Budzenie sumienia elit

O kryzysie zachodniej kultury i zadaniu chrześcijan mówi Russell Ronald Reno.

Reklama

Ks. Tomasz Jaklewicz: W swojej najnowszej książce „Resurrecting the Idea of a Christian Society” (Powrót do idei chrześcijańskiego społeczeństwa) diagnozuje Pan kryzys polityczny i kulturowy USA. Na czym on polega?

Russell Ronald Reno: Polityczną stroną tego kryzysu jest populizm. Wybór Donalda Trumpa na prezydenta był dowodem głębokiego niezadowolenia z klasy rządzącej. Kryje się za tym coś głębszego, a mianowicie rozczarowanie Zachodu światem zbudowanym na powojennym porządku.

Wybór Trumpa to oznaka kryzysu społeczeństwa amerykańskiego czy bardziej znak jakiegoś przebudzenia, poszukiwania zmiany?

Z jednej strony można uznać elekcję Trumpa za symptom choroby; większość komentatorów życia politycznego była zaskoczona, że ktoś taki mógł wygrać wybory. Z drugiej strony to znak zmiany. Nie wiemy, do czego ona doprowadzi. Amerykańskie społeczeństwo jest coraz głębiej podzielone na dwie klasy: tych, którzy odnieśli sukces, i tych, którzy przegrali. Przy czym to nie jest tylko kwestia ekonomiczna, ale kulturowa. Najniższa ekonomicznie klasa jest coraz bardziej dysfunkcyjna, upośledzona społecznie i kulturowo. Taka sytuacja została spowodowana przez kulturę, którą wykreowały zsekularyzowane zachodnie elity. W tej kulturze obowiązuje zasada, że silni i bogaci prosperują coraz lepiej, a słabi idą na dno. Możemy oczywiście dyskutować o tym, jak naprawić ekonomię, jak poprawić konkurencyjność itd. Ja jednak twierdzę, że ten kryzys ma źródło przede wszystkim w kulturze. Mamy rozregulowaną gospodarkę, ponieważ mamy rozregulowaną kulturę. Utraciliśmy społeczne poczucie stabilności, trwania i solidarności.

Donald Trump był kandydatem republikańskim, ale liderzy partii nie byli zachwyceni jego osobą. Czy nie jest to oznaka słabości polityków prawicy, którzy nie potrafili wyłonić przekonującego kandydata?

Trump wygrał w prawyborach, czyli został zaakceptowany przez wyborców strony republikańskiej. To rzeczywiście wprawiło w osłupienie polityków republikańskich. Czy jest to oznaka słabości prawicy? Niekoniecznie. Można powiedzieć, że prawa strona szybciej zareagowała na rzeczywistość. Lewica jest bardziej niebezpieczna, bo ma mniejszą zdolność reagowania na realną sytuację polityczną i kulturową. Panujący w USA ekonomiczno-polityczny reżim służy 20-procentowej elicie, ale jawi się on jako zagrożenie dla 50 proc. ludzi „pośrodku” i jest niszczący dla 30 proc. najbiedniejszych. Mój znajomy, 30-latek z Indiany, ma trzech braci. Jego rodzice są małżeństwem od 40 lat, ojciec pracował w hucie. Wszystkie dzieci wychowywały się w tym samym domu. Mój znajomy i jego brat odnieśli duży sukces, jeden jako inżynier, drugi jako bankowiec. Ale ich dwaj bracia mają nieślubne dzieci, mają problemy z alkoholem, jeden z nich spędził 5 lat w więzieniu. W amerykańskim społeczeństwie jest tak, że albo idziesz w górę, albo w dół. Brakuje stabilnego środka, który umożliwia przekaz wartości kolejnym pokoleniom. To bardzo niebezpieczne.

Pan sugeruje, że odpowiedzią na ten kryzys ma być odbudowa społeczeństwa chrześcijańskiego. Czy to nie jest utopia?

