Niebezpieczny zakręt

Hiszpania przeżywa poważny kryzys polityczny. Grozi jej nawet rozpad państwa.

Niedawne wybory w Hiszpanii zdecydowanie wygrała lewicowa partia PSOE (Partido Socialista Obrero Español – Socjalistyczna Robotnicza Partia Hiszpanii). Tytułowy niebezpieczny zakręt nie oznacza jednak skrętu w lewo, tak samo jak zwycięstwo przed trzema laty tradycyjnie uważanej za prawicową PP (Partido Popular – Partia Ludowa) nie oznaczało skrętu w prawo. Jeśli policzymy głosy za prawicą i lewicą w obu tych głosowaniach, zobaczymy, że nic pod tym względem się nie zmieniło. Zarówno na jeden, jak i na drugi blok głosowało za każdym razem po około 11 milionów Hiszpanów. Trzy lata temu głosy na lewicę rozbiły się jednak na dwie partie, a teraz głosy na prawicę – aż na trzy. Ani prawica wtedy, ani lewica teraz nie są jednak w stanie samodzielnie zbudować większościowego rządu. Niebezpieczny zakręt to jednak coś więcej. To głęboki kryzys zarówno lewicy i prawicy, które szukają na nowo swej tożsamości, jak i ustroju państwa, tzw. estado de autonomías, który był dumą Hiszpanii, a obecnie prowadzi do jej rozpadu. Kilka najbliższych lat rozstrzygnie, czy Hiszpania pokona ten zakręt.

Hiszpańska droga do demokracji

Kiedy Polska odzyskiwała niepodległość, za wzór powszechnie stawiano nam właśnie Hiszpanię. Kraj z drugiego końca Europy pokazał – tak się wówczas wydawało – jak przezwyciężyć dziedzictwo dyktatury i zbudować nowoczesne, dobrze zorganizowane państwo bez konfliktów społecznych. Nazywano to hiszpańską drogą do demokracji.

Po śmierci generała Franco w 1975 roku prawica i lewica dogadały się, by nie rozgrzebywać ran z czasów wojny domowej (1936–1939). W 1978 r. uchwalono nową konstytucję, która uzyskała powszechną akceptację. Podzielono kraj na tzw. comunidades, autonomicznie zarządzane regiony. Kraj praktycznie, choć nie nominalnie, stał się federalny. Miało to być lekarstwem na tendencje separatystyczne, które wtedy istniały w trzech regionach – Katalonii, Kraju Basków i Galicji.

Początkowo system działał znakomicie. Gospodarczo kraj rozwijał się dynamicznie. Rozsądnie zarządzane główne partie (PSOE i PP) zdominowały scenę polityczną, a ekstremiści po obu stronach zostali zupełnie zmarginalizowani. Tendencje separatystyczne w Galicji wygasły, a w Kraju Basków udało się skłonić terrorystów do rezygnacji z przemocy.

Dwie Hiszpanie – czerwona i czarna

Pierwsze zgrzyty stały się widoczne za rządów socjalisty José Luisa Rodrígueza Zapatero, który porzucił umiarkowanie poprzedników i zaczął wprowadzać „postępowe” reformy motywowane ideologicznie. Równie niebezpieczne dla Hiszpanii było jednak to, co działo się podskórnie. Specyfiką hiszpańską jest to, że – jak wcześniej zaznaczyłem – w tym kraju podział na lewicę i prawicę jest bardzo stabilny i dzieli naród równo na połowę. Żadna z tych połówek nie może uzyskać znaczącej przewagi. Zarówno prawica, jak i lewica, żeby rządzić, zwykle musiały wchodzić w koalicję z separatystami katalońskimi i baskijskimi. To oznaczało kolejne ustępstwa wobec ich żądań i coraz większą autonomię tych regionów. Katalonia i Kraj Basków mają np. własną uzbrojoną policję. Madryt nie ma też żadnych kompetencji w dziedzinie oświaty. Prowadzi to do takich sytuacji jak w baskijskiej prowincji Álava, gdzie ponad 90 procent ludzi mówi wyłącznie po hiszpańsku, ale nie ma szkół z hiszpańskim językiem wykładowym. Wszystkie są baskijskie. W Katalonii separatyści całkowicie zmienili program nauczania historii, z kompletną pogardą dla prawdy historycznej. Przedstawiają Hiszpanię jako obcego okupanta, a separatyzm – który w rzeczywistości powstał pod koniec XIX wieku – jako odwieczną tendencję niepodległościową. Ta propaganda dała rezultaty i wyrosło całe pokolenie fanatycznych nacjonalistów. Katalonia w 2017 r. podjęła próbę oderwania się od Hiszpanii. Wprawdzie separatyści nie mają jeszcze wystarczającego poparcia we własnym społeczeństwie – zwolennicy i przeciwnicy niepodległości dzielą się mniej więcej na pół – ale bez przejęcia oświaty przez Madryt katalońskich separatystów będzie coraz więcej. Nieszczęście Hiszpanii polega na tym, że również teraz zwycięska PSOE może sformować większościowy rząd wyłącznie z wrogami Hiszpanii.

Kryzys czerwonej Hiszpanii

Lewