Harugi Białe i Czarne

Otoczenie, w jakim się znaleźliśmy, nasuwa nieodparte wrażenie przebywania na jakiejś obcej, pozbawionej życia odległej planecie.

Harugi Białe i Czarne   Po śniadaniu robimy sesję zdjęciową przy choince 51 dzień sztafety, 25 grudnia

Dzień 17, II Etap; 2735 km; Dystans: 62 km; Start: 11.30; Koniec jazdy: 18.15; Warunki: (ocena 3–) umiarkowany sprzyjający wiatr, droga na większości odcinka mocno piaszczysta, gdzieniegdzie kamienista. Odczuwalna temp. 30 st. C.

Leniwy poranek. Podgrzewamy na ognisku pozostałości wczorajszej uczty, rozpamiętując miniony wieczór. Zrywa się wiaterek, nagle wraz z nim zrywa się i Hamid, który pierwszy zauważył odlatujący namiot. Na szczęście po kilkudziesięciometrowym pościgu udaje się mu go złapać. Po śniadaniu robimy sesję zdjęciową przy choince i nagrywamy film z noworocznymi życzeniami dla TVP Poznań. W końcu zwijamy wigilijny obóz i szykujemy się do jazdy. Musimy zakleić dziury w trzech dętkach – prezent od tutejszych akacji. Na choince pozostawiamy ozdoby, zjadamy jedynie owoce. Ciekawe, co sobie pomyślą kolejni goście tej dolinki na widok drzewka ubranego w czerwone aniołki.

Mamy nadzieję dojechać tego dnia do szosy. Droga okazuje się bardzo trudna. Piaszczysty szlak wije się wzdłuż uedów, aby następnie piąć się po skalistych pagórkach. Każdy z nas szuka możliwie najlepszej, czyli najtwardszej drogi, ale trudno ocenić teren na oko. Wszyscy boleśnie tego doświadczamy, gdy odbijamy w którąś stronę z nadzieją, że tamtędy będzie łatwiej. Najczęściej jest tylko gorzej, czyli powierzchnia, która wyglądała z pozoru na twardszą, okazuje się pułapką dla naszych grzęznących w niej kół. Nie ma rady – trzeba zsiąść z roweru i przepchnąć go z powrotem do głównego szlaku.

Harugi Białe i Czarne   Mamy nadzieję dojechać tego dnia do szosy. Droga okazuje się bardzo trudna Ani od początku dnia szło wyjątkowo ciężko – okazało się, że hamulec się zakleszczył na kole i przejechała tak kilka kilometrów. Namęczyła się okrutnie, zanim Lajbor zdiagnozował usterkę. Zaczął się także na dobre problem z dętkami – w wyniku nagrzania od słońca zaczęły nam się odklejać łatki. Kilkakrotnie zatrzymywaliśmy się na naprawę, aż w końcu musieliśmy wykorzystać nieuszkodzoną dętkę z jednej z przyczepek, a samą przyczepkę wrzucić na pakę samochodu. Ale im bliżej końca dnia, tym wszystkim jakby sił przybywało i jechaliśmy coraz szybciej, w nadziei dotarcia do szosy. O zachodzie słońca postanowiliśmy jednak zatrzymać się kilka kilometrów przed nią, urzeczeni piękną kotliną, idealną na rozbicie obozu.

Pustynia?

Jest wczesne popołudnie, przerwa obiadowa. Skwar. Po posiłku leżymy z pełnymi brzuchami w cieniu akacji, korzystając z kwadransa, który nam pozostał do końca przerwy. Każdy z nas, zmęczony kilkugodzinną jazdą po żwirze i kamieniach, najchętniej wziąłby teraz chłodny prysznic i wyciągnął się wygodnie na kanapie i obejrzał coś ciekawego w telewizji, np. jakiś film przyrodniczy – dajmy na to… o Saharze. Z kolei wielu z tych, którzy właśnie to czynią, chętnie przenieśliby się na drugą stronę szklanego ekranu. Ot i natura ludzka… Tymczasem oni są tam, a my tu. Naprawdę tu, w sercu libijskiej Sahary. Wielokrotnie w ciągu tej podróży zadaję sobie pytanie, retoryczne, rzecz jasna, czy ja tu naprawdę jestem? Czy naprawdę jestem w tym wielkim saharyjskim kraju, po którym tyle razy wodziłem palcem na mapie, nie mogąc się nadziwić ogromowi tych niezamieszkanych przestrzeni?

Mając w pamięci kartę z atlasu obrazującą ten wielki kraju, w wyobraźni umiejscawiam swoje położenie na znanym mi od dawna rysunku mapy. Porównuję ten rysunek z tym, co teraz widzą moje oczy, na ile moje wcześniejsze wyobrażenia o libijskiej Saharze są zbieżne z zastaną tu rzeczywistością. Oczywiście – widziałem kilkadziesiąt zdjęć, zamieszczonych w Internecie. Ale nawet najlepsze zdjęcie nie jest w stanie oddać wrażeń, jakich doświadczyć można, obcując bezpośrednio z tym piaskiem, z tymi kamieniami, skałami, z tymi barwami, z tym niebem, z tą przestrzenią. Czym innym jest także zobaczyć, a poczuć wszystkimi zmysłami, usłyszeć chrzęst żwiru pod stopami, poczuć podmuch tego wiatru, zapach tego dymu z ogniska.

Ale czym to wszystko różni się od miejsc nam bliskich? Dlaczego jest wyjątkowe? Czemu zachwycam się krainą tak surową i niegościnną dla człowieka? Można by rzec, że Sahara to głównie kamień, tworzący skały, erodujący w końcu do piasku. Te trzy formy materii przeplatają się tu bez końca, tworząc cały pejzaż. Jedyne tutejsze rośliny to kolczaste drzewa akacji i równie kolczaste kępki krzaków. Nie ma wody, nie ma soczystej zieleni lasów, nie ma wesołych śpiewów ptaków. Wystarczy jednak pojedyncza akacja z charakterystycznie spłaszczoną koroną, która samotnie stoi na zupełnie płaskiej powierzchni niezmąconej kształtami innych roślin, aby stworzyć przyjemny dla oka obraz.
 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
26°C Wtorek
wieczór
24°C Środa
noc
21°C Środa
rano
29°C Środa
dzień
wiecej »