Chrześcijanie przetrwali nawet w bardzo zsekularyzowanych krajach na Zachodzie. Starożytni Rzymianie nigdy by nie ratowali imigrantów, którzy zagrażaliby stabilności Europy. My ich ratujemy, ponieważ nasza kultura jest ukształtowana przez chrześcijaństwo. Chińczycy by tego nie robili. Myślę więc, że Zachód nadal zachował chrześcijański kod kulturowy. Agresywny progresywizm w dużym stopniu traci siłę. W mojej książce nie wzywam do ewangelizacji (choć oczywiście nawrócenie jest rzeczą dobrą), ale do ponownego obudzenia w naszych społeczeństwach chrześcijańskiego sumienia.

Jak to robić?

Pierwszą rzeczą jest wykazywanie, że projekty emancypacji, rewolucji seksualnej i wyzwolenia rozumianego jako całkowicie dowolne definiowanie siebie samego służą przede wszystkim wąskiej elicie, a u pozostałych powodują spustoszenie. Mówiąc precyzyjnie: te pomysły nie służą nikomu, ale silni i bogaci potrafią lawirować między możliwościami oferowanymi przez świat. Biedni idą na dno, nie tylko ekonomiczne, ale i moralne, społeczne. Tak zwane małżeństwa gejowskie są luksusem dla bogatych. Cenę za to zapłacą najsłabsi. Upadek małżeństwa jest największy wśród 30 proc. najuboższej warstwy społeczeństwa. To jest niszczące dla dzieci i osłabia więzi społeczne. Wszystkie wskaźniki uzależnień od narkotyków czy alkoholu, a także liczby samobójstw są największe wśród tych, którzy są na dole drabiny społecznej. Średnia wieku wśród niewykształconej grupy ludzi spadła o 3–5 lat w ostatnim czasie. Część amerykańskich miast wygląda jak postsowiecka Rosja. Oczywiście, jeśli pojedziesz do Nowego Jorku, San Francisco czy Doliny Krzemowej, pomyślisz, że jesteś w najbogatszym kraju świata. Ten podział staje się coraz wyraźniejszy. Elita polityczna szuka przyczyn tych zjawisk tylko w ekonomii, nie dostrzegając, że winę za tę sytuację ponosi cały projekt emancypacyjny.

W dużej mierze mamy do czynienia z chorobą wolności jako takiej?

Wolność jest wartością wpisaną w samo centrum tego, co nazywamy „amerykańskim eksperymentem”. Problem w tym, że kultura wolności przekształciła się dziś w kult wolności. Polega on na ciągłym usuwaniu kolejnych granic dla indywidualnej wolności jednostki. Paradoksalnie, ludzie stają się przez to niewolnikami własnych pożądań lub trójki „bożków domowego ogniska”, którymi są dziś zdrowie, bogactwo i przyjemność. Te bożki wyglądają łagodnie, uśmiechają się, ale są bardzo okrutne. Dostarczają kolejnych okazji do samorealizacji bogatych, uwodzą biednych, wprowadzając ich w niewolę uzależnień, przemocy, rozpaczy.

Proponuje Pan w książce, by słowo „relatywizm” zastąpić innym określeniem.

Bo jak zdefiniować relatywistę? Mało ludzi uważa siebie za całkowitych nihilistów, za ludzi bez żadnych zasad. Wszyscy mamy jakieś zasady. Ludzie mówią raczej tak: „Nie powinno się zabijać czy kraść, ale życie będzie lepsze, gdy ludzie będą mogli sami decydować, co jest dla nich dobre, a co złe”. To rodzaj utopii, którą można określić jako „moralny minimalizm” lub „postawę nieosądzającą” („nonjudgmentalism”). Przykazanie chrześcijańskie mówi: „Miłuj bliźniego jak siebie samego”. Nowe przykazanie brzmi: „traktuj łagodnie bliźniego, tak jak traktujesz łagodnie siebie samego”. Wszystko musi być „soft”: łatwe, miłe, otwarte, akceptujące, nieoceniające, niepowodujące poczucia winy. To jest rodzaj nowej „ewangelii”, która uważa siebie za „ewangelię” pokoju, szczęścia, dobrobytu, dobrego samopoczucia. Ta fałszywa „ewangelia” jest głoszona od kilku dekad na Zachodzie i powoduje moralne rozbicie. Nie ma zasad, nie ma społecznych ról. Wszystko płynie. W tym morzu bez zasad elity nauczyły się pływać i ćwiczą w tej umiejętności swoje dzieci. Ale biedni, mniej wykształceni, powtórzę, idą na dno.

