Wysyp teologów

Przez wieki cytowano i komentowano wielkich mistrzów teologii, literatury i nauk ścisłych. Dziś wszystko kręci się wokół memów.

Wysyp teologów

Radosna twórczość Donalda Trumpa zaowocowała wysypem teologów. Nagle pojawiło się wielu specjalistów od Świętego Tomasza, znawców tradycyjnej doktryny katolickiej i Pisma świętego. Nie wchodząc w dyskusje ze stronami sporu warto sięgnąć do historii.

U schyłku średniowiecza wykład teologii i filozofii Doktora Anielskiego nie był jedynym. Zgłębiano także myśl Świętego Augustyna. Historia filozofii odnotowuje spór między platonikami i arystotelikami, a to z tego względu, że Augustynowi było bliżej do Platona, Tomaszowi do Arystotelesa. Dopiero Sobór Trydencki dokonał wyboru i posłużył się narzędziami Akwinaty w wykładzie teologii katolickiej. Co wcale nie oznacza, że unieważnił Augustyna.

Dziś, w sporze o tak zwaną sprawiedliwą wojnę, jej zwolennicy odwołują się do Tomasza, nie zauważając przy okazji ewolucji, jaka nastąpiła w wykładzie nauki katolickiej w ciągu ostatnich dziesięcioleci. Katechizm Kościoła katolickiego nie mówi już o sprawiedliwej wojnie, ale o „warunkach usprawiedliwiających sprawiedliwą obronę” (KKK 2309).

Przy okazji warto przypomnieć, że za redakcję Katechizmu odpowiedzialny był nie kto inny, ale postrzegany jako osoba mocno przywiązana do tradycji, ówczesny Prefekt Kongregacji Nauki Wiary, kard. Ratzinger. Przez media, z racji wspomnianego przywiązania, nazywany wówczas pancernym kardynałem.

Zatem co usprawiedliwia „sprawiedliwą obronę”? Tu cytat:

„Powaga takiej decyzji jest podporządkowana ścisłym warunkom uprawnienia moralnego. Potrzeba jednocześnie w tym przypadku:

  • aby szkoda wyrządzana przez napastnika narodowi lub wspólnocie narodów była długotrwała, poważna i niezaprzeczalna;
  • aby wszystkie pozostałe środki zmierzające do położenia jej kresu okazały się nierealne lub nieskuteczne;
  • aby były uzasadnione warunki powodzenia;
  • aby użycie broni nie pociągnęło za sobą jeszcze poważniejszego zła i zamętu niż zło, które należy usunąć. W ocenie tego warunku należy uwzględnić potęgę współczesnych środków niszczenia”.

Filozofom zostawmy rozwikłanie do kogo bliżej autorom Katechizmu: do Tomasza czy do Augustyna. Papieżowi raczej do drugiego. By go zrozumieć trzeba sięgnąć do De Civitate Dei i podjąć refleksję nad napięciem, czy wręcz konfliktem między państwem ziemskim i państwem Boga.

Spór wokół sprawiedliwej wojny i usprawiedliwionej obrony na dalszy plan odsunął List, jaki Leon XIV skierował do kardynałów, zapraszając ich na czerwcowy konsystorz. Papież proponuje w nim refleksję nad sposobami przejścia od „duszpasterstwa zachowawczego do duszpasterstwa misyjnego” i potrzebę „uczciwego zweryfikowania, co po upływie lat zostało rzeczywiście przyswojone, a co pozostaje nadal nieznane i niewdrożone; w szczególności należy zwrócić uwagę na niezbędną reformę procesu inicjacji chrześcijańskiej”.

Śledzący uważnie aktywność Leona XIV z pewnością zauważą, że pierwszy wątek – sposoby przejścia – pojawił się już w przedświątecznym przemówieniu do duchowieństwa Rzymu. Tam też papież zaproponował poszukiwanie nowych form przygotowania do przyjęcia sakramentów inicjacji.

Nie widać  na horyzoncie wysypu teologów, próbujących nie tyle wejść w polemikę z papieżem, co zmierzyć się z wyzwaniami, o których mowa w Liście. Dlatego, przy okazji, warto sięgnąć do klasyka, czyli Księdza Franciszka Blachnickiego, wielokrotnie powtarzającego, że żadna reforma w Kościele nie będzie skuteczna, jeśli ruch odgórny nie spotka się z ruchem oddolnym. Temu mają służyć wszelkie ruchy, wsłuchujące się w to, „co Duch mówi do Kościołów”. Kierując się ta zasadą Ksiądz Blachnicki stworzył program ewangelizacji i zaproponował drogi formacji, rozwijające dary chrzcielne. Naszym zadaniem, o czym wspomniał Leon XIV w przemówieniu do Ruchu Focolare, jest refleksja nad niezbędnymi modyfikacjami, dostosowującymi to, co podstawowe w charyzmacie założyciela/założycielki, do języka i wymogów naszych czasów.

Na koniec fragmenty refleksji/przesłania/prowokacji, znalezione w okresie okołoświątecznym w Sieci:

  • „Nie pytamy, czy ludzie usłyszeli kerygmat o zbawieniu w Chrystusie. Zamiast tego pytamy, czy stoją po takiej lub innej stronie sporów światopoglądowych (...)
  • Nie pytamy, czy młodzi spotykają zmartwychwstałego Pana. Zamiast tego pytamy, czy uczestniczą w nabożeństwach ludowych z XIX wieku (...)
  • Nie pytamy, czy chrześcijanie odnajdują swoje osobiste drogi, różnorakie zaangażowania i służby w Kościele. Zamiast tego pytamy jedynie, co zrobić, by więcej osób poszło do seminarium (...)
  • Nie pytamy, co Bóg chce zrobić dzisiaj. Pytamy, co my mamy zrobić, żeby było tak samo, jak za czasów babci Jadzi.
  • Na takie pytania, jakie zadajemy, nie będzie dobrych odpowiedzi, bo i pytania nie są zbyt dobrze postawione” (Blog „Kompletnie inaczej”).

Wniosek? Zanim podejmiemy refleksję nad sposobami przejścia od „duszpasterstwa zachowawczego do duszpasterstwa misyjnego”, dobrze postawmy pytania.