Jan Drzymała
„Gromadzimy się, by wypełnić nasz chrześcijański obowiązek” – usłyszałem dzisiaj znowu w Kościele. Tylko że mnie nie bardzo interesuje wypełnianie obowiązków.
Czytam dyskusję na forum: czy można na niedzielną Mszę świętą przychodzić w sobotę wieczorem? Można, bo świętowanie niedzieli rozpoczyna się już wigilią dnia poprzedniego. Można, jeśli odprawiana jest z formularza niedzielnego. Można, jeśli są czytanie niedzielne... Można, nie można, trzeba, a jeśli się ma uzasadnione powody, to nie ma grzechu itd. Legalizm wyziera z tej dyskusji. Legalizm, który jest między innymi konsekwencją argumentu z „chrześcijańskiego obowiązku” i straszenia grzechem, jeśli się go nie wypełni.
Po co właściwie przychodzimy w niedzielę do Kościoła? Posiedzieć godzinkę, posłuchać lepszego czy gorszego kazania, dowiedzieć się, co nowego słychać w parafii?
Żydowski myśliciel i wybitny teolog Abraham Joshua Heschel tak pisał o celebrowaniu dnia świętego: „Sensem Szabatu jest uświęcenie raczej czasu niż przestrzeni. Przez sześć dni w tygodniu żyjemy w tyranii rzeczy przestrzeni; w dzień Szabatu staramy się sprostać świętości w czasie. Jest to dzień, w którym powołani jesteśmy do uczestniczenia w tym, co wieczne w czasie, do zwrócenia się od rezultatu stworzenia – do tajemnicy stworzenia.” I w innym miejscu: „ Kto chce wkroczyć w świętość dnia, musi wyrzec się przekleństwa targowego zgiełku, jarzma trudu. Musi oddalić się od skrzeku nieharmonijnych dni, od nerwowości i szału zachłanności, od zdrady sprzeniewierzania się własnemu życiu. Musi pożegnać się z pracą rąk i nauczyć rozumieć, że świat został stworzony i przetrwa bez pomocy człowieka. Przez sześć dni tygodnia zmagamy się ze światem, wyciskając zyski z ziemi; w Szabat w sposób szczególny troszczymy się o ziarno wieczności, zasiane w naszych duszach”.
Niedzielna Msza święta podobnie ma nas wyrwać ze zgiełku codzienności. Ma być momentem spotkania z Bogiem, który tak bardzo nas kocha, że oddał za nas życie na krzyżu, a potem zmartwychwstał, napełniając nas nadzieją, że również my zmartwychwstaniemy i będziemy z Nim szczęśliwi w niebie. We Mszy świętej przeżywamy pamiątkę tamtych wydarzeń. Odnawiamy swoją nadzieję na życie wieczne. Zatapiamy się w historii zbawienia i troszczymy się o ziarno wieczności, które Bóg, Jezus zasiał w naszych sercach.
Dobrej niedzieli!
***
Cytaty zaczerpnięte z książki Abrahama Heschela "Szabat" w przekładzie Henryka Hałkowskiego
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Przeczytaj komentarze | 23 | Dodaj swój komentarz »
Najwyżej oceniane:
Natomiast gdy postrzegamy uczestnictwo we mszy niedzielnej jako poświęcanie się i cierpiętnictwo, to powinien nam dzwonić ostrzegawczy dzwonek - gdzie podziała się moja chrześciańska radość? Trzeba zastanowić się - co oznacza świętowanie?
Sobota jest pamiątką odpoczynku po trudzie stworzenia, niedziela zaś pamiątką po Zmartwychtaniu Chrystusa, obietnicą naszego zbawienia i naszego zmartwychwstania, a zatem radością.
Uczmy się więc świetować. Im mniej obowiązku w tym swiętowaniu, a więcej chęci tym lepiej. Dajmy sobie wytchnienie, rodzinie radość, mężowi pozwólmy pojechać na ryby :)
Wszystko to przecież wynika bardzo jasno z zasad liturgii Kościoła (przy okazji w ramach lektury polecam "Ducha Liturgii" Józefa Ratzingera - Benedykta XVI, gdzie bardzo wyraźnie jest pokazane na czym polega prawdziwe przeżywanie liturgii), bo przecież mamy coś takiego jak I nieszpory niedziel i uroczystości, które rozpoczynają liturgiczne obchody danej niedzieli czy uroczystości. Więcej konsekwencji w przełożeniu zasad liturgicznych na praktykę codzienności przeżywania wiary.
To samo zresztą jeśli chodzi o liturgię paschalną Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego (nie Wielkiej Soboty), która jest najważniejszym przeżywaniem tej pamiątki zmartwychwstania Chrystusa i to ona powinna być centrum (polecam przy okazji "List okólny Kongregacji Kultu Bożego o przygotowaniu i świętowaniu Świąt Paschalnych").
Pozdrawiam i życzę miłej lektury uczestnikom dyskusji :)
Więc jak to jest - w końcu mamy być obowiązkowi ? ...
...Czy też możemy sobie pozwolić na bycie nieobowiązkowym?
Nie wiem jak wy, ja lubię ludzi obowiązkowych i kojarzą mi się z odpowiedzialnymi.
wszystkie komentarze >