Co mogliśmy, co możemy zrobić?

Pytanie o to, czy i co można było zrobić więcej w sytuacji tragedii jest oczywiste. Często jednak zmienia się ono w pytanie, kto zawinił. To nie jest to samo.

Reklama

 

Nie potrafimy też zrozumieć jaki Boży Plan przewidział takie wydarzenie, ale pokładamy w Bogu nadzieję i ufamy, że mamy w Nim oparcie i znajdziemy u Niego tak potrzebne dziś pocieszenie - napisał po tragedii w Suszku szef Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej. Dopytywany o znaczenie tych słów wyjaśnił, że: Życie i świat jest wielką księgą, do której treści nie mamy dostępu. Są sytuacje, których nie możemy przewidzieć. Trzeba być pokornym wobec majestatu śmierci. I podkreślił: Pojechałem tam na miejsce i pierwszy raz w życiu ujrzałem coś takiego. Takie zniszczenia.

Ta wypowiedź wzbudziła wiele emocji. Zupełnie niepotrzebnie. Dla człowieka wierzącego pytanie o Boży Plan oznacza pytanie o sens wydarzenia. Jeśli wierzymy, że Bóg jest Panem życia i śmierci, jeśli wierzymy, że nic nie dzieje się bez Jego wiedzy, a to wprost mówi nam Pismo Święte, wierzymy też że każde wydarzenie, które ma miejsce, ma jakiś sens. Nawet jeśli go w tej chwili nie widzimy, nawet jeśli wydaje się absurdalne, także jeśli jest złe lub zawinione przez człowieka.

Mówienie o Bożym Planie nie jest próbą usprawiedliwiania ani siebie, ani innych. Nie pojmujemy go przecież jako fatum, przeznaczenie którego nie dało się w żaden sposób uniknąć. Chrześcijaństwo to nie grecka mitologia. Zresztą, wyraźnie powiedziano to w tym samym oświadczeniu, zdanie wcześniej, gdy padają słowa: Stawiamy sobie pytanie - czy mogliśmy uczynić coś jeszcze, aby tego uniknąć, aby temu zapobiec?

To nie są stwierdzenia sprzeczne. One się uzupełniają.

Jeśli człowiek wierzący pisze do ludzi wierzących (a tak jest w tym przypadku), nie można interpretować jego słów w innym kluczu, niż uwzględniającym to, w co /Komu wierzy. Nawet jeśli interpretuje je człowiek niewierzący. Jeśli czytam tekst powstały w innej kulturze staram się zrozumieć go tak, jak rozumie go ta kultura. Inaczej nie wyjdę poza własne przekonanie i nigdy nie spotkam drugiego człowieka.

Pytanie o to, czy i co można było zrobić więcej w sytuacji tragedii jest oczywiste. Często jednak zmienia się ono w pytanie, kto zawinił. To nie jest to samo. „Kto zawinił?” jest już próbą poradzenia sobie z problemem sensu. Zakłada winę, za którą powinna pójść kara. Taka zmiana pytania nie dopuszcza wariantu, że nikt nie zawinił. Jeśli nikt nie zawinił, jak miałbym uwolnić swój gniew? Swój strach, że i mnie coś takiego spotkać może? Może poczucie winy?

Jeśli znalazł się winny, ja jestem niewinny. Niczego nie muszę zmieniać w tym, co robię. Nawet zastanawiać się nie muszę. Jeśli sytuacja się powtórzy, znów poszukam winnego. A kolejne ofiary...?

To nie są zarzuty. Czasem pytanie zmienia się nam odruchowo, bez refleksji. Wydaje się tym samym, a nie jest. To tylko prezentacja tego, jakie konsekwencje ma koncentracja na ukaraniu winnych. 

Nie wiem, czy coś można było zrobić, by tragedii uniknąć. Z pewnością od momentu, w którym zorientowano się w zagrożeniu, zrobiono wszystko co możliwe, biorąc pod uwagę, że mamy dużą grupę dzieci, las i noc. I żadnej osłony. Problemem nie były wyładowania elektryczne, ale wiatr łamiący pokotem drzewa. Warto zobaczyć film z drona z tej okolicy, jest w Internecie...

A wcześniej? Gwałtowne zjawiska pogodowe w Polsce zdarzają się od stosunkowo niedawna. Myślę, że jeszcze nie wbiły nam się w świadomość. Burza kojarzy nam się z burzą, nie wichurą wykaszającą lasy. Burzę można w namiocie przetrwać...

Słyszę o rozpoznawaniu chmur burzowych. Cóż, najpierw trzeba je zobaczyć, co w nocy (przypomnę: wiatr uderzył 21:30, zachód słońca to w przybliżeniu 20:00) i w lesie zapewne nie należy do najprostszych. Już pomijam ten drobny fakt, że znajomość meteorologii nie jest w naszym społeczeństwie zbyt powszechna...

Obóz harcerski ma być w lesie, właśnie w takich warunkach, w jakich był. Spełniał wszystkie założone normy. Harcerstwo na tym polega, nie da się zrobić obozu w ośrodku wczasowym z pełną infrastrukturą. To zawsze będzie rodzić pewne ryzyko. W zwykłych warunkach jest to ryzyko kontrolowane.

