niegdyś mieście pozostało już tylko 700 tys. mieszkańców. I teraz miasto nie jest w stanie pokrywać kosztów infrastruktury i spłacać długów. W 2013 r. Detroit zgłosiło wniosek o upadłość. UE składa się z krajów o różnej kulturze, mówiących różnymi językami, które chcą utrzymać własną tożsamość i umożliwić obywatelom życie i rozwój we własnym kraju. Dla państw europejskich ani długotrwała stagnacja i wysokie bezrobocie, ani masowa emigracja obywateli nie jest akceptowalnym rozwiązaniem. Państwa europejskie nie powinny rezygnować z własnej waluty, której posiadanie stwarza możliwość poprawy sytuacji na własnym terytorium w warunkach kryzysu. Jeśli długo utrzymuje się stagnacja gospodarcza i wysokie bezrobocie, to do władzy mogą dojść ugrupowania antyeuropejskie, co grozi rozpadem całej Unii. Okazuje się, że euro – odwrotnie do intencji jego twórców – zamiast umacniać integrację europejską, stwarza dla niej coraz poważniejsze zagrożenie. Dlatego warto pomyśleć o kontrolowanym rozwiązaniu strefy euro, powrocie do walut narodowych i uzgodnieniu nowego systemu koordynacji walutowej w Europie.

Skoro własna waluta pozwoliła utrzymać konkurencyjność polskiej gospodarki, może warto pozostać poza strefą euro?

Budżet UE służy transferom między bogatszymi a biedniejszymi krajami. Budżet strefy euro ma służyć czemuś innemu – pomocy krajom, które mają problemy z konkurencyjnością. W podobnym mechanizmie Słowacja musiała dokładać się do finansowania zadłużenia bogatszej Grecji. Gdyby Polska weszła do strefy euro i partycypowała w jej budżecie, byłyby możliwe dwie drogi. Jeśli sytuacja byłaby u nas dobra, płacilibyśmy dodatkowe składki na kraje, które są od nas bogatsze. Gdybyśmy mieli w Polsce kryzys, bylibyśmy beneficjentami transferów, które wcale nie pomagałyby nam z tego kryzysu wyjść. Żadna z tych sytuacji nie przynosi Polsce korzyści. 

Stefan Kawalec

były wiceminister finansów. Współautor napisanej wraz z Ernestem Pytlarczykiem książki „Paradoks euro. Jak wyjść z pułapki wspólnej waluty?” (Wydawnictwo Polltext, Warszawa 2016).

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Gość
    15.06.2017 09:11
    Ciekaw jestem czy ci znawcy ekonomi prowadzili kiedykolwiek działalność gospodarczą i zmierzyli się kiedykolwiek z niestabilnymi kursami walut spowodowanymi najczęściej spekulacjami. Czy rozmówca podpisałby wieloletni kontrakt przy 30 % wahaniach kursów walut ? Przedsiębiorcy najbardziej potrzebują stabilizacji a nie majstrowania przez rząd w kursach walut.
  • krzyshtof
    18.06.2017 21:06
    ciekawy wywiad, dziękuję.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    7°C Piątek
    noc
    5°C Piątek
    rano
    10°C Piątek
    dzień
    11°C Piątek
    wieczór
    wiecej »

    Reklama