Co powinniśmy robić jako chrześcijanie?

Bronić słabych – to podstawowe chrześcijańskie zadanie. Przy czym nie chodzi tylko o pomoc materialną, która oczywiście jest konieczna. Niezbędna jest przemiana kultury, która doprowadziła do moralnej dekadencji najuboższych. Etyce nieosądzania trzeba przeciwstawić etykę „osądzania”. Musimy odważnie, wyraźnie mówić, co jest dobre, a co złe. Opcja preferencyjna na rzecz ubogich, do której wzywał Jan Paweł II, oznacza dziś publiczne głoszenie naszego przywiązania do tradycyjnych norm odnoszących się do seksu, małżeństwa, rodziny, oszczędności, ciężkiej pracy i wiary. Musimy budzić sumienia elit, pokazując im rzeczywistość, czyli pokazując, że kultura, którą promują, wyrządza ogromną szkodę.

Czy jest możliwe, by obudzić sumienie elit? Wydaje się, że samo pojęcie sumienia ginie w świecie postprawdy.

Zgadzam się. W takim przypadku należy pracować politycznie nad tym, żeby odsunąć tę elitę od władzy.

Wybór Trumpa był taką czerwoną kartką dla elit politycznych.

Pisałem swoją książkę przed elekcją Trumpa, więc nie ma w niej odniesień do nowego prezydenta. Trump jest czymś w rodzaju lewatywy dla systemu. To jest bardzo nieprzyjemne, ale może konieczne. Amerykański system polityczny jest bardzo wytrzymały, nie sądzę, by Trump był w stanie go uszkodzić. Ale jego wybór pokazuje, że na Zachodzie doświadczamy czegoś, co można nazwać metafizycznym ubóstwem. Tradycyjne kultury uczyły zawsze gotowości do poświęcenia w imię wysokich ideałów, aż do oddania życia. Skoro jednak dziś mówi się, że nic nie jest godne poświęcenia, nikt nie chce się poświęcać, żyjemy, żeby żyć. Nic więcej. Duch naszych czasów dokonał radykalnej redukcji ideałów. Ten liberalny porządek staje się czymś nie do zniesienia. Ludzie chcą czegoś, na czym mogą się oprzeć. Potrzebują stabilnego gruntu, aby być naprawdę wolnymi. Wolność potrzebuje lojalności wobec wysokich ideałów. Ostatecznie wobec Boga – tak uczy nas wiara. To jest Dobra Nowina chrześcijaństwa. Nie możemy się bać światowych potęg, bo Bóg jest większy niż świat. Musimy mieć odwagę powiedzieć „nie” światowym siłom. I wtedy będziemy wolni. „Nie lękajcie się” – powtarzał Jan Paweł II.

Ale jeśli patrzymy na Kościół, zwłaszcza na Zachodzie, to widzimy, że ten kryzys, który próbujemy opisać, dotyka także Kościoła.

To prawda. Kościół żyje w świecie. Święty Augustyn pisał, że miasto Boże jest obecne w mieście ziemskim. Kościół na Zachodzie cierpi na te same choroby co zachodnia kultura. W niektórych krajach bardziej, w innych mniej. Ale ta kultura, o której mówimy, umiera. Czuję opór wobec tych pasterzy, którzy stają się kapelanami tego upadającego reżimu.

Pan mimo wszystko patrzy w przyszłość z nadzieją.

Wydaje nam się dziś, że Kościół jest w agonii, ale on przechodził przez wiele podobnych kryzysów w historii. Kościół i Synagoga to jedyne instytucje, które przetrwały od czasów starożytnych. To zatem nic nowego, mamy po prostu kolejny etap historii. Kościół nie ma armii, policji, więzień. Nie ma potężnych mediów czy analityków baz danych, ale ma coś potężniejszego. Wiara zapewnia grunt pod nogami i daje nam najwyższą inspirację. Nasz pesymizm bierze się często z tego, że nam samym brakuje duchowych aspiracji, że zapominamy, Komu zaufaliśmy. 

