Kongo: Polscy misjonarze pozostają z uchodźcami

W regionie konfliktu zbrojnego w prowincji Północne Kiwu we wschodniej części Demokratycznej Republiki Konga nie ma obecnie żadnych organizacji pozarządowych, ale polscy misjonarze starają się pomóc uchodźcom. Poinformował o tym ks. Stanisław Filipek SAC, przełożony pallotynów w Rwandzie i Demokratycznej Republice Konga.

Na wschód od stolicy prowincji – Gomy, na obszarach zajętych przez rebeliantów pod dowództwem gen. Laurenta Nkundy, działają jedynie katolickie ośrodki zdrowia, w tym dwa prowadzone przez polskie misjonarki: w Murambi (pallotynki) i Ntamugenga (siostry od Aniołów). Pozostałe dwa znajdują się w Kiwanja i Rubare. Polscy pallotyni natomiast przyjmują uchodźców w swoim ośrodku duszpasterskim Genezaret w Keshero – dzielnicy Gomy, która pozostaje w rękach wojsk rządowych. W placówkach misyjnych brakuje jednak lekarstw i żywności. W okolicy nie ma przedstawicieli żadnych organizacji pozarządowych, najwyżej pojawiają się emisariusze, którzy spisują potrzeby, relacjonuje ks. St. Filipek ze stolicy Rwandy – Kigali, po powrocie z terenu konfliktu. Głównym celem jego wizyty były odwiedziny polskich misjonarzy, jak również rodzin pallotynów, pochodzących z regionu Północnego Kiwu. Wszystkie rodziny pozostały na miejscu, przyjmując w swoich domach nawet do 20 uchodźców. Pochodzą oni przede wszystkim z wcześniejszych obozów uchodźców z okolic Rutshuru i Kiwanja, które rebelianci zniszczyli, zmuszając ludzi do dalszej ucieczki, pisze ks. Filipek. Zawieszenie broni, ogłoszone jednostronnie przez gen. L. Nkundę ponad tydzień temu, zostało faktycznie zerwane. 13 listopada rebelianci posunęli się około 20 km na wschód, docierając do Kanyabayonga – miasta o dużym znaczeniu strategicznym, około 100 km na północ od Gomy. Wczoraj ostrzeliwali oni przez 50 minut samą stolicę tej prowincji. Sytuacja mieszkańców tego regionu jest dramatyczna. Według organizacji Human Rights Watch (HRW) jeszcze podczas zawieszenia broni rebelianci, likwidując obóz uchodźców w Kiwanja, około 80 km na wschód od Gomy, zamordowali około 50 osób. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) alarmuje o wzroście liczby przypadków zachorowań na cholerę. Od końca października zanotowano co najmniej 1000 takich przypadków, co – według WHO – może świadczyć o dużym prawdopodobieństwie wybuchu epidemii. MONUC (Misja OZN w Kongo) podała natomiast, że uchodźców uciekających przed rebeliantami ograbiają zdemoralizowane wojska rządowe. Wczoraj paramilitarne oddziały milicji Maї-Maї, tworzone przez uchodźców, zastrzeliły trzech kongijskich żołnierzy podczas grabieży w Kirumba, 130 km na północ od Gomy. Spotkanie na szczycie przywódców państw zaangażowanych w konflikt, które odbyło się 9 listopada w Nairobi pod przewodnictwem sekretarza generalnego ONZ Ban Ki-moona, zakończyło się jedynie apelem do stron konfliktu o zaprzestanie działań zbrojnych. Demokratyczna Republika Konga, dawny Zair, jest pogrążona w wewnętrznych walkach od czasu upadku dyktatora Mobutu Sese Seko w 1997 roku. O wpływy w tym największym kraju Czarnej Afryki rywalizują Rwanda i Uganda z jednej strony oraz Angola, Namibia i Zimbabwe z drugiej. Nakładają się na to skomplikowane stosunki między plemionami Tutsi i Hutu, zamieszkującymi Północne Kiwu, czyli północno-wschodnie obszary nadgraniczne z Rwandą i Ugandą. W większości są to uchodźcy z Rwandy po okrutnym ludobójstwie w 1994 roku. W 1999 ONZ powołało MONUC, czyli Misję Narodów Zjednoczonych w Demokratycznej Republice Konga. Nikt nie jest w stanie podać dokładną liczbę ofiar tej wojny domowej. International Rescue Committee podawał w grudniu 2004, że ok. 3,8 miliona osób, (w tym połowa dzieci), mogło zginąć w walkach z głodu i chorób. Dziś liczba ta może być dużo większa.

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
8°C Poniedziałek
dzień
10°C Poniedziałek
wieczór
9°C Wtorek
noc
6°C Wtorek
rano
wiecej »