Nie chcemy pamiętać

Dlaczego Rosjanie nie rozliczają się ze swoją najnowszą historią, a ciało Lenina nadal spoczywa w mauzoleum, wyjaśnia dr Nikita Pietrow, wiceprzewodniczący Stowarzyszenia Memoriał.

Reklama

Andrzej Grajewski: Rozmawiamy przy okazji konferencji poświęconej „operacji polskiej” NKWD, będącej częścią Wielkiego Terroru, rozpętanego na rozkaz Stalina. Jak wynika z badań Centrum Lewady, Rosjanie uważają Stalina za postać pozytywną, jedną z najważniejszych w historii. O jego zbrodniach w Rosji się nie pamięta?

Nikita Pietrow: Problem w tym, że z powodu dystansu czasowego nie ma już tego, co nazywamy naszą prywatną, osobistą pamięcią, a państwo nie zapełniło tej luki. Dotyczy to również zbrodni stalinowskich i warunków, w jakich żyło wówczas całe społeczeństwo. Ci, którzy zginęli w czasie Wielkiego Terroru, dzisiaj nam już o nim nie opowiedzą. Z kolei opowieści dziadków pamiętających tamte czasy nie robią na młodych specjalnego wrażenia. Dlatego tak wielkie znaczenie ma prowadzona przez Memoriał akcja przywracania pamięci o ofiarach represji politycznych.

Pamiętają także rodziny ofiar. Na cmentarzach w Lewaszowie, Krasnym Borze czy Sandarmochu widziałem tabliczki z nazwiskami rozstrzelanych i dopiskiem: „Pamiętamy” (dzieci albo i wnukowie).

To prawda, w wielu rodzinach ofiar funkcjonuje pamięć o zamordowanych przodkach. Niestety, większość społeczeństwa żyje bez pamięci o własnej historii i nie chce znać prawdy o grozie takich wydarzeń jak Wielki Terror.

Skąd taka postawa?

W ten sposób żyje się wygodniej. Lepiej nie pamiętać i myśleć, że żyje się w potężnym, sprawiedliwym państwie, które może być dumne ze swojej przeszłości. Oczywiście ma to określone skutki. Brak znajomości i zrozumienia systemu sowieckiego powoduje, że nie jesteśmy w stanie oceniać postępowania ludzi działających w tym systemie czy też nim kierujących, a więc także Stalina. Wielu wprawdzie wie, że w czasie jego rządów były represje, a nawet masowe zbrodnie, ale było to dawno. Nie dotyka ich to osobiście i nie wywołuje głębszej refleksji. Na tej niewiedzy bazują różni interpretatorzy historii, którzy podpowiadają społeczeństwu, że być może podczas Wielkiego Terroru kogoś tam niesprawiedliwie represjonowano, ale było to konieczne dla zbudowania potężnego państwa. Niestety, udało się wprowadzić do świadomości społecznej przekonanie, że cel uświęca środki. Jeśli Stalin drogą represji, a nawet masowych zbrodni, zdołał zbudować potężne państwo, które pokonało później III Rzeszę, to zasługuje na szacunek, a może nawet podziw. To istota sowieckiej mentalności: na pierwszym miejscu stawia się państwo, a dopiero później jednostkę i jej los, choćby nawet tragiczny.

Ta mentalność została w Rosji?

Niestety tak. Ludzie wychowani w systemie sowieckim są pokoleniem wymierającym, ale współczesna rosyjska młodzież przejęła wiele z ich mentalności i wykazuje podobny indyferentyzm oraz pewną infantylność w ocenie własnej historii.

Może tak się stało, ponieważ tamta epoka nie została oceniona przez państwo i ta ocena nie weszła do oficjalnej pamięci?

Oficjalna pamięć także istnieje. Jednak polityka pamięci współczesnej Rosji wobec tej tematyki jest całkowicie ambiwalentna. Z jednej strony pamięć o Wielkim Terrorze jest kultywowana przez oficjalny państwowy program „Pamięć o ofiarach represji politycznych” (jeszcze w tym roku w Moskwie stanie pomnik ofiar Wielkiego Terroru), a jednocześnie nie mówi się o ludziach odpowiedzialnych za te zbrodnie.

Na Łubiance od dawna stoi Kamień Sołowiecki, upamiętniający ofiary Wielkiego Terroru.