Warto natomiast zadać sobie pytanie, jak skonstruować system ostrzegania, tak żeby nie był problemem brak Internetu czy noc. I kto powinien odpowiadać za przekazanie informacji tam, gdzie ma ona prawo nie dotrzeć, a gdzie dotrzeć powinna. To chyba najważniejszy wniosek do przemyślenia. Na przyszłość.

Myślenie „na przyszłość” ma znacznie więcej sensu, niż rozliczanie winnych.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Stanisław_Miłosz
    14.08.2017 10:21
    Co mogliśmy (My? Czyli kto?) zrobić?
    Nie wiem, przyszłość - w ostatecznym rachunku, tym doczesnym i tym w życiu po życiu - jest nieprzewidywalna,
    Co możemy zrobić?
    Przede wszystkim wierzyć. Wierzyć w Boga i w Jego niezbadane wyroki, wierzyć, że w ostatecznym rachunku, są dla naszego dobra.
    Wierzyć w Boga, a nie w GPS-y, smartfony*/, systemy, służby, urzędniczego prawa przepisy - nakazy i zakazy. One są, wzgl. mogą być użyteczne, ale ostatecznie NIC nie gwarantują. Zawsze jest i będzie Nieprzewidywalne, a to suwerenna domena Boga. A zatem - być gotowym na nieprzewidywalne.

    A myślenie? Zawsze miało przyszłość. Ale trzeba mieć podstawy: z przesłanek wyciąga się wnioski. Z niewiedzy, z braku znajomości przesłanek, raczej się wniosków, a szczególnie tych życie ratujących, nie wyciągnie. Nie być jak te dzieci z holenderskich badań które nie wiedziały, że mleko jest od krowy, a nie z kartonów.
    Właśnie temu służą harcerskie obozy, by chociaż trochę wrócić do źródeł, przygotować na Nieprzewidywalne. Nauczyć przetrwać gdy nastąpi "black out" - zamierzony, z błędu, lekceważenia, czy jak w tym przypadku - ujawni się Żywioł.

    Źle się stanie, gdy skutkiem tej tragedii będzie samouspokojające urzędnicze sumienia i propagandowe mnożenie przepisów**/ (których już w każdej dziedzinie życia jest taka mnogość, że jednostce-osobie nie sposób ich ogarnąć) lub wepchnięcie rodziców w gwałcącą zdrowy rozum nadopiekuńczość, przeciwskuteczną nadopiekuńczość, nadopiekuńczość pogłębiającą nieporadnośc wobec Nieprzewidywalnego.



    */ Niedawno pisałem tu w jakimś komentarzu jak cudzoziemkę o dalekowschodniej urodzie GPS wyprowadził na manowce. Szczęśliwie skończyło się na wycofaniem pojazdu bez mandatów za złamanie kilku przepisów.
    Pisałem też o zatopionych w smartfonach pasażerów komunikacji miejskiej (ale obłęd ten dotyczy kierowców (!), rowerzystów (!), pieszych na pasach i nie na pasach - niemal codziennie to widzę). A lepiej. bezpieczniej, byłoby przecież mieć oczy wokół głowy. W smartfonie nie wyczyta się nic ponadto "co, kto, powiedział", a obserwując otoczenie można coś się dowiedzieć, i - być może - uniknąć zagrożenia.

    **/ Pisał kiedyś o tym w swoim cotygodniowym felietonie ks. Tomasz Horak.
  • Gość
    14.08.2017 12:33
    Ludzie tak bardzo wierzą w SIEBIE, w swoje możliwości techniczne, organizacyjne, komunikacyjne itd., że w ogóle nie zauważają, iż nad przyrodą nie panują. Nie panują nad burzami, piorunami, wichurami, powodziami itd. Gdy się zdarzy nieszczęście, rozliczają tylko siebie. Człowiek XXI wieku jest pyszny, zarozumiały i jednocześnie zacofany, bo poza sobą nie dostrzega Boga, nie dostrzega przyrody. Organizowanie w lesie obozu zawsze wiąże się z ryzykiem, że w razie powstania potężnych wichur drzewa będą się przewracać i zagrażać ludzkiemu życiu. Ludzie poprzednich pokoleń doskonale o tym wiedzieli, i nie oskarżali Boga z powodu swojej głupoty i zacofania.
  • Tinka
    14.08.2017 13:11
    Gwałtowne zjawiska pogodowe zdarzają się w Polsce co najmniej od czasu, kiedy byłam nastolatką. Już wtedy zdarzało mi się przedzierać po wiatrołomie na Skrzyczne. I już wtedy starsi mówili mi, że jak jest parno, duszno, to będzie coś gwałtownego. Nawet bez prognoz, tak po harcersku, ucząc się obserwować przyrodę. Ma Pani rację, nie należy nikogo winić, szukać kozła ofiarnego. Ale trzeba umieć wyciągać wnioski z nieszczęść. Czasem, gdy słucham wypowiedzi niektórych harcerzy, mam wrażenie, że przeceniają swoje możliwości i nie doceniają sił przyrody. Brawura to nie odwaga, tym bardziej, że te nasze lasy teraz jakieś takie słabsze, na ogół jednogatunkowe, czasem jakaś brzoza się wplącze.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    8°C Środa
    dzień
    8°C Środa
    wieczór
    6°C Czwartek
    noc
    5°C Czwartek
    rano
    wiecej »

    Reklama