Po ósme: Nie zeznawaj fałszywie w Dzienniku

Dzisiejszy Dziennik przedstawił nas jako tych, którzy chcą walczyć ze ściąganiem z sieci. Wyjaśniam: nie mamy takiego zamiaru.

W „Dzienniku” opublikowano artykuł pod tytułem „Po siódme: Nie kradnij na Chomiku”. Zostaliśmy tam przedstawieni jako ci, którzy przyłączają się do inicjatywy katolickich księgarń i wydawnictw mających zamiar walczyć z plagą internautów nielegalnie ściągających z sieci książki i audiobooki. Wyjaśniam: nie przyłączyliśmy się. Co gorsze, gdyby nawet nas o to poproszono, chyba byśmy się nie przyłaczyli. Przynajmniej do apelu o takim spojrzeniu na problem, jak to przedstawił Dziennik.

Dlaczego? Bardzo często zamiast zagadnienie rzetelnie przedyskutować kwituje się je zdaniem „to jest zwyczajna kradzież”, „to jest grzech”. Tymczasem sprawa nie jest tak oczywista. Uznając jakieś prawo twórców do własności intelektualnej trzeba zwrócić uwagę na parę istotnych, a zupełnie w przedstawianiu problemu pomijanych spraw.

Po pierwsze, w teologii moralnej naczelną zasadą odnośnie do siódmego przykazania nie jest „święte prawo własności” ale zasada powszechnego przeznaczenia dóbr (KKK 2402-2406). Realizując tę zasadę w przeszłości między innymi zakładano biblioteki, umożliwiające zdobycie wiedzy bez konieczności kupowania drogich książek. Postawienie znaku równości między skorzystaniem z kopii książki, utworu muzycznego czy filmu a zwyczajną kradzieżą ignoruje fakt, że człowiek jednak powinien mieć możliwość uczestniczenia w kulturze nawet, jeśli go nie stać na kupno wszystkich interesujących go utworów.

Po drugie, nie można stawiać znaku równości między kopią książki, utworu muzycznego, filmu a workiem kartofli czy rowerem. Zabranie komuś tych ostatnich powoduje, że pierwotny właściciel je traci, już nie może z nich skorzystać. Skopiowanie czyjejś książki, muzyki, filmu nie pozbawia właściciela jego własności. Może dalej ich używać i na nich zarabiać. Jeśli coś traci, to spodziewany zysk.

Można oczywiście powiedzieć, że ten zysk mu się za wykonaną pracę należy. To prawda. Trzeba jednak zauważyć, że normalnie do zapłacenia za wykonaną prace potrzebna jest jakaś umowa między twórcą a odbiorcą. Tu jej nie ma. Twórca zakłada, że zysk osiągnie. I często przy szacowaniu strat chyba nawet nie bierze pod uwagę tego, że ściągnięcie utworu nie oznacza jeszcze korzystania z niego. Przecież nie każdy, kto w księgarni bierze książkę do ręki, zaraz ją kupuje.

Czy pomogłyby w rozwiązaniu problemu miejsca w sieci, w których za rozsądną cenę można by kupić poszukiwane materiały? Tak bywa z dostępem do niektórych e-gazet.  W każdym razie sprawa własności intelektualnej w dobie ksero, mp3 i Internetu na pewno wymaga mądrych uregulowań. Także moraliści powinni to zagadnienie gruntownie przedyskutować. Nie sprzeciwiamy się temu. W imię prawdy i uczciwości nie możemy jednak się zgadzać na spłycanie zagadnienia. I stawianie znaku równości między dobrami materialnymi i tworami kultury.

Dodać oliwy do ognia? W argumentacji teologów dość często wychodzi się od tezy „już w Piśmie świętym”.  W Piśmie Świętym Pan Jezus, nie szanując praw autorskich do receptury chleba, paroma karmi całą rzesze. W cudowny sposób go powiela. Dwa razy. I to tak, że Jego uczniowie po każdym zbierają kosze ułomków. A przecież mieszkańcy okolicznych wiosek też mogli zżymać się, że nie sprzedali tego chleba, który napiekli widząc idące za Jezusem tłumy. Interpretacja naciągana? Możliwe. Ale powinniśmy o tym rozmawiać, a nie godzić się na dyktat jednej ze stron tego konfliktu.

Przeczytaj: Po siódme: Nie kradnij na Chomiku

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
  • Gość
    30.04.2010 08:35
    W tym całym bełkocie o rzekomo już istniejącą "własność intelektualną" nie zwraca się uwagi na jeden szczegół: czy w zasadzie ta ideologia(tutaj: własność intelektualna), która każe nam upraszczać rzeczywistość, dopóki nie ujrzymy rzeczywistości zgodnie z zaleceniami jej lobbystów, nie jest kradzieżą? Jak inaczej nazwać to, że niby kupując rzeczy w markecie, producent ogranicza nam nasze swobody do tejże rzeczy, a także narzuca zobowiązania typu fałszywego zeznawania w sądzie na jego korzyść(licencja World Of Goo dystrybuowana wraz z CD Action - potem podam numer wydania)? Dla mnie jest to kradzież.

