Bez prałatów Kościół da sobie radę

Tytuły honorowe w Kościele niczego nie wnoszą, a za to wiele wynoszą.

Reklama

Zniesienie tytułów honorowych w Kościele to, uważam, znakomita rzecz (przeczytaj tekst Papież znosi tytuły honorowe). Po pierwsze dlatego, że te tytuły niczego nie wnoszą. Po drugie dlatego, że sporo wynoszą – zwłaszcza przekonanie, że w Kościele naprawdę liczy się ubóstwo i pokora. Bo te tytuły nie wiążą się z urzędami, z funkcjami. Nie wynikają ze względów praktycznych i nie wiążą się z dodatkową odpowiedzialnością. Rzec by można, że „jeno czoło zdobią”. A w takim razie po co to komu?

Rzecz znamienna, że słowo „prałat” lub „infułat” z reguły jest wymawiane z przekąsem, a przynajmniej z żartobliwym błyskiem w oku. I to nawet nie tyle wśród świeckich, ile wśród duchownych. No chyba że duchowni sami są nosicielami tych tytułów – ale i wówczas niekoniecznie się z tego cieszą. Znam prałatów, którzy wręcz z zawstydzeniem przyjęli to wyróżnienie i niechętnie wdziewają szaty, w których są myleni z biskupami. Najjaśniejsza gwiazda świętego duchowieństwa, św. Jan Vianney, obdarowany tytułem i odpowiednią szatą, zrobił się tak czerwony, że trudno było zauważyć, gdzie kończy się szata, a zaczyna twarz. Zresztą to był jedyny raz, gdy go w tym stroju widziano.

Może kiedyś takie tytuły były do czegoś przydatne, ale dziś już na pewno nie. Dziś to już tylko relikt. Relikty czasem warto zachowywać jako zabytki, ale chyba nie te, bo się po prostu źle kojarzą. Podobnie jak „ekscelencje” i inne „encje”.

Jasne, że to tylko zewnętrzna strona tego, co w środku może być całkiem pokorne. Ale jednak chyba lepiej żeby to, co wewnętrzne było spójne z tym, co zewnętrzne. Dlaczego nie mamy być czytelni?

Dziś społeczeństwa bardziej niż na słowa reagują na gesty. Zauważa się obrazki, a nie teksty. Dlatego to chyba świetnie, że społeczeństwo otrzymuje komunikat drogą „obrazkową”, że Kościół wciąż jest ubogi i pokorny. Bo jest – od wieków. Od dwóch tysięcy lat święci Kościoła (a jest ich znacznie więcej niż się wydaje) odkrywają wciąż na nowo moc i autentyzm Ewangelii, ale też od dwóch tysięcy lat Kościół jest atakowany pokusami blichtru i pustej fanfaronady. Pewnie, że mnóstwo prałatów i infułatów to dzielni i oddani pracownicy Kościoła, ale równie dzielne i oddane (a może i bardziej) są na przykład chrześcijańskie matki rodzin, a one nigdy żadnego tytułu na ziemi nie dostaną. I też nie muszą, bo Jezus wezwał do gromadzenia skarbu w niebie. Pytanie więc, czy duchowni muszą. Uważam, że nie.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • ann
    09.01.2014 11:53
    Papież Franciszek zna dobrze blaski i cienie ludzkiej natury oraz niebezpieczeństwa na nią czyhające w każdym stanie i zawodzie.
    Ja marzę jeszcze o tym aby do duchownego mówić bez patosu i po prostu: księże,ewentualnie księże proboszczu, księże biskupie, księże kardynale, ojcze duchowny a do papieża Ojcze Święty, czy dożyję takich czasów?
    Po co i na co komu przydługie tytuły w Kościele?
  • eunika
    10.01.2014 14:11
    A wie Pan co to kurtuazja i dobre wychowanie?
    Ekscelencjo, eminencjo, magnificencjo i in. nie są przejawem tytułomanii, ale szacunkiem, który oddajemy tym, którzy została powierzona jakaś funkcja. Papieżowi mówimy Jego Świątobliwość. To źle?
    Skromność może wyrażać się w poczuciu większej odpowiedzialności za to co się robi, w wewnętrznej postawie uniżoności, w przekonaniu, że komu wiele dano, od tego więcej się będzie wymagać.
    Ludzie są równi w swej godności, ale nie są równi pod względem inteligencji, stanu społecznego, pełnionej funkcji itd. Całe szczęście, że istnieje hierarchia, bo komunizm już był i wiemy co z niego wynikło...
  • Dr Pux
    12.01.2014 10:21
    Tyle dyskusji, sporów i nieścisłości na temat tego, jak należy płaszczyć się przed wytworem strachu, nadziei i wyobraźni. Przerażająca strata czasu. Skoro wy tworzycie religię, to religia się do was dostosuje. Uświadomcie sobie w końcu absurdalność sporów teologicznych, a najlepiej całej teologii, i "Teo" w ogóle.
  • ServoDiDio
    17.09.2014 13:29
    Prawda jest taka, że wielu księży się wykrwawiało na rzecz Kościoła i nawet zwykłego słowa "dziękuję" od biskupa diecezji nie usłyszeli. Jedyną ich radością było ( a znam kilku takich) że parę lat przed śmiercią mogli ucieszyć się tymi tytułami - które przecież i tak żadnych praw czy przywilejów specjalnych nie niosły. Lżej było pewnie umierać takiemu, któremu, jak to podsumowali niektórzy "bisior i purpurę" przyznali, bo widział że to, co zrobił dla Kościoła miało sens. A kto z was podziękował czy pochwalił prosto w oczy jakiegoś kapłana? To skąd mają wiedzieć, że ich praca ma sens? Przecież to też ludzie i też potrzebują dobrego słowa! Ale do krytyki to każdy pierwszy...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 1 2 3
    -1°C Wtorek
    noc
    -2°C Wtorek
    rano
    1°C Wtorek
    dzień
    1°C Wtorek
    wieczór
    wiecej »

    Reklama