Miłość czy statystyka?

Kościół powinien wysłać do świata przygotowanych świeckich. Pytanie tylko, czy potrafi ich przygotować?

Największą troską Kościoła musi być nie statystyka, tylko poziom miłości w sercu człowieka - w moim, u moich słuchaczy, u wszystkich, którzy Kościół tworzą - mówi bp Mering. Pierwsza reakcja: trudno się nie zgodzić. Ale zaraz przychodzi pytanie: a co z tymi, którzy nie już będą „tworzyli Kościoła”? Zgadzam się, że w Kościele nie chodzi o statystyki. A jednak od kryterium ilościowego uciec nie można. Statystyka nie jest tylko suchym parametrem, za cyferkami kryją się konkretni ludzie, którzy od Kościoła się oddalają, którzy go nie rozumieją, którzy nie znajdują w nim swojego miejsca. Jeśli troska o miłość zamiast o statystyki ma oznaczać, że będziemy się skupiać przede wszystkim na tych, którzy w Kościele trwają, zamiast szukać tych, którzy stoją na obrzeżach lub już się oddalili, zaprzeczymy najważniejszej misji Kościoła: idźcie i głoście. W polskim Kościele nie ma elit – usłyszałam niedawno. To prawda. Owszem, są ludzie głęboko wierzący, zaangażowani. Coraz częściej jednak we wspólnotach dominuje nastawienie na formację, nie na działanie. Na indywidualny rozwój duchowy, nie na pracę w świecie. Świadectwo w tym momencie bywa rozumiane jako produkt uboczny głębokiego życia duchowego. Tylko czy człowiek, którego aktywność skupia się na pogłębianiu życia duchowego ma szansę zostać dostrzeżony przez tych, dla których świat kościoła, spotkań w duszpasterstwie czy rekolekcji jest światem obcym i nieznanym? Trudno stawiać żądanie: „zaangażujcie się, przyjdźcie na spotkanie, to spotkacie świadków”. Logiczna jest kolejność odwrotna: to spotkanie ze świadkiem przyprowadza do Kościoła. Boję się, że skupienie na indywidualnym rozwoju duchowym przekreśli ewangelizację. A jeśli już, będzie to ewangelizacja zaprogramowana, w postaci akcji ewangelizacyjnych. Każdy z nas pracuje, ma rodzinę i/lub znajomych, a doba ma tylko 24 godziny. Jeśli resztę czasu poświęcę na własny rozwój, kiedy miałabym spotkać drugiego człowieka? Jak miałabym znaleźć czas na zwykłą rozmowę? Wielokrotnie słyszałam: najpierw formacja, potem - uformowanych - poślemy w świat. Tylko czy uformowani będą jeszcze chcieli wyjść z ciepłego kąta własnych wspólnot? Czy będą rozumieli świat za drzwiami duszpasterstwa, tak różny od tego, w którym żyli dotychczas? Czy będą w stanie być świadkami, czy raczej będą przypominać kosmitów, odległych o lata świetlne od tego, czym żyją zwykli ludzie? Czy będą potrafili zmierzyć się z ich problemami? Stwierdzić, że ktoś „sam jest sobie winien” jest łatwo. Trudniej podpowiedzieć drogę życia z Bogiem w takiej sytuacji. Kościół nie może zaniedbać żadnego człowieka. Nie może zaniedbać wymiaru statystycznego. Może i powinien wysłać do świata przygotowanych świeckich. Pytanie tylko, czy potrafi ich przygotować?

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7
20°C Piątek
rano
28°C Piątek
dzień
30°C Piątek
wieczór
26°C Sobota
noc
wiecej »