Kryzys, którego nie było

Świeckie media nie rozumieją, że więcej powołań trzeba sobie po prostu wymodlić - mówi w rozmowie z portalem Wiara.pl ksiądz dr Jerzy Paliński, rektor Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego

Reklama

Kryzys powołań zahamowany – pisze Ewa Czaczkowska, argumentując swoją tezę faktem, że większość seminariów w Polsce nie odnotowała spadku ilości kandydatów przyjmowanych na pierwszy rok nauki. Do katowickiego przyjęto 41 alumnów – o 13 więcej niż w roku ubiegłym. W tarnowskim seminarium rozpocznie naukę 47 alumnów, siedmiu więcej niż w zeszłym roku – donosi na łamach „Rzeczpospolitej”

Podejrzewam jednak, że kryzys, o jakim pisze redaktor Czaczkowska, jest w ogromnej mierze medialnym wynalazkiem. Podobnego zdania jest rektor Wyższego Seminarium Duchownego w Katowicach ks. dr Jerzy Paliński. Zauważa, że kryzysu de facto nie ma. Są natomiast – i zawsze będą – wahnięcia na krzywej wyznaczającej liczbę przyjęć do seminarium. Raz jest ich więcej, innym razem mniej. Ks. Paliński zwraca uwagę, że więcej chętnych do kapłaństwa w tym roku może być owocem zakończonego niedawno Roku Kapłańskiego, w którym szczególnie modlono się o nowe powołania kapłańskie. – Świeckie media nie rozumieją, że więcej powołań trzeba sobie po prostu wymodlić. Żadne socjotechniki tu nie pomogą – zwraca uwagę. Zauważa również, co bardzo istotne, że nie jest najważniejsze, ilu kandydatów rozpocznie naukę. Istotniejsze jest to, ilu ją dokończy.

Czy to beatyfikacja księdza Jerzego Popiełuszki tak pozytywnie wpłynęła na większe zainteresowanie życiem kapłańskim? Osobiście jestem sceptycznie nastawiony do tego rodzaju argumentacji, jednak ksiądz dr Jerzy Paliński uspokaja. – Nie bójmy się tego. Takiego „boomu”, jaki był na powołania w roku wyboru Jana Pawła II na Stolicę Piotrową nie było nigdy w historii – przypomina. Dodaje, że taki pozytywny przykład zawsze pociąga, jednak „rdzeń” powołania musi być głębiej. Wczoraj Ojciec święty Benedykt XVI zwrócił uwagę, że młodzi muszą być jak drzewo, które ma silne korzenie. Nad kształtowaniem korzeni tych, którzy w tym roku zapukali do katowickiego seminarium pracowano przez lata. 83 procent z tych ludzi w przeszłości było ministrantami. Nie ma nikogo, kto nie należałby do jakiejś grupy czy ruchu: oazy, KSM itd. Powołanie do kapłaństwa nie rodzi się z dnia na dzień pod wpływem jakiegoś impulsu, ale jest efektem długotrwałej formacji w rodzinie oraz świadectwa księży z najbliższego otoczenia.

Więcej powołań to zdecydowanie radosna wiadomość. Nie tylko dla rektorów seminariów, którzy teraz będą musieli zadbać, by tego potencjału nie zaprzepaścić, ale przede wszystkim dla wszystkich, których mógł zaniepokoić ostatnio mocno nadszarpnięty wizerunek Kościoła. Wzmagające się dyskusje na temat zniesienia celibatu, awantury ze skandalami pedofilskimi w tle nie zdołały zdyskredytować Kościoła w oczach młodych ludzi, którzy wciąż, mimo wszystko, udowadniają, że mają wielkie zaufanie nie do poszczególnych ludzi w Kościele, ale do Chrystusa i wspólnoty wierzących, której świętość wynika z działania Ducha Świętego w każdym z nas.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Amos
    06.09.2010 12:53
    Tyle, że w ciągu ostatnich dziesięciu lat liczba kleryków w seminariach spadła niemal o 18 procent. A przyjęcie w tym roku do seminariów kilku osób więcej niż rok temu nie jest bynajmniej odwróceniem ogólnego trendu.
    Mówienie więc, że kryzys powołań to medialny wymysł jest grubą przesadą..
  • Opiniotwórcze Pachole
    07.09.2010 07:14
    Może zacznijmy od tego, że nawołanie do "wymodlenia" jest socjotechniką właśnie. Jeśli wszyscy mówią o danym produkcie, to więcej osób go kupi. Jeśli jest to produkt operujący na podświadomości, uwarunkowaniach i lękach, to jeśli "wymadlać" będą dziadkowie, to w rodzinach ortodoksyjnie religijnych będzie to mieć wpływ na dzieci, z których o kilku więcej w danym roku pójdzie do seminarium.
    A jeśli weźmiemy pod uwagę, że formacja katolickiej rodziny wydłuża w nieskończoność zindywidualizowanie się dzieci, które nawet dorosłe nie potrafią się wyzwolić z wpływu rodziców, które emocjonalnie są prawie zawsze zależne od rodziców, widzimy jasno, że nawołanie do "wymodlenia" jest socjotechniką. Ale coraz mniej skuteczną zważywszy na mniejszą ilość ortodoksyjnie religijnych rodzin.

    Poza tym przedstawianie opinii kierownika działu marketingu jako spec opinii o ukształtowaniu danego rynku jest urocze.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6
    3°C Środa
    dzień
    4°C Środa
    wieczór
    1°C Czwartek
    noc
    2°C Czwartek
    rano
    wiecej »

    Reklama