Kamień Sołowiecki postawiło społeczeństwo, a pomnik, który w końcu października zostanie odsłonięty na placu Sacharowa, będzie ufundowany przez państwo i jego odsłonięcie będzie elementem państwowej polityki historycznej. Jednocześnie władza systematycznie ucieka od odpowiedzi na pytania: Czym były polityczne represje w Związku Sowieckim? Czy to był trwały element sowieckiego systemu politycznego? Jak go należy oceniać? Czy sowiecki system miał charakter przestępczy? Takiej oceny nigdy u nas nie dokonano. Także współczesna władza unika odpowiedzi na te pytania. Mam wrażenie, że postawienie pomnika ku czci ofiar represji politycznych nie ma rozpocząć szerokiej debaty o istocie sowieckiego terroru, ale całe przedsięwzięcie zostało pomyślane wyłącznie po to, aby zamknąć niewygodny dla władzy temat.

Sąd w Petersburgu zakazał rozpowszechniania wydanych w języku rosyjskim esejów Jana Nowaka-Jeziorańskiego, m.in. na temat zbrodni katyńskiej czy paktu Ribbentrop–Mołotow. Jest tam opis faktów, który znajduję także w pracach wielu rosyjskich historyków.

Problem w tym, że ocena historyków rosyjskich, nawet współczesnych, jest poddawana systematycznej krytyce przez różnych domorosłych badaczy historii. Wysuwane są przez nich różne wątpliwości związane z tymi wydarzeniami. Dwadzieścia lat temu książka Nowaka-Jeziorańskiego prawdopodobnie mogłaby się ukazać bez żadnych problemów i nie wywołałaby protestów. Dzisiaj żyjemy w innej sytuacji.

Teksty Grupy ds. Trudnych, zebrane w książce „Białe plamy, czarne plamy”, ukazały się w języku rosyjskim, a książka Nowaka-Jeziorańskiego, zawierająca podobne oceny, została zakazana. Co się zmieniło?

Kiedy wydano „Białe plamy, czarne plamy”?

Siedem lat temu.

Od tego czasu wiele się zmieniło. Widać niektórzy sądzą, że tamte oceny nie są już aktualne. Obecna władza nie chce rozmawiać o takich problemach z przeszłości. I nie dotyczy to wyłącznie zbrodni katyńskiej czy Wielkiego Terroru. Obecna władza generalnie unika dyskusji o Związku Sowieckim. Dlatego ocena polskich historyków – czy szerzej: polskiej inteligencji – że zbrodnia katyńska nie była zwykłym przestępstwem reżimu stalinowskiego, ale ludobójstwem porównywalnym z działaniami III Rzeszy, jest dla rosyjskich władz nie do przyjęcia. Dlatego zwalcza się takie poglądy i nie dopuszcza do dystrybucji książek, które upowszechniają takie oceny.

To walka z prawdą historyczną.

Kreml od 15 lat walczy z faktami historycznymi i z prawdą. Od 15 lat nie chce poznać całej prawdy o istocie i skali sowieckich represji. Konsekwencją tego podejścia jest zamknięcie wielu archiwów. Aby to zmienić, potrzeba woli politycznej. A tej nie ma.

Rozmawiałem z rosyjskimi historykami, którzy opowiadali, że dzisiaj nie mają dostępu do dokumentów, które analizowali jeszcze kilka lat temu.

Historykom w Rosji pracuje się dzisiaj znacznie trudniej aniżeli 18 lat temu. Oczywiście nadal można szukać dokumentów, analizować je i samemu dochodzić do prawdy. Pojawiają się jednak różne przepisy ograniczające dostęp do źródeł.

Jak Rosja będzie obchodziła 100. rocznicę rewolucji październikowej?

Nie ma takiej dyskusji w rosyjskiej przestrzeni publicznej. Wiele się dzieje, są różne filmy, nowe książki, odbywają się konferencje naukowe, ale państwo wyraźnie zdystansowało się od tej rocznicy. Nie chce zajmować żadnego stanowiska. Kreml nie chce wyrazić swojej opinii na temat rewolucji październikowej, tak jak nie zabrał głosu także w czasie obchodów 100. rocznicy rewolucji lutowej.

Dlaczego tak się dzieje?

Kreml nie chce w tym uczestniczyć, aby nie stanąć po jakiejkolwiek stronie sporu. Są bowiem u nas ludzie, którzy mówią, że rewolucja była największą tragedią w dziejach Rosji, ale niemało jest także jej zwolenników podkreślających, że rozpoczęła konieczne zmiany społeczne. Był to wielki projekt społeczny, który poszedł w złą stronę – przekonują. Do tego trzeba dodać, że Kreml w ogóle nie lubi tematu rewolucji.

