Mariusza smak na życie

Dziennikarz, bloger kulinarny, malarz. Człowiek renesansu. Wypadek zmienił jego życie. Ale nie zniszczył.

Reklama

Mariusz był człowiekiem wielu talentów. Jest człowiekiem wielu talentów! – poprawia się szybko Anna Chmielewska, siostra Mariusza Wachowicza. – Jest dziennikarzem, kocha sport, fotografię, pisał świetnego bloga kulinarnego, mówił czterema językami, uwielbiał piękne przedmioty, był perfekcjonistą we wszystkim, co robił... – pani Anna wymienia i wymienia.

Dwa lata temu Mariusz wybrał się na rower. Jechał po bezpiecznej ścieżce rowerowej, w centrum Warszawy. Co się wydarzyło, nie wiadomo. Został znaleziony nieprzytomny, w stanie krytycznym.

Znaki zapytania

Mariusza znalazł jakiś mężczyzna. Przechodzień nie miał telefonu, by zadzwonić po pomoc, więc o telefon na pogotowie poprosił napotkanego mężczyznę. Karetka przyjechała szybko. Prawdopodobnie Mariusz leżał z rękami wyciągniętymi ku górze, a blisko prawej dłoni znaleziono jego komórkę. Tylko że był leworęczny. Nie było żadnych świadków. Pewne jest jedynie, że złamania i urazy ciała były po prawej stronie, a poważny uraz głowy – po lewej. – Tyle wiemy. A policja przez długi czas nie informowała nas, rodziny, o okolicznościach wypadku. Mówiono nam, że „nie jesteśmy stroną” – opowiada pani Anna. – Poprosiłam nawet o nadzór prokuratorski nad sprawą. Dwa razy umarzano śledztwo, bo „nie ma wyjścia na sprawcę”. Człowiekowi dzieje się straszliwa krzywda w centrum stolicy i... wszyscy są bezradni. Nawet nie odnaleziono osoby, która go znalazła! Musieliśmy w końcu odpuścić, żeby zająć się ratowaniem brata.

Tuż po wypadku rokowania były dramatyczne. Lekarze usunęli krwiak z mózgu. Tyle mogli. I czekali na wybudzenie Mariusza, jednak daremnie... – Mariusz lekko reagował na bodźce bólowe, ale nic poza tym. Tomografia komputerowa wykazała śmierć połowy mózgu. Ogromne niedotlenienie spowodowało zniszczenia na ogromną skalę. Lekarze nie pozostawiali złudzeń: jeśli Mariusz przeżyje, nie będzie już nigdy mówił, poruszał się, komunikował. Zalecali nam szukanie specjalistycznego ośrodka... – wspomina siostra.

Jednak kolejne badanie tomografem, ku zdziwieniu wszystkich, było bardziej optymistyczne. Jeden z lekarzy nawet powiedział: „To znaczy, że zdążyliśmy”.

Mariusz w śpiączce przebywał kilka tygodni. Gdy jego stan fizyczny ustabilizował się, trafił pod opiekę rodziców i siostry. Dom to miejsce, gdzie chory czuje się bezpiecznie, rozpoznaje zapachy, głosy. – Mariusz zaczął sporadycznie otwierać oczy, choć nie mrugał i nie wodził wzrokiem. Był w swoim świecie. Ale był... – mówi pani Anna. – Rurka tracheotomijna na szyi, odżywianie dojelitowe. Pełna obsługa.

Rodzina postanowiła o Mariusza walczyć. Jeszcze na początku 2016 r. skontaktowała się z prof. Janem Talarem, specjalistą od wybudzeń. Profesor obejrzał wyniki badań i stwierdził, że 40 lat temu medycyna byłaby bezsilna. A teraz... będzie dobrze! – To nam dało nadzieję. Zawieźliśmy brata na specjalistyczny turnus rehabilitacyjny, przebywał na nim miesiąc. Mariusz był mocno stymulowany i rehabilitowany. Gdy zabierałam go do domu, widziałam, że jego oczy były już inne. Takie... bardziej obecne. Wiedzieliśmy więc, że coś się w nim zmienia, że powoli mózg zaczyna pracować, odnawiać się jakoś. Postanowiliśmy znaleźć specjalistów, by przychodzili do domu, do Mariusza, codziennie.

A nie było to proste, bo po pierwsze – nie wszyscy specjaliści godzą się dojeżdżać w określonych godzinach do domu, a po drugie – koszta nierefundowanego leczenia są ogromne.

Stymulator na wagę życia

Niecały rok od wypadku pani Anna dowiedziała się o możliwości wszczepienia stymulatora pnia mózgu. To nowatorska metoda, rodem z Japonii. Stymulatory pomagają osobom w śpiączce wybudzić się i powoli wrócić do życia. – Możliwość przeprowadzania takiej operacji w Polsce wydała mi się nierealna. Postanowiliśmy jednak spróbować, bo okazało się, że w Olsztynie prof. Wojciech Maksymowicz zaczął wykonywać takie operacje. Mariusz został zakwalifikowany. Okazało się, że nie jest w stanie wegetatywnym, lecz jego mózg znajduje się w stanie minimalnej świadomości. Stymulator sfinansowała Fundacja Akogo.

Przez rdzeń kręgowy została przeprowadzona elektroda: prowadzona jest aż do szyi, a ładowana indukcyjnie w okolicy biodra. Przez elektrodę do mózgu płynie porcja prądu, która powoduje lepsze dotlenienie. – Już dzień po operacji widzieliśmy poprawę: dłonie brata były bardziej rozluźnione, mniej spastyczne.

Po operacji, dzień po dniu, tydzień po tygodniu, stan pana Mariusza się poprawia. A każdy dzień naznaczony jest ciężką pracą, wysiłkiem, by walczyć z ograniczeniami ciała. Głowa, choć powolutku, „wraca do siebie”. – W marcu brat wypowiedział pierwsze słowo: swoje imię. Niedawno też, gdy przypatrywał się własnym, dawno namalowanym obrazom, zapytałam, czy chciałby znów malować. Potwierdził. Zapytałam więc, jakie chce farby. Powiedział powoli: „Akwarele”...

Rehablitacja kosztuje. Wielkie, nierefundowane pieniądze... – Naprawdę zupełnie nie wiem, jak dajemy radę... Czasem myślę, że to się wszystko udaje dzięki o. Stanisławowi Papczyńskiemu, do którego się modlę, a który mieszkał i pracował niedaleko nas, w Górze Kalwarii. Wpadłam też na pomysł, by wydać książkę Mariusza. Książkę kulinarną i o nim samym. Dochód z jej sprzedaży będzie przeznaczony na dalszą rehabilitację brata.

Wszystkie przepisy w książce „5 pór roku w kuchni. Smak na życie” pochodzą z bloga kulinarnego, którego Mariusz prowadził przez wiele lat przed chorobą. – Namawiałam go już wtedy, by przepisy wydał, bo są świetne i różne: nowoczesne, niektóre pochodzą z naszych receptur rodzinnych, a potrawy są kolorowe i smaczne. Niedługo przed wypadkiem uporządkował bloga, jakby się na coś przygotowywał...

Rodzina Mariusza stara się, by jego życie było zwyczajne: rodzinne, domowe, mimo wszystko radosne. Czworo dzieci pani Anny wpada do wujka i opowiada mu o wszystkim. Mama gotuje posiłki i niektóre z nich Mariusz może już przyjmować (mimo że nadal w 80 proc. jest karmiony dojelitowo). Rodzina prowadzi też profil brata na FB: „Budzimy Mariusza”. – To nie jest proste: dramat i strach, przez który przeszliśmy, ciągła opieka, stymulacja, czekanie na lepsze. Jednak z miłości do bliskiej osoby można wiele.

Jakiś czas temu Mariusz narysował rower. Przy rowerze postawił znak zapytania. Czy przypomni sobie kiedyś przeszłość i to, co wydarzyło się tamtego feralnego dnia? Nie wiadomo. Ważne, by przypomniał sobie o... przyszłości. 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6
    2°C Sobota
    dzień
    2°C Sobota
    wieczór
    1°C Niedziela
    noc
    1°C Niedziela
    rano
    wiecej »

    Reklama