| $ | USD | 3,4779 | |
| € | EUR | 4,3665 | |
| Fr | CHF | 3,6357 | |
| £ | GBP | 5,4496 |
Joanna Kociszewska
Oszczędności są konieczne, dla wspólnego dobra. Z tym zapewne wszyscy się zgadzają… pod warunkiem, że nie dotkną mnie samego.
Od kilku miesięcy z Grecji przychodzą informacje o kolejnych strajkach, podejmowanych w reakcji na oszczędności. Ostatnio byli to transportowcy. Tygodniowy strajk mocno utrudnił życie m.in. turystom, zarazem zmniejszając dochody w tej głównej gałęzi gospodarki kraju. Przyczyną było wprowadzenie przepisów dopuszczających większą konkurencję w tej dziedzinie, czyli – de facto – potencjalnie ograniczających dochody.
Sytuacja Grecji jako państwa jest dramatyczna. Oszczędności są konieczne, dla wspólnego dobra. Z tym zapewne wszyscy się zgadzają… pod warunkiem, że nie dotkną mnie samego. Niech oszczędzają – na innych.
Konieczność zrównoważenia budżetu państwa pojawiła się też w Polsce. Decyzję rządu o podniesieniu podatku VAT krytykują wszyscy. Z jednej strony, że to zwiększy obciążenie najbiedniejszych. Z drugiej, że spowolni rozwój gospodarczy. Z trzeciej, że tak naprawdę niczego to nie da, trzeba raczej ograniczać przywileje.
Propozycje są mniej lub bardziej przekonujące, wszystkie jednak łączy jedno: proponujemy ograniczyć te koszty, które nas nie dotyczą. Tymczasem trzeba powiedzieć jasno: komuś trzeba zabrać. Inaczej się nie da. Mnie też.
Jest oczywiste, że są grupy, które pomocy potrzebują. Jest oczywiste, że nie można ograniczać finansowania sfer, które uznajemy za najważniejsze. Trzeba – na przykład – wspierać rodziny. Zwłaszcza najuboższe czy wielodzietne. Pytanie, czy wszystkie takiej pomocy potrzebują?
I kolejne, niestety: kto pierwszy zaprotestuje, jeśli obecny rząd spróbuje coś zabrać jakiejkolwiek rodzinie?
Oczekuję od polityków konstruktywnych propozycje oszczędności. Najlepiej takich, które dotkną także mojej grupy społecznej. Inaczej niczym się to nie różni od strajku greckich transportowców, którego jedynym skutkiem jest zmniejszenie dochodów państwa.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Przeczytaj komentarze | 17 | Dodaj swój komentarz »
Najwyżej oceniane:
Problem polega nie na tym, że ludzie w Grecji strajkują bo bronią swoich interesów grupowych. Oni strajkują dlatego, że rządzący nimi marnują pieniądze, które zostały przez nich wypracowane. A teraz chcą zmarnować jeszcze więcej.
To samo jest wz podwyżką podatku VAT w Polsce. Nie zgadzam się z nią nie dlatego, że bronię swojego interesu grupowego tylko dlatego, że wiem że będą one służyły do klajstrowania nieudolności rządzących.
Różnica między Polską a Grecja polega na tym, że podobno Grecy za dużo odpoczywają. Polacy zamiast chociaż odpocząć, wykonują mnóstwo nikomu nie potrzebnej pracy.
Widzi Pani ile pieniędzy i czasu ludzi marnuje się na drogach (niewydolny i zniszczony system komunikacyjny)?. Widziała Pani kiedyś dokumentację do przetargu na udzielenie zamówienia publicznego w budownictwie (ile w nią włożono dobrej nikomu niepotrzebnej roboty i to przez każdego z oferentów)?, Czy Pani wie, że żeby legalnie zainstalować etażowy kocioł co opalany koksem w mieszkaniu trzeba zatrudnić 7 inżynierów i wykonać dokumentację wartą co najmniej 3000zł + 660zł VAT (w tym świadectwo energetyczne).
Ja, biednemu który prosi mnie o datek lub zbierającym pieniądze na jakiś cel charytatywny pod marketem, po wysłuchaniu tego co mówią odpowiadam: Problem nie polega na tym, że nie mam lub nie chcę się podzielić lub wspomóc. Problem polega na tym, że ja wam nie wierzę.
I tutaj w wypadku podwyżki VAT rozsądny człowiek powinien rądzącym odpowiadać: 1% VAT to rzeczywiści niewiele, ale ja wam nie wierzę, bo pieniądze te znowu wydacie na zatrudnienie niepotrzebnych 90tys urzędników. Bo nie wiem czy Pani wie że w ciągu ostatnich 5 lat przybyło 90 tys nowych stanowisk w administracji publicznej.
Zamiast tego czytam na portalu katolickim naiwne wywody dorabiające teorię do chęci kolejnego wyrwania z mojej kieszeni i zmarnowania pieniędzy. Wywody te o konieczności dbania o dobro wspólne itp są tak samo naiwne jak kiedyś "chrupiące bułeczki" lub apele "żon portowców" o zaprzestanie strajków z powodu gnicia bananów i pomarańcz.
Różnica polega na tym, że "minister chrupiące bułeczki" i "żony portowców" robili to za pieniądze lub korzyści a Pani prawdopodobnie robi to "z dobrego serca".
Tylko wtedy tym co to wygadywali to płacili a teraz to chyba Pani to za darmo wygłasza.
wszystkie komentarze >