    Możesz nie kraść rowerów, nie kraść czasu(zgodnie z ideologią własności intelektualnej, to kradzież czasu jest kradzieżą pieniędzy, bo ktoś może zarabiać w nienormowanych godzinach pracy), ale za to dokonujesz kradzieży rzeczy, za które ci zapłacono -> Własność Intelektualna, to kradzież.
  • Jaqb
    30.04.2010 16:26
    Przyznam, że jestem bardzo zdziwiony Pańską argumentacją. Dlaczego?

    Zacznę od biblijnego przykładu, który Pan przytoczył, dot. „powielania” chleba. Stwierdza Pan, że mieszkańcy okolicznych wiosek mogli zżymać się, że nie sprzedali swojego chleba, jako odniesienie do tego, że przecież autor, twórca nie traci niczego przy "powielaniu" (choć ja osobiście wolę nazywanie rzeczy po imieniu, więc dalej będę mówił o kradzieży). Proszę sobie tylko zadać pytanie, czy na to, aby ten chleb mógł zostać „powielony”, piekarz poświęcili swój czas i wysiłek? Nie wydaje mi się… chyba, że pójdziemy dalej w absurdalnych porównaniach i stwierdzi Pan, że stworzył oni pierwowzór (acz nadal – nie on pierwszy!). Proszę jednak zwrócić uwagę, że chleb „powielony” w ten sposób nie był wykonany na „cudzych plecach”, przy wykorzystaniu pracy kogoś innego.

    Przy tworzeniu jakiegokolwiek dzieła (książki, utworu muzycznego, gry czy programu komputerowego, filmu), jego autor (a często cały zespół) pracuje, wkładając swoje umiejętności, talent, pobierane wcześniej nauki, środki techiczne. Najczęściej, gdyby chciał to dzieło sprzedać w jednym tylko egzemplarzu, to kosztowałoby ono znacznie więcej. Cena jest dostosowana do możliwości przeciętnego odbiorcy, właśnie dlatego, że zakłada ona, sprzedaż określonej ilości. Dlaczego chce Pan odebrać autorowi prawo do godziwego wynagrodzenia za jego prace? Dlaczego uważa Pan, że pracę robotnika, który pracuje w fabryce trzeba chronić, broniąc go przed złodziejami, a pracy twórcy już nie? Przecież gdy okradziony twórca nie otrzyma wynagrodzenia za swój wysiłek, nie będzie mógł sobie kupić samochodu; efekt będzie taki sam, jakby ukradł Pan robotnikowi jego samochód. Oczywiście utwór, o którym mowa mógłby być gniotem i nikt go nie kupi, zatem twórca i tak musiałby chodzić pieszo… ale tego nie powinniśmy oceniać dopuszczając możliwość okradzenia go z jego ciężkiej pracy. Zatem tak – kradzież worka ziemniaków jest dokładnie taką samą kradzieżą, jak ściągnięcie z sieci filmu.
    Skoro ktoś twierdzi, że i tak by nie kupił danego utworu, to niech z niego nie korzysta – wszak nie ma takiego obowiązku.

    Powiem więcej - kradnąc utwór, okrada Pan nie tylko jego twórcę, ale również (a może przede wszystkim) inne osoby, które są uczciwe i w ich systemie kradzież utworu, to taka sama kradzież. Wszak cena każdego produktu jest pochodną kosztu jego wytworzenia oraz marży. Skoro koszt wytworzenia utworu jest niezależny od liczby jego nabywców, to liczba nabywców wprost przekłada się na cenę jednostkową. Zatem im więcej osób dojdzie do wniosku, że ukradnie utwór, tym jego cena jednostkowa będzie musiała być wyższa, aby pokryć ten koszt. Dlaczego oczekuje Pan ode mnie, abym płacił za to, że nie szanuje Pan cudzej własności?

    Idąc dalej proponuję, aby poważnie zastanowił się Pan nad kupowaniem biletu na pociąg, tramwaj, autobus. Przecież, gdy nie kupi Pan biletu a będzie Pan korzystał z tej formy transportu, to wg Panskiej logiki nikt nic nie straci (no po za tymi wszystkimi „frajerami”, którzy kupując bilet, musieli również zapłacić za Pański przejazd) – wszak pociąg jechałby niezależnie od tego, czy kupi Pan bilet, czy nie. Zresztą – dlaczego ograniczać się tylko do środków transportu – warto rozszerzyć to również na kina, teatry, muzea, filharmonie (wszak to również dobra kultury!).

    Takie myślenie jest niestety niezwykle krótkowzroczne. Pozostając przy porównaniach logistycznych – jeśli wszyscy mieliby równie wąską definicję kradzieży co Pańska, to nikt nie kupowałby biletów na autobus. Czy myśli Pan, że autobusy nadal jeździłyby po naszych ulicach? Czy sama łatwość dokonania kradzieży (wszak kopiując w domu najnowszy film, prawdopodobieństwo spotkania „kanara” jest dużo mniejsze niż w autobusie) i brak jej widocznych efektów od razu jest jej usprawiedliwieniem? Dlaczego nie pochwala Pan „powielania” na kserokopiarce biletów do opery? Wszak właściciel oryginalnego biletu nic nie straci - nadal będzie miał swój bilet?! Odpowiadam - bilet jest tylko pewnym sposobem wyrażenia wartości, którą Pan nabył - wysiłku artystów, którzy dostarczają Panu rozrywki. Koszt nośnika, czyli papieru na którym wydrukowany jest bilet, jest wtórna. Tak samo koszt nośnika i jego zapisania jest wtórny do wartości, którą Pan nabywa kupując utwór.