R.r. Reno

(ur. 1959) – amerykański teolog, etyk, publicysta. Redaktor naczelny magazynu „First Things” zajmującego się wpływem religii na życie społeczne.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

  • PTaraski
    19.07.2017 09:49
    JAWA25 jak zwykle przeciw podając niedorzeczne argumenty, albo nawet nie podając ich wcale, jak powyżej. Oczywiście jeśli brak argumentów, to najłatwiej robić zarzuty i posługiwać się epitetami.

    Wyjaśnijmy jednak o co chodzi. Sfera kultury kształtuje inne sfery życia społecznego, w tym gospodarczą i ekonomiczną, to przecież oczywiste. Tam gdzie kultura jest zdegenerowana, zdegenerowana będzie gospodarka i inne sfery życia wspólnotowego. Słowo kultura wywodzi się od słowa kult, czyli oddawanie czci Bogu. I tutaj dochodzimy do sedna sprawy, po którym prześlizguje się autor. Zdegenerowana kultura świadczy o degenerującym się kulcie, czyli zaniku prawdziwego i zdrowego kultu. I to jest korzeń zła.

    Niestety cytowanie Wojtyły świadczy o tym, że autor nie wie, lub nie chce wiedzieć, kim był ten człowiek i jak bardzo się mylił, jak dalece negował nauczanie Kościoła. Najlepiej to widać, gdy zestawi się nauczanie Wojtyły z nieomylnym nauczaniem Kościoła wyrażonym w dogmatach wiary i w nieomylnych orzeczeniach przez poprzednich papieży i sobory. Idąc za nim, idziemy na manowce i nigdzie nie zajdziemy. Można tylko ręce załamać na zestawienie Kościoła z synagogą, która jest w swojej najgłębszej istocie antykościołem, bo powstała po odrzuceniu Chrystusa przez żydów.

    "Magazyn" First Things to nie jest żaden magazyn, czy inne składowisko, ale czasopismo, albo periodyk. Najwyraźniej komuś coś się pomyliło, albo nie opanował polskiego. A'propos First Things, to jest czasopismo, które powstało w kontrze do periodyku Culture Wars jako jego politycznie poprawny substytut, żeby przejąć czytelników. To się niestety do pewnego stopnia udało.

    Warto jednak zajrzeć do Culture Wars, gdzie prawdy się poszukuje, bada taką, jaka jest, i pisze o niej wprost, bez autocenzury i poprawek dopasowujących do mainstreamu. http://www.culturewars.com/

    Założyciel czasopisma Culture Wars jest w Polsce znany z doskonałego wystąpienia na temat seksu jako narzędzia zniewolenia: https://www.youtube.com/watch?v=0wLBqnZNqK4 pokazywano go w programie Pospieszalskiego https://www.youtube.com/watch?v=6isl2BcQ-Qc , ale ma wiele innych bardzo ciekawych wystąpień, które idą znacznie głębiej w sedno problemu, i są bez autocenzury.

    Nie szukajmy substytutów prawd częściowych i politycznie uładzonych, kiedy możemy mieć diagnozę pełnowartościową i bez cenzury.
  • JAWA25
    19.07.2017 17:22
    czy na stronie zwanej katolicka dopuszczalne jest atakowanie JP2?
  • (wujek) Olek
    19.07.2017 22:41
    Najpóźniej Noam Chomsky wykazał zbrodniczość "failed state" USA. "Elity" nie mają sumienia, to wymaga refleksji, mają jedynie interesy. Już od zawsze.
  • Gość
    24.07.2017 18:57
    Małżeństwa homo jako luksus wyłącznie dla elit!? Chyba odwrotnie! Przecież jednym z głównych powodów ich wprowadzenia było zabezpieczenie finansowe w wypadku np. śmierci partnera (naprawdę bogaci mają na takie drobne sumy wywalone), wspólne rozliczanie się z podatków (krezusi zrobiliby jakiś niedostępny szaraczkom przekręt i po sprawie) czy możliwość dowiadywania się o stan zdrowia partnera (jeśli się nie ma na łapówkę). Naprawdę jesteście tacy ślepi?
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    30 31 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    12°C Środa
    rano
    18°C Środa
    dzień
    20°C Środa
    wieczór
    17°C Czwartek
    noc
    wiecej »

    Reklama