Aborcja zapomniała ojca

„Nie wyrażam zgody, by moja żona dokonała aborcji!” - Co by się stało, gdyby na sali polskiego sądu rodzinnego głośno padło takie zdanie?

Reklama

Kilka miesięcy temu liczne media przekazały informację, zgodnie z którą w Urugwaju pewien mężczyzna nie zgodził się na przeprowadzenie zabiegu przerwania ciąży przez jego byłą dziewczynę. Dowiedział się, że jest ona w ósmym tygodniu ciąży i planuje dokonać aborcji. Mężczyzna skierował wniosek do sądu o uniemożliwienie tego typu działań.

W Polsce od ponad dwóch dekad lat trwa regularna dyskusja dotycząca problemu aborcji. Co ciekawe ani zwolennicy, ani przeciwnicy zabiegów aborcyjnych nigdy nie postulowali o dołączenie postaci ojca, do kręgu osób formalnie zaangażowanych w podobną sytuację. Oczywiście możemy w tym momencie powiedzieć, że:

- po pierwsze, sami mężczyźni nie garną się do podobnych tematów,
- a po drugie „brzuch należy do kobiety”: idąc w myśl feministycznych refleksji.

Wnioski te są jednak bardzo płytkie i niekonsekwentne.

Trochę sprzecznego prawa

W naszym kraju od dwóch lat funkcjonuje ustawa o leczeniu niepłodności. Małżeństwo nie ma możliwości starania się o dziecko w klinice In vitro jeżeli wspólnie i jednogłośnie nie podejmie decyzji o charakterze prokreacyjnym. Prawo rodzinne odnosi się do biologii. Decyzję o poczęciu musi podjąć zarówno matka jak i ojciec przyszłego dziecka. Kodeks cywilny przewiduje możliwość zabezpieczenia dóbr osobistych (dóbr majątkowych) dziecka, które ma dopiero przyjść na świat: może być ono dziedzicem pod warunkiem, że urodzi się żywe.

Gdy patrzymy jednak na przepisy dotyczące szeroko rozumianej aborcji w zasadzie postać mężczyzny pojawia się tam w sposób zupełnie marginalny. Jest to często kontekst negatywny, mowa bowiem o mężczyźnie, który doprowadził do poczęcia dziecka w wyniku gwałtu, co stanowi podstawę do terminacji ciąży. W polskich dyskusjach nikt nie mówił o potrzebie uwzględnienia decyzji ojca w sytuacjach dotyczących przerwania ciąży. Czemu?

Nie takie proste

Jest pewnie kilka elementów, które składają się na potencjalną odpowiedź. W Polsce ciążę można przerwać tak naprawdę tylko w sytuacjach, które określić można mianem dramatycznych. Jest to bardzo ważne. Trudno bowiem wyobrazić sobie taki moment, w którym np. mężczyzna nie wyraża zgody na dokonanie aborcji w wypadku, gdy ciąża stwarza realne zagrożenie dla życia jego żony. Jeszcze bardziej skomplikowane -przynajmniej pod kątem emocjonalnym- mogą być te zdarzenia, w których to mężczyzna nie akceptuje decyzji o przerwaniu ciąży, która powstała w wyniku gwałtu. Mamy jednak także trzeci element. Jest nim przesłanka eugeniczna. Dlaczego mężczyzna nie może wypowiedzieć się na temat przyszłości jego poczętego, niepełnosprawnego albo ciężko chorego dziecka? Wspomniany przeze mnie kodeks rodzinny i opiekuńczy bardzo mocno podkreśla, że w istotnych dla dziecka sprawach decyzję powinni podjąć oboje rodziców: tzn. jeżeli mamy małżeństwo którego dziecko ma mieć poważną operację, wówczas lekarz nie może przyjąć zgody tylko od jednego rodzica (zgodę wyrażają wspólnie ojciec i matka). Oczywiście pojawić się tutaj może tysiące głosów, zgodnie z którymi „płód nie jest pacjentem”. Zdanie to jednak jest fałszywe zarówno z perspektywy bioetycznej jak i czysto medycznej. W Polsce bardzo wyraźnie widać jak dynamicznie rozwija się chirurgia płodowa, która umożliwia poddanie dziecka poczętego operacji wewnątrzmacicznej. Zabiegi te nie są wykonywane na bliżej nieokreślonym płodzie, tylko na dziecku poczętym, które posiada status pacjenta. Aborcja z perspektywy eugenicznej wykonywana jest z racji na postawioną wcześniej diagnozę jednego z pacjentów badanych przez ginekologa w ciąży. Tutaj ostateczną decyzję -po konsultacji z lekarzem - podejmuje jednak tylko i wyłącznie kobieta. To ona jako jedyny rodzic decyduje o życiu dziecka, które ma także ojca. Czy jednak powinna nastąpić tutaj zmiana? Czy mężczyzna powinien mieć prawo do skutecznego wyrażenia sprzeciwu?

Żywe dziecko i żywe prawo

Prawo posiada pewną charakterystyczną cechę: nie zawsze przepis jest w stanie odzwierciedlić złożone sytuacje życiowe, a także problemy emocjonalne, jakie z nimi się wiążą. Nienarodzone dziecko nie jest niczyją własnością i o jego losie nie powinna decydować tylko jedna osoba. Czy jednak pojawienie się prawnego zakazu albo nakazu cokolwiek w tym momencie by zmieniło? Być może skomplikowałoby i tak trudny moment?

Trudno powiedzieć w tym momencie jakie były by konsekwencje podobnej zmiany prawa. Wiemy na pewno, że polskie przepisy dotyczące aborcji całkowicie pomijają postać oraz rolę ojca dziecka poczętego. W jednej z ostatnich propozycji zmiany kodeksu rodzinno- opiekuńczego, jaką skierował do Prezydenta RP Rzecznik Praw Dziecka, zaproponowano pojawienie się instytucji „adwokata dziecka poczętego”. Zanim jednak wprowadzimy tego typu zmiany może warto przypomnieć, że każde dziecko ma już swojego adwokata i winien nim być przede wszystkim jego tata. Winien on się pojawić zwłaszcza wtedy, gdy np. jego żona chce dokonać aborcji nie dlatego, że tego pragnie, ale boi się co będzie jeśli tego nie zrobi.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • TomaszL
    22.11.2017 05:42
    Gwoli uzupełnienia, gdy ojciec dziecka namawia do aborcji czy w aborcji pomaga teoretycznie może zostać ukarany - taki jest zapis w Kodeksie Karnym.

    A co do roli ojca - jak piszę tutaj za każdym razem - mężczyzna, który nie stanie w obronie swojego nienarodzonego dziecka i który nie zrobi wszystkiego, aby dziecko uratować przed aborcją (czyli zabiciem) nie jest godny aby go zwać mężczyzna.

    Niestety jak widać i po czarnych marszach i po wypowiedziach w mediach mężczyźni znikają, a w ich miejsce pojawiają się mali tchórzliwi chłopcy z hasłami "macica to moja sprawa" itd. Wielu takich chłopców uważa, że skoro kobieta się nie zabezpieczyła i skoro wpadli, to przecież nie ich to sprawa. A młode kobiety bardzo pomagają w takim traktowaniu - przecież same się tego domagają choćby popierając czarne marsze.
  • Ania
    22.11.2017 07:46
    Ojciec ma OBOWIĄZEK, A nie "prawo" bronić swojego dziecka. Z prawa można zrezygnować, a z obowiązków nie. A często to właśnie postawa "ojca" jest jedną z głównych przyczyn aborcji.
  • Gość
    22.11.2017 10:12
    Jeszcze jedna rzecz nie wspominana w komentarzach, byłoby mniej aborcji gdyby nie było kontaktów seksualnych pozamałżeńskich. Są one grzechem ciężkim cudzołóstwem a o tym wielu chętnie teraz zapomina by uciszyć własne sumienie... Co do ojca to oczywiście powinien brać odpowiedzialność za swoje czyny czyli wychować z matką swoje dziecko a nie je mordować!
  • NJ
    22.11.2017 14:23
    To nie "aborcja zapomniała ojca", ale "aborcja, bo ojciec zapomniał o dziecku". Gdyby ojcowie dopominali się, aby kobiety rodziły ich dzieci (nie mam tu na myśli gwałcicieli ani sytuacji, w których ciąża zagraża życiu/zdrowiu kobiety) i zapewniali matkom wsparcie to by aborcji nie było. Również aborcji dzieci niepełnosprawnych. To właśnie ojcowie namawiąją do aborcji albo wręcz żądąją jej od matek. Dlatego nie ma w Polsce przypadków, w których matka dokonuje aborcji wbrew ojcu. Pański artykuł, to czysto teoretyczne spekulacje. Niech pan znajdzie ojca, który wbrew woli matki chce, by jego niepełnosprawne dziecko się urodziło i podejmie się wyłącznej opieki nad nim, w razie gdyby matka dziecka go opuściła. Powodzenia życzę (szczerze).
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6
    11°C Wtorek
    dzień
    10°C Wtorek
    wieczór
    6°C Środa
    noc
    3°C Środa
    rano
    wiecej »

    Reklama