Paraliż

Puste dystrybutory na stacjach benzynowych, puste półki w sklepach i obawy o pogłębienie się kryzysu przed świętami. Wielka Brytania boryka się z kryzysem zaopatrzeniowym spowodowanym problemami tamtejszej branży transportowej.

Zima Niezadowolenia (Winter of Discontent) to traumatycznie wspominany przez Brytyjczyków koniec roku 1979. Inflacja, kryzys gospodarczy i fala strajków sprawiły, że okres świąteczno-noworoczny przebiegał wówczas pod znakiem niedoborów w sklepach i powszechnego pesymizmu. Coraz więcej mieszańców Wielkiej Brytanii obawia się powtórki w tym roku. Choć panika na stacjach benzynowych to zjawisko tymczasowe i po kilku dniach zaczęła opadać, jest niemal pewne, że niedobory będą powracać, zakłócając funkcjonowanie kolejnych branż. Przyznał to premier Boris Johnson, który zdaje się przygotowywać Brytyjczyków na święta stojące pod znakiem problemów z zaopatrzeniem. Przyczynami kryzysu są brexit i pandemia, ale przede wszystkim zaniedbania brytyjskiego rządu w zarządzaniu branżą transportowo-spedycyjną. Na wyspach brakuje stu tysięcy kierowców tirów.

Panika na stacjach

Zakłócenia w łańcuchach dostaw w Wielkiej Brytanii widoczne są od wielu miesięcy. Skala problemów w branży paliwowej przekroczyła jednak przewidywania. Sekretarz transportu w brytyjskim rządzie Grant Shapps obwinia o ten stan rzeczy Stowarzyszenie Transportu Drogowego (Road Haulage Association – RHA), które miało siać panikę w mediach. RHA odrzuca oskarżenia. Najprawdopodobniej kryzys nie został jednak zapoczątkowany konkretnym wydarzeniem. Problemy w dostawach zaczęły być widoczne na niektórych stacjach benzynowych, a to spowodowało tzw. panic buying – mechanizm społeczny polegający na nieracjonalnym zachowaniu konsumentów, którzy równocześnie i masowo zaczynają dokonywać dużych zakupów. W pewnych stopniu widać to było w Polsce na początku pandemii koronawirusa, gdy opustoszały półki z papierem toaletowym.

W ostatnich dniach września zapotrzebowanie na paliwo w Wielkiej Brytanii wzrosło o 500 proc., przed stacjami zaczęły tworzyć się korki. 24 września koncern BP poinformował o niedoborach paliwa na stu stacjach. Dwa dni później braki sygnalizowano już na jednej trzeciej stacji. 26 października benzyny zaczęło brakować na 90 proc. stacji niezrzeszonych. Rozpoczęło się racjonowanie paliwa, dopuszczano tankowanie za maksymalną sumę 30 funtów. Równocześnie wystrzeliły w górę ceny paliw. 27 września osiągnęły poziom najwyższy od ośmiu lat. W kolejkach do dystrybutorów utkwiły karetki pogotowia, na ulice nie mogły wyjechać setki taksówek. Nawet tam, gdzie paliwo docierało, błyskawicznie się kończyło, bo informacja o dostawie rozchodziła się za pośrednictwem mediów społecznościowych. 28 września sytuacja zaczęła się poprawiać, spadł odsetek stacji sygnalizujących braki. Ostatecznie rząd nie musiał uciekać się do wysłania żołnierzy za kierownice cystern. Media donosiły, że premier Johnson poważnie rozważał ten scenariusz (tzw. operacja Escaline), został on przygotowany rok temu na wypadek braku porozumienia z UE skutkującego twardym brexitem.

Od początku kryzysu na stacjach, trzy największe koncerny paliwowe na wyspach – BP, Shell i Esso – przekonywały, że „rafinerie i terminale mają paliwa pod dostatkiem”. Jedynym powodem zakłóceń dostaw był brak kierowców do kierowania cysternami z paliwem.

Brexit, covid i wieloletnie zaniedbania

Za kryzys zaopatrzeniowy w Wielkiej Brytanii odpowiada kilka czynników; zdania, który z nich okazał się decydujący, są podzielone. Sekretarz transportu Grant Shapps uważa, że główną przyczyną jest pandemia koronawirusa. Zaburzenia łańcuchów dostaw są szczególnie widoczne w Zjednoczonym Królestwie, ale problem ma skalę globalną. Wiele branż, które przez półtora roku pandemii tkwiły w zamrożeniu, nie nadąża obecnie za produkcją i nie ma pracowników, by zaspokoić rosnący popyt po zniesieniu w większości krajów obostrzeń koronawirusowych. W Wielkiej Brytanii pandemia dodatkowo sparaliżowała system egzaminowania kierowców ciężarówek. RHA podaje, że przed pandemią do egzaminów przystępowało rocznie około 70 tysięcy kandydatów, w 2020 było ich tylko 30 tysięcy. Oznacza to, że około 40 tysięcy osób nie weszło na rynek pracy. Jeszcze jeden, specyficzny dla Wielkiej Brytanii problem branży transportowej to stale utrzymujący się wysoki poziom pracowników chorych i przebywających na kwarantannach. Mimo wysokiego poziomu wyszczepienia populacji całkowite zniesienie obostrzeń na wyspach spowodowało, że przez cały wrzesień dzienna liczba infekcji COVID-19 utrzymywała się na poziomie 30 tysięcy.

Większość brytyjskich mediów, ale też europejscy politycy obserwujący kryzys na stacjach (np. szef niemieckiej SPD Olaf Scholz) zwracają uwagę, że to opóźniony skutek brexitu. Rząd Borisa Johnsona bagatelizuje wpływ wyjścia z Unii na załamanie się branży transportowej. Jednakże RHA wyliczyło, że związana z brexitem niepewność odnośnie do zasad pobytu, zatrudnienia i przekraczania granic skłoniła do wyjazdu 20 tysięcy kierowców ciężarówek. Choć niedobory pracowników dotykają branżę transportową na całym świecie, to kraje Unii Europejskiej dzięki jednolitemu rynkowi mogą łatwiej uzupełniać braki kadrowe niż Wielka Brytania.

Zdaniem Stowarzyszenia Transportu Drogowego kryzys brytyjskiej branży spedycyjnej pojawiłby się niezależnie od brexitu i pandemii. Przyczyn jest kilka: niski prestiż zawodu, niskie płace, gorsza niż w innych krajach Europy infrastruktura dla tirowców (brak parkingów, zajazdów, toalet). Skutek jest taki, że średni wiek kierowcy TIR-a w Wielkiej Brytanii to 57 lat. Nowych pracowników nie ma, bo covid sparaliżował system egzaminacyjny, nadrobienie zaległości potrwa co najmniej do wiosny 2022 roku. RHA w czerwcu 2021 r. wysłało list do premiera Jonhsona wzywający do pilnych reform branży, bo w przeciwnym wypadku dojdzie do załamania się systemu zaopatrzenia. Ostrzeżenia okazały się prawdziwe.

Szukając ratunku w Europie

Brytyjskie władze w pierwszych dniach kryzysu utrzymywały, że do jego rozwiązania wystarczy doraźne wsparcie rodzimej branży spedycyjnej: udrożnienie systemu przyjmowania nowych kierowców poprzez zwiększenie liczby egzaminatorów, zachęty finansowe dla nowych kierowców i czasowe ściągnięcie do pracy tych, którzy niedawno przeszli na emeryturę. Skala paniki na stacjach benzynowych przerosła jednak najgorsze prognozy. Alarmujące dane nadchodzą też z sektora spożywczego. Tesco w Wielkiej Brytanii poinformowało, że brakuje co najmniej ośmiuset kierowców ciężarówek. Zaproszony na posiedzenie rządu szef działu dystrybucji Tesco Andrew Wollfenden ostrzegł, że choć już teraz w sklepach zdarzają się puste półki, to „na święta sytuacja będzie dziesięć razy gorsza”.

Ostatecznie Boris Johnson ugiął się pod presją i ogłosił uruchomienie przyspieszonej procedury przyznawania wiz ważnych do końca 2021 roku. Ma je otrzymać 5 tysięcy zagranicznych kierowców TIR-ów. Nie wiadomo jednak, czy uda się zrekrutować tyle osób. Brytyjskie media po ogłoszeniu programu wizowego przeprowadzały rozmowy z przedstawicieli firm spedycyjnych z różnej części Europy (Rumunii, Polski i Holandii). Wszędzie zwracano uwagę na nieuzasadnioną wiarę w to, że kierowcy (którzy w okresie przedświątecznym na pewno nie pozostaną bez pracy) na 3 miesiące zechcą porzucić swoje miejsca zatrudnienia i wyjechać do Wielkiej Brytanii.

Święta niedoborów?

Kryzys na stacjach benzynowych może się okazać drobnostką w porównaniu z problemami zaopatrzeniowymi przed świętami. Hodowcy ostrzegają, że Brytyjczyków czekają „narodowe niedobory” indyków. Powód taki sam jak w branży transportowej – brak rąk do pracy. Według szacunków przedstawicieli sektora hodowlanego brakuje 7 tysięcy pracowników. Problemy z zaopatrzeniem już teraz odczuwają brytyjskie restauracje sieci KFC. Nakłada się na to jeszcze jeden kryzys – zaburzenia dostaw dwutlenku węgla, wykorzystywanego do uboju zwierząt oraz do próżniowego pakowania mięsa.

Tak jak w przypadku kierowców tirów, brytyjski rząd deklaruje specjalne środki, by zapobiec „indyczemu kryzysowi” – do pracy w branży hodowlanej też ma zostać pozyskanych pięć tysięcy pracowników zagranicznych, którzy dostaną tymczasowe wizy do końca 2021 roku.

Niedobory siły roboczej sygnalizują kolejne „świąteczne” branże – m.in. producenci choinek oraz zabawek ostrzegają przed niebezpieczeństwem zmniejszenia dostaw przed Bożym Narodzeniem. Deficytom w różnych sektorach gospodarki towarzyszą inne niekorzystne zjawiska dotykające mieszkańców wysp. Inflacja jest najwyższa od lat. We wrześniu wyniosła 3,2 proc. – to o 1,2 proc. więcej niż przed rokiem. Według prognoz Banku Anglii na koniec roku wyniesie 4 procent.

Zwolennicy brexitu przekonywali, że wyjście z Unii oznacza m.in. przywrócenie niezależności kraju i odzyskanie miejsc pracy w gospodarce dla Brytyjczyków. Teraz okazuje się, iż desperacka akcja rekrutacyjna zagranicznych pracowników to jedyna szansa na uratowanie przed świętami branży spedycyjnej, spożywczej i hodowlanej. Jeżeli misja się nie powiedzie, dojdzie do powtórki „zimy niezadowolenia”. Rządząca wówczas Partia Pracy przypłaciła kryzys klęską w wyborach wiosną 1980, po której na 17 lat została zepchnięta do opozycji. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 31 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5
2°C Piątek
rano
1°C Piątek
dzień
1°C Piątek
wieczór
1°C Sobota
noc
wiecej »