Polak z wyboru

Uwięziony w obozie dla jeńców odmawiał prowadzenia rozmów w języku niemieckim, chociaż znał go lepiej od mowy swoich przodków. Do Gdyni trafiły prochy admirała Józefa Unruga, legendarnego dowódcy Obrony Wybrzeża.

Mroczne czasy stalinizmu: zastraszanie społeczeństwa, zwalczanie opozycji, prześladowanie Kościoła, kara śmierci dla przeciwników reżimu. Józef Unrug jest jednak bezpieczny, przebywa na emigracji, najpierw w Wielkiej Brytanii, a później w Maroku i we Francji. Tego samego nie mogą jednak powiedzieć jego towarzysze broni oskarżeni o działalność szpiegowską i dywersyjną. Po głośnym procesie komandorów czterech z nich zostaje rozstrzelanych, a trzech ma dokonać żywota w więzieniu we Wronkach. Przez kilkadziesiąt lat miejsce ich pochówku pozostaje nieznane, a zbliżający się do końca swojego życia wojskowy nie potrafi się z tym pogodzić. W swoim testamencie zapisuje, że przyjaciele z Obrony Wybrzeża muszą zostać zrehabilitowani, a ich ciała pochowane w godnym miejscu. W przeciwnym razie admirał nie zgadza się, aby po śmierci jego szczątki trafiły do Polski.

Od wielu lat starano się wypełnić ostatnią wolę zmarłego w 1973 r. Unruga. Ostatecznie, dzięki pracownikom IPN-u, zamordowani przez komunistów oficerowie spoczęli na Cmentarzu Marynarki Wojennej w Gdyni, a teraz prochy admirała i jego żony wracają do kraju. W ten sposób państwo postanowiło oddać hołd człowiekowi, który wybrał Polskę na swoją ojczyznę.

Niemiecka szkoła

Brandenburg, połowa XIX w. Tadeusz Gustaw von Unruh jest generałem majorem gwardii pruskiej. Po przejściu w stan spoczynku zaczyna szukać informacji o swoich przodkach. Odkrywa, że pochodzi z polskiej rodziny kalwińskiej, wywodzącej się od hrabiego Jerzego Unruga, starosty gnieźnieńskiego i założyciela miasta Kargowa. Postanawia opuścić rodzinne miasto i przeprowadzić się do majątku Sielec koło Żnina. Tam zaczyna uczyć się języka przodków, poznaje ich historię, a fascynację polskością przekazuje najbliższym.

Józef uczęszcza do gimnazjum w Dreźnie. Wzorem ojca pragnie zostać wojskowym, ciągnie go do morza. W 1904 r. zdaje maturę i trafia do Marineakademie w Kilonii, gdzie po 3 latach otrzymuje stopień podporucznika. Praktykę zawodową odbywa na pokładach okrętów Stosch i Mars, później kończy kurs minowo-torpedowy, uczy się obsługi pancerników i okrętów podwodnych. Jego kariera nabiera rozpędu: w 1915 r. awansuje do stopnia kapitana, a 2 lata później zostaje dowódcą flotylli okrętów podwodnych marynarki niemieckiej. Po zakończeniu I wojny światowej postanawia przejść do cywila. Przerwa w służbie nie trwa jednak długo.

Polska marynarka

Na mapie Europy ponownie pojawia się polskie państwo. Wszystko trzeba w nim stworzyć od podstaw, łącznie z armią. Najtrudniej jest z marynarką wojenną. Nie ma okrętów, portów ani załóg, brakuje kadry oficerskiej. Były kapitan lejtnant marynarki niemieckiej zgłasza się do służby. Józef Unrug, zweryfikowany jako kapitan, zostaje przydzielony na kierownika Wydziału Operacyjnego do Sekcji Organizacyjnej Departamentu dla Spraw Morskich w Warszawie. W Hamburgu na polecenie władz kupuje na własne nazwisko nowy okręt dla tworzących się jednostek. – Byłem wtedy po raz pierwszy i ostatni w swej karierze właścicielem okrętu wojennego – będzie wspominał po latach.

