Co ja mam teraz zrobić?

Krzywdy zapomnieć się nie da. Ale przeżyć ją można różnie. I to, jak wielką będzie dla dziecka traumą, zależy od reakcji ludzi wokół.

Reklama

Po raz kolejny wrócę do bardzo trudnego tematu pedofilii. Dramatu dziecka, ale przecież nie tylko. To także bardzo trudne wyzwanie dla jego bliskich. Taka informacja lub nawet jej podejrzenie to jak trzęsienie ziemi. Rodzi się chęć zaprzeczenia, nieprzyjęcia do wiadomości. To naturalne, tak jest zawsze. Tacy jesteśmy. I warto o tym wiedzieć, bo niedowierzanie rani dziecko dodatkowo. Ono i tak podjęło już wysiłek ujawnienia. Trzeba mu uwierzyć, nawet jeśli nasze emocje nie chcą się z tym, co się stało, pogodzić.

Informacja o przemocy, jakiej doznało dziecko, budzi też często poczucie winy. Rodzi się myśl, że nie dopilnowałem /dopilnowałam. Rodzic jest przecież od tego, by dziecko chronić. Skoro nie ochronił, to "nawalił"... Problem w tym, że nie nie ma możliwości, by dziecko zasłonić przed wszystkim. Nie może nie spotykać się z ludźmi. Nie może być permanentnie pod nadzorem. Co można na pewno zrobić, by dziecko ochronić? Uczyć je stawiania własnych granic. Uczyć, że mają prawo do sprzeciwu. Także wobec tych, którym ufają. I - co bardzo ważne - budować zaufanie, że znajdą u nas pomoc bez względu na to, co się wydarzyło. Pomoc, nie krytykę. Pomoc, nie awanturę. W końcu: że znajdą pomoc, a nie tylko nas zmartwią. Wielokrotnie można usłyszeć od nastolatków zdanie: "nie powiem mamie, bo ona by tego nie przeżyła". Prawda to czy nie, dziecko ma takie przekonanie. Coś w nim to przekonanie zbudowało, prawda?

[Warto także dowiedzieć się, na co zwracać uwagę w zachowaniu ludzi, którzy się z dziećmi kontaktują. Rolą rodzica jest nie być naiwnym i odpowiednio poinstruować dziecko. Ale o tym, co powinno zwrócić naszą uwagę napiszę kolejnym razem.]

Jeśli dziecko mówi o tym, co się wydarzyło, to znaczy przede wszystkim, że rodzice wygrali największą batalię: o zaufanie. W całym dramacie, który się zdarzył, to powód do radości i dumy. To ważne, bo zdarza się niestety, że poczucie winy tak człowieka przytłacza, że nie jest w stanie zająć się problemem dziecka. Dopiero w tym momencie naprawdę je porzuca i zawodzi. Trzeba to sobie uświadomić.

Krzywdy zapomnieć się nie da. Ale przeżyć ją można różnie. I to, jak wielką będzie dla dziecka traumą, zależy od reakcji ludzi wokół. Od tego, czy zło zostanie jasno nazwane złem. Od tego, czy nikomu nie przyjdzie do głowy dodatkowo obciążać go winą za coś, za co wyłączną winę ponosi dorosły. Od tego w końcu, czy sprawca zostanie ukarany. To nie jest czynnik zaniedbywalny, to pytanie o to, czy zostanie przywrócona elementarna sprawiedliwość. Jeśli tak, można w nią nadal wierzyć...

W tym wszystkim, co powinno się wydarzyć po takiej informacji to dziecko ma być najważniejsze. Nie mamy zdolności cofania czasu, ale mamy władzę zmieniania konsekwencji. Mamy moc udzielenia pomocy.

Możemy z niej skorzystać lub nie.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Amos
    04.08.2017 18:11
    Trzeba pamiętać jeszcze o jednym. Nie możemy projektować swoich emocji na dziecko. To że my w takiej sytuacji odczuwamy całą gamę negatywnych emocji, w tym np. nienawiść do sprawcy, nie znaczy, że dziecko czuje to samo, a wręcz przeciwnie, ono może nawet lubić sprawcę i być do niego przywiązanym. Nie powinniśmy być tym zdziwieni czy oburzeni...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    21°C Wtorek
    dzień
    22°C Wtorek
    wieczór
    17°C Środa
    noc
    14°C Środa
    rano
    wiecej »

    Reklama