Pod krzyżem najjaśniej

Krzyż budzi lęk aż do chwili, gdy się człowiek do niego przytuli.

Tędy droga

Dziś prawda o krzyżu wydaje się zacierać równie mocno, jak mocno podkreśla się prawo do życiowego komfortu. Nacisk na wygodne urządzenie się w doczesności jest tak wielki, że nawet wśród formalnych wyznawców Chrystusa zanika poczucie konieczności przejścia do wiecznego szczęścia przez ciasną bramę. A to jest właśnie brama krzyża. Niezależnie od tego, jak głośno gra muzyka, jak donośnie rechoczą prześmiewcy i jak mocno rozbrzmiewają ich zachęty do korzystania z szerokiej drogi, w pełni aktualne pozostaje wezwanie Nauczyciela: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje!” (Łk 9,23).

Codzienny krzyż? To przeraża, ale czy nie dlatego, że zapomina się o idącym z przodu Chrystusie? Kluczowe są słowa o naśladowaniu. Jezus tę drogę już utorował, wziął na siebie całą furię zła i pozbawił je śmiertelnego ostrza. Podążać za Nim jest nieskończenie lepiej, niż wlec się samotnie, wierząc w kłamstwa o życiu bez krzyża, bez pokus i bez konieczności mierzenia się z własną grzesznością.

Jezus nie mówi, że kto krzyża nie podejmie, ten uniknie problemów i zapewni sobie coś lepszego. „Nie ma innej drogi do życia i prawdziwego pokoju ducha, tylko droga krzyża i codziennego umierania. Idź, gdzie chcesz, szukaj, czego chcesz, a nie znajdziesz w górze drogi wznioślejszej ani w dole pewniejszej, tylko tę drogę krzyża świętego” – zapewnia Tomasz à Kempis w książce „O naśladowaniu Chrystusa”. Ten przenikliwy mistyk z XV wieku nie bujał w obłokach marzeń o bezstresowym życiu, ale w krzyżu przeciwności potrafił dostrzec Boży plan. „A tu Bóg cię opuści, a tu bliscy zranią, a co gorsza, staniesz się sam sobie źródłem męki. A znikąd pomocy, znikąd nadziei uwolnienia i ulgi i musisz przejść przez to wszystko, aż Bóg powie ci: »Dość«. Bóg bowiem chce, abyś uczył się cierpieć mękę bez ochłody, abyś cały Jemu się poddał, aż cierpienie uczyni cię bardzo pokornym” – pisał, a dalej konkluduje: „Jeżeli chętnie niesiesz krzyż, on cię poniesie i poprowadzi do upragnionego kresu, który będzie także kresem cierpienia, bo tu nie ma końca cierpieniu. Jeżeli dźwigasz go niechętnie, jeszcze więcej ci ciąży, jeszcze bardziej się obarczasz, a przecież donieść go musisz. Jednego krzyża się pozbędziesz, znajdziesz na pewno drugi, a może jeszcze cięższy”.

To radość

W przyjęciu krzyża nie ma zgody na cierpiętnictwo. To zgoda na życie w radości i pokoju, których nie pokonają żadne przeciwności. Co można zrobić komuś, kto kocha krzyż? Czym można go zaniepokoić, skoro nie jest on przywiązany do tego, nad czym nie panuje i co od niego nie zależy?

Ziemskie straszaki łamią tych, którzy uciekają od krzyża, sądząc, że w ten sposób unikają cierpienia. W rzeczywistości niczego nie omijają. Pozostają słabymi ludźmi, narażonymi na wszelkie możliwe ciosy. W odróżnieniu jednak od tych, którzy swój krzyż podjęli i poszli za Jezusem, ich serca prześladuje lęk. Jego szczególnie wymownym wyrazem jest rozszerzająca się ideologia eutanazji. Dążenie do „śmierci na moich warunkach” to w istocie krzyk przerażenia, wydzierający się z gardeł tych, którzy do samego końca odmawiają przyjęcia swojego krzyża: „Nie chcę umierać, ale skoro muszę, to nie chcę cierpienia”. Nie ma śmierci na ludzkich warunkach, bo nie ma krzyża na ludzkich warunkach. Człowiek może jedynie wybrać sposób potraktowania krzyża: Boży lub Bogu przeciwny. To samo dotyczy całych społeczności, które – jak naród wybrany – przyjmują wolę Boga i doświadczają błogosławionych owoców tego wyboru albo ją odrzucają na własne nieszczęście.

Nie inaczej jest z naszym narodem. Możemy uciekać od krzyża w tęczowe miraże i w zadawaniu innym śmierci szukać własnego życia, a możemy też stanąć pod krzyżem i wybrać jego mądrość.

Święty Jan Paweł II mówił w 1995 roku, gdy Polska wydobywała się z czasów komunizmu: „Na tym wielkim wirażu ojczystej historii, kiedy decyduje się przyszły kształt Rzeczypospolitej, papież – wasz rodak, nie przestaje was prosić, abyście to dziedzictwo Chrystusowego krzyża na nowo z wiarą i miłością przyjęli”.

Niespodzianka

Krzyż był czymś potwornym aż do dnia, w którym umarł na nim Jezus Chrystus. Gdy spłynęła po nim Jego Krew, stał się znakiem zbawienia. Od tego dnia wszystko, co obmywa Najświętsza Krew, staje się święte i prowadzi do zbawienia – także cierpienie, gdy człowiek złączy je z cierpieniem Zbawiciela. Odtąd na tych, którzy w zaufaniu Jezusowi wchodzą w ciemność krzyża, czeka niespodzianka: skąpana w blasku nieprzemijająca radość. •

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
4°C Wtorek
noc
4°C Wtorek
rano
6°C Wtorek
dzień
7°C Wtorek
wieczór
wiecej »