Na ORP „Pomorzanin” szkolenia rozpoczynają przyszłe kadry polskiej marynarki wojennej, a przed Józefem Unrugiem pojawiają się kolejne wyzwania. W 1925 r. prezydent Stanisław Wojciechowski powierza mu stanowisko dowódcy Floty w Gdyni. Ambitny wojskowy stawia sobie za cel jej szybki rozwój – z uporem zdobywa pieniądze na nowoczesne okręty, wyposażenie baz i szkolenie kadr. Od 1933 r. jako kontradmirał pozyskuje znaczne środki m.in. ze składek Funduszu Obrony Morskiej. Wkrótce będzie musiał sprawdzić w praktyce zdolności polskich sił zbrojnych na morzu.

Walka do końca

A więc wojna! Czy Obrona Wybrzeża, nad którą dowództwo obejmuje Józef Unrug, jest na nią gotowa? Przewaga Niemców jest miażdżąca, a sytuacji nie ułatwia skierowanie do brytyjskich portów trzech spośród czterech polskich niszczycieli. To jednak zagranie taktyczne, wynikające z trzeźwej oceny sytuacji: polska flota nie ma szans w starciu z niemieckimi krążownikami i samolotami bojowymi. Dowództwo Floty jest zlokalizowane na Helu. Admirał mobilizuje żołnierzy do walki. Przez miesiąc polska obrona skutecznie odpiera atak nieprzyjaciela. Na początku października okazuje się jednak, że dalsze stawianie oporu nie ma sensu. Admirał decyduje się na kapitulację. Do żołnierzy mówi: „Panowie oficerowie! Wszakżeż nie zezwalam na dalszy rozlew marynarskiej i żołnierskiej krwi! Niemcy i tak tę wojnę przegrają. Jeszcze Polska nie zginęła!”.

Sposób dowodzenia polską obroną przez Józefa Unruga imponuje Niemcom. Pamiętając o jego przeszłości w pruskiej armii, kilkukrotnie proponują mu współpracę. Kuszą awansem. Unrug stanowczo odmawia: „Jestem Polakiem i oficerem polskim!”. Wspólnie ze swoimi podwładnymi trafia do kolejnych obozów dla jeńców, w których będzie przebywał aż do końca wojny. Z niemieckimi wojskowymi rozmawia wyłącznie przez tłumacza, ironicznie powtarzając, że zapomniał ich języka 1 września 1939 r.

Patriota

Po wyzwoleniu obozu przez Amerykanów Józef Unrug wyjeżdża do Wielkiej Brytanii, gdzie zostaje zastępcą szefa kierownictwa Marynarki Wojennej w Londynie. Przydzielono mu tam zadanie demobilizacji personelu polskich sił morskich walczących po stronie aliantów. Z rządem na emigracji już nikt się nie liczy, zainstalowana w Polsce komunistyczna władza rośnie w siłę. Admirał nie chce wracać do takiego kraju, zdaje więc egzamin na kapitana żeglugi wielkiej i sprowadza do Anglii rodzinę. W latach 50. osiada we francuskim Lailly-en-Val, gdzie dorabia jako kierowca ciężarówki. Po śmierci zostaje pochowany w kaplicy zamku Branickich w Montresor nad Loarą.

Odznaczony Złotym Krzyżem Orderu Virtuti Militari admirał w 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości wraca do swojej ojczyzny. – To był Polak, którego patriotyzm przejawiał się w codziennym wykonywaniu obowiązków z całkowitym poświęceniem. Był przełożonym o najwyższych kwalifikacjach, wychowującym własnym przykładem. Zawsze stawiał najwyższą poprzeczkę sobie i tego wymagał od innych. Był człowiekiem szlachetnym, sprawiedliwym, zawsze taktownym, szanował godność innych i własną – wspominał admirała komandor porucznik Robert Kasperski, który przebywał razem z nim w niemieckiej niewoli.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 29 30 1
    2 3 4 5 6 7 8
    2°C Środa
    wieczór
    2°C Czwartek
    noc
    1°C Czwartek
    rano
    2°C Czwartek
    dzień
    wiecej »