Każdemu jego krzyż, każdemu jego ekstremizm

W Indonezji organizacje młodzieżowe umiarkowanych muzułmanów zapowiedziały, że w odpowiedzi na agresję członków Frontu Obrońców Islamu wobec inaczej wierzących same będą zwalczać tę właśnie organizację. Gotowi są w tym celu wspomóc „militarnie" siły porządkowe albo, w ostateczności, wymierzyć sprawiedliwość sami.

Można wobec tej informacji przejść obojętnie ciesząc się, że to nie nasz problem. Bo daleko i dotyczący zasadniczo innej religii. Sęk w tym, że także w Polsce i także wśród chrześcijan nie brak „ekstremistów”. Nie stosują wprawdzie przemocy fizycznej, ale poziom agresji słownej jest wśród nich wystarczająco duży, by już zaczął budzić niepokój. Kto nie wierzy może sobie przejrzeć internetowe fora, na których jak w soczewce ów problem się skupia. Niestety, to głównie oni kształtują obraz polskich katolików wśród wierzących inaczej i niewierzących. Przeciwstawianie się ekstremizmowi wśród swoich jest zadaniem wyjątkowo trudnym. Nie chodzi tylko o to, że ciężko wobec niektórych ataków na Kościół zachować zimna krew. Nie chodzi też o to, że czasem trudno zdecydować, co jest jeszcze obroną prawdziwego dobra sprawy Ewangelii, a co kruszeniem kopii o gzymsy. Najtrudniejszym jest przeciwstawienie się zarzutom ekstremistów o zdradę. „Jeśli nie jesteś z nami, którzy kochamy Chrystusa i Jego Kościół, jesteś przeciwko Chrystusowi i Kościołowi” – rozumują ekstremiści. Nie liczą się racje, argumenty, motywy działania. Jeśli nie daj Boże podzieli się przy tym pogląd kogoś, kogo te środowiska uznały za wroga, to już na pewno zostanie się odpowiednio zaszufladkowanym. Że przy okazji blokuje to wszelką sensowną dyskusję o ważnych problemach Kościoła? Cóż. Dla ekstremistów to chyba najmniej istotne… Zwalczanie ekstremizmu wśród swoich wygląda na próbę rozwiązania problemu kwadratury koła. Jeśli jednak na serio chcemy żyć Ewangelią i prowadzić sensowną ewangelizację nie możemy przejść wobec tego problemu obojętnie. Bo przez takich ludzi i takie postawy stajemy się niewiarygodni. Co znaczą wielkie słowa o miłości nieprzyjaciół, gdy z niektórych wypowiedzi chrześcijan nienawiść aż kipi? Cóż znaczą apele o prawdę, gdy jednocześnie dla obrony swoich poglądów ma się ją w pogardzie? I nie chodzi wcale o ludzką słabość, którą łatwo wybaczyć. Chodzi o podnoszenie nienawiści i przeinaczania faktów do rangi cnoty; do rangi jedynie słusznej postawy chrześcijanina. Nijak się to ma do drugiego przykazania, które każe traktować Boga i Kościół jak świętość i zabrania używania ich dla załatwiania swoich doraźnych interesów. Niestety, łatwiej treść tego przykazania sprowadzić do nieostrożnie wypowiedzianych słów. Naprawiając świat nie możemy zapominać, że jednocześnie i my sami ciągle potrzebujemy nawrócenia. Nic nie da udawanie, że problemu ekstremizmu wśród katolików nie ma. Jest. Trzeba ten krzyż ponieść…

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
31 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
2°C Niedziela
rano
3°C Niedziela
dzień
3°C Niedziela
wieczór
3°C Poniedziałek
noc
wiecej »