Dlaczego?

Ponieważ w przestrzeni publicznej upowszechniany jest pogląd, że każda rewolucja jest efektem zewnętrznych wpływów i ma na celu zmianę legalnej władzy, a to dla Kremla jest złem samym w sobie.

Mam wrażenie, że Rosyjski Kościół Prawosławny stara się zachować pamięć o ofiarach sowieckiego systemu, m.in. poprzez kult nowomęczenników, ofiar terroru po 1917 r.

Dla Kościoła prawosławnego rewolucja 1917 r. w sposób oczywisty była katastrofą. Ateistyczny system sowiecki, nakierowany na walkę z Bogiem, fizycznie zniszczył ogromną część prawosławnych duchownych oraz ludzi świeckich. Rosyjskie prawosławie tego doświadczenia nie może zapomnieć. Ale np. patriarcha Cyryl ogólnikowo mówi o sowieckich represjach. Stara się unikać pytania o odpowiedzialność konkretnej sowieckiej władzy. Nigdy nie wymienił nazwisk ludzi odpowiedzialnych za represje i terror. Nigdy wprost nie potępił Lenina czy Stalina. W jego wersji historii na Rosję w 1917 r. spadła, nie wiadomo skąd, ciemna i okrutna siła, która zniszczyła naszą świętą wiarę. Lecz my wiemy, że ta siła miała konkretną postać i konkretne twarze, a zbrodniczy był sam system sowiecki.

Może dlatego jedynie rabin Moskwy wezwał do usunięcia szczątków Lenina z mauzoleum?

Rosyjski Kościół Prawosławny bardzo ostrożnie wypowiada się o szczątkach Lenina na placu Czerwonym. To jest oczywiście nienormalne. To znaczy, że spór o sens rewolucji 1917 r. nie będzie w jej 100. rocznicę zakończony.

A kiedy będzie?

Wtedy, kiedy przyznamy, że system sowiecki był przestępczy. Gdy powiemy, że na pierwszym miejscu powinien stać człowiek, jego wolność i prawa, a dopiero później państwo. Tylko wtedy będziemy gotowi wyciągnąć wnioski z przeszłości i usunąć z placu Czerwonego zabalsamowane ciało Lenina.•

Nikita Pietrow

rosyjski historyk specjalizujący się w historii sowieckich organów bezpieczeństwa, działacz na rzecz praw człowieka. Autor wielu ważnych, także dla Polaków książek, m.in. „Psy Stalina” i „Poczet katów katyńskich”.

  Grzegorz Jakubowski /PAP

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Ktoś
    14.11.2017 19:23
    o kłamstwach Cyryla http://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/z-zycia-kosciola/art,11662,patriarcha-cyryl-przeciw-odbrazawianiu-historii.html
  • PT
    15.11.2017 08:54
    Nie bijmy się za mocno w cudze piersi, bądźmy szczerzy: u nas też rozliczenie z komunizmem nie funkcjonuje.
    Przez 25 lat po tzw. upadku komunizmu rządzili komuniści i ludzie z nimi związani. Nie było samooczyszczenia ani w sejmie, ani w administracji, ani w wojsku, ani policji, ani służbach, ani w strukturach Kościoła - tutaj już w ogóle nie i do dzisiaj jest to temat objęty absolutnym tabu. Nie było procesów komunistów, przeciwnie zdobyli majątki i maja wielkie przywileje.

    Weźmy też przykład JP2. Nie ma dzisiaj o nim uczciwej rozmowy, nie ma dyskusji. Nikt nie wspomina i jego wielkich i nieraz naprawdę karygodnych błędach typu całowanie koranu, spotkanie interreligijne w Asyżu, podważanie nauczania Kościoła w sprawie małżeństwa, życia zakonnego, społecznego panowania Chrystusa itp. Przeciwnie, wciąż mamy ogromny kult jednostki, papolatrię, wciąż stawia się JP2 pomniki i nazywa jego imieniem szkoły i ulice. A przecież są naukowe opracowania pokazujące czarno na białym, że JP2 popełniał wielkie błędy.

    Zacznijmy od siebie, a potem będziemy rozliczać Rosja i innych.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    7°C Sobota
    rano
    10°C Sobota
    dzień
    11°C Sobota
    wieczór
    9°C Niedziela
    noc
    wiecej »

    Reklama