Zbrodnie nieukarane

Najwyżsi niemieccy dowódcy bezpośrednio odpowiedzialni za tłumienie powstania warszawskiego nigdy nie odpowiedzieli za swoje zbrodnie.

Reklama

Do najważniejszych z nich należą z pewnością Heinz Reinefarth i Erich von dem Bach-Zelewski. Ten pierwszy, odpowiedzialny za hekatombę zgotowaną powstańcom i ludności cywilnej Warszawy w pierwszych dniach powstania, zrobił w powojennych Niemczech… karierę polityczną.

Kat Woli burmistrzem

Reinefarth otrzymał rozkaz zdławienia powstania 3 sierpnia. Heinrich Himmler rozkazywał, by wszystkich Polaków w stolicy „bez względu na wiek i płeć zastrzelić, jeńców brać nie wolno. Warszawę należy zrównać z ziemią”. Reinefarth starał się to polecenie wypełnić dokładnie. Odpowiadał za całość operacji w Warszawie do wieczora 5 sierpnia. W tym właśnie dniu Niemcy wraz z oddziałami swoich wschodnich kolaborantów rozpoczęli systematyczne masakry powstańców i cywilów. W rzezi na Woli ginęły dzieci, kobiety, księża, personel szpitali i ich pacjenci. Oddziały podległe Reinefarthowi wymordowały tam od 30 do 40 tysięcy mieszkańców. W tym samym czasie na Ochocie mordowały, gwałciły i rabowały rosyjskie oddziały Kamińskiego. W telefonicznej rozmowie z dowódcą 9. armii Reinefarth skarżył się nawet, że nie ma dość amunicji, by powystrzelać wszystkich jeńców. Pod wieczór 5 sierpnia dowództwo nad siłami niemieckimi przejął Erich von dem Bach-Zelewski.

Reinefarth, mimo wszczynanych po wojnie śledztw, nigdy nie został ukarany za swoje zbrodnie. Wprost przeciwnie. Jako jedyny generał SS zrobił w powojennych Niemczech karierę. Przez wiele lat pełnił funkcję burmistrza miasta Westerland na wyspie Sylt, a w 1962 roku wszedł do parlamentu krajowego w Szlezwiku-Holsztynie. Jak to możliwe? Po zakończeniu wojny spędził trzy lata jako amerykański jeniec wojenny. Chociaż alianci wydawali Polsce innych wysoko postawionych zbrodniarzy wojennych, chronili Reinefartha mimo wielu polskich wniosków o ekstradycję. Na deportację zbrodniarza nie pozwolił amerykański departament stanu. – Sprzeciw wobec ekstradycji tej osoby, tak jak i byłych niemieckich generałów, jest motywowany tym, że osoby te mają wielką potencjalną wartość wojskową i mogą być ewentualnie wykorzystane przez Sowietów – tłumaczyli swoją decyzję Amerykanie. Ta linia postępowania, z korzyścią dla Reinefartha i wielu innych niemieckich przestępców wojennych, wynikała z ówczesnej sytuacji w Europie – stosunki stalinowskiej Rosji i Zachodu pogarszały się.

Reinefarth został zwolniony w 1948 roku. Wyjechał na wyspę Sylt w północnej części Niemiec, przy granicy z Danią. Szlezwik-Holsztyn był wówczas prawdziwym bastionem uchodźców. Szukali tu schronienia nie tylko niemieccy uciekinierzy ze wschodu, ale również byli działacze nazistowscy i członkowie służb bezpieczeństwa Rzeszy. Wielu zbrodniarzom wojennym, często z pomocą miejscowej ludności, udało się tu osiąść legalnie. Reinefarth co prawda stanął przed sądem orzekającym, który miał wyłowić nazistowskie grube ryby, ale sąd, jak wynika z protokołu, „dał wiarę oskarżonemu i na podstawie jego zeznań nie mógł stwierdzić, że oskarżony wiedział o użyciu SS do działań, które należy określić mianem zbrodni wojennych”. Ten niepojęty wyrok nie był niczym niezwykłym, bo w postępowaniu przed sądami orzekającymi kary uniknęło około jednej trzeciej oskarżonych. Kat Woli pomyślnie przeszedł też postępowanie denazyfikacyjne i w 1950 roku odzyskał prawo wykonywania zawodu adwokata. W listopadzie 1951 roku Rada Miasta Westerland wybrała go na urząd etatowego burmistrza. Stanowisko to pełnił do 1963 roku, ale szczyt swojej politycznej kariery osiągnął w latach 1958–67, kiedy zasiadał w parlamencie krajowym w Kilonii. Dwukrotnie, pod koniec lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, wszczynano postępowanie przeciw Reinefarthowi. Oba zostały umorzone, bo zabrakło, jak stwierdził prokurator krajowy, „przekonującego wyjaśnienia” jego zbrodniczych działań.

Reinefarth nigdy nie został ukarany, poniósł jedynie – w ograniczonym zresztą zakresie – odpowiedzialność polityczną pod naciskiem opinii publicznej, mediów krajowych i zagranicznych. Musiał ustąpić ze stanowiska burmistrza i deputowanego parlamentu. Do śmierci jednak prowadził praktykę adwokacką. Kościelnego pochówku odmówił mu pastor westerlandzkiej parafii ewangelicko-augsburskiej, bo w 1942 roku Reinefarth wystąpił z Kościoła ewangelickiego, by nie zamykać sobie drogi awansu w SS. Symbolicznym zadośćuczynieniem ofiarom działalności kata Woli była uchwała deputowanych do parlamentu krajowego Szlezwika-Holsztynu, którzy wyrazili ubolewanie, że zbrodniarz mógł piastować godność deputowanego. „Zawstydzeni pochylamy się przed ofiarami z nadzieją na pojednanie” – można przeczytać na tablicy umieszczonej na ratuszu.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6
    6°C Piątek
    wieczór
    3°C Sobota
    noc
    1°C Sobota
    rano
    2°C Sobota
    dzień
    wiecej »

    Reklama