    Zgoda, że wyliczanie swoich strat na podstawie ukradzionych egzemplarzy nie jest precyzyjne, bo nie każdy złodziej kupiłby utwór, gdyby nie mógłby go ukraść. Za pewne kwoty strat, które podają żądający ochrony ich dóbr są przez to zawyżone, ale czy to powoduje, że to nie jest kradzież? Czy jeśli ukradnę 5 zł., to będę mniej złodziejem, niż ukradnę 50 mln.? Czy ma to jakikolwiek wpływ na przyzwolenie dokonywania takiej kradzieży?
    Dlaczego nie uważa Pan, że wolno kraść kiepskie produkty w supermarkecie – przecież i tak się nie sprzedadzą i trzeba je będzie zutylizować (za co producent poniesie jeszcze dodatkowe koszty)? Przecież producent nic by nie stracił? Dlaczego pozwala Pan dysponować swoją własnością producentowi jogurtów, a już np. muzykowi nie?

    Kolejny argument – nie stać mnie, a powinienem mieć do tego dostęp. Naprawdę trudno podjąć polemikę z takim myśleniem. Mi również może podobać się Pański samochód, ale nie posuwam się od razu do kradzieży, aby go pozyskać. A może umówimy się, że będę jeździć Pańskim samochodem, wtedy kiedy Pan z niego nie korzysta? Powołuje się Pan na zasadę powszechnego przeznaczenia dóbr. Rozumiem, że dobra kultury, są bardzo ważnymi w życiu człowieka i każdy powinien mieć do nich dostęp. Ale czy zaspokojenie głodu nie stoi wyżej w hierarchii podstawowych potrzeb człowieka? Dlaczego zatem uważa Pan, że kradzież w supermarkecie jest zła i powinna być powszechnie potępiana, natomiast kradzież cudzego wysiłku jest już jak najbardziej akceptowalna?

    Zgodzę się z Panem, że warto rozmawiać na temat zakresu ochrony praw autorskich. Zgadzam się, że często brakuje miejsc w sieci, w których można byłoby kupić to na co ma się ochotę. Nie jest to jednak żadne usprawiedliwienie dla kradzieży. I nie jest to spłycanie tematu.

    To co najbardziej mnie martwi, że to właśnie Pan podał kilka argumentów, które nieustannie, bez przemyślenia powtarza wiele osób. Zapomniał Pan tylko, że do momentu, gdy robi to anonimowa osoba, wpisująca swoje uwagi w komentarzach na Onecie, to ma to inną wagę niż wypowiedź naczelnego portalu o profilu katolickim, który siłą rzeczy będzie postrzegany jako autorytet w dziedzinie moralności. Swoim tekstem poczynił Pan wielką szkodę wielu osobom – ponieważ wielu już cytuje Pański tekst, jako autorytetu, który twierdzi, że piractwo jest ok. Mam świadomość, że nie taka była intencja Pańskiego tekstu, ale przedstawiając tak powierzchowne argumenty, usprawiedliwiając kradzież (chociażby różnicując ją od innych typów złodziejstwa) niestety tak jest Pan odbierany. Ze strony takiego wydawnictwa jak Pańskie oczekiwałbym większej odpowiedzialności za słowo.
  • Ewangelizator
    10.05.2010 19:52
    Na chomiku książki elektroniczne w tym wypadku katolickie. Uważam że jest to rodzaj ewangelizacji w internecie i nie można w tym przypadku przedkładać mamony nad ewangelizacją, nawet jeżeli wydawnictwa katolickie miałyby tylko troszeczkę stracić. Trzeba wziąć pod uwagę że ebooki dla wielu są zachętą do kupienia książki drukowanej bo nie lubią wersji elektronicznej.
    Nikt nie powiedział że ewangelizacja jest łatwa, a wystarczy lekko zrezygnować z małej ilości pieniędzy aby słowo boże mogło dotrzeć do internautów o różnych poglądach. Uważam że internet jest to dobre miejsce na ewangelizacje i trzeba dostarczyć, dobre wartościowe pozycje aby zainteresować różnych ludzi. Proszę zauważyć jaką trzeba mieć motywację, wiarę aby wykonać takiego ebooka, być może niejeden zrozumie i się nawróci.

    P.S. pieniądze to nie wszystko, a nawrócenie chociażby jednego to radość w niebie.
  • WRz
    23.06.2010 12:35
    Piękny tekst! Mądry i przemyślany. A ostatni akapit jest niesamowity, gratuluję :D
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    6°C Środa
    dzień
    7°C Środa
    wieczór
    5°C Czwartek
    noc
    2°C Czwartek
    rano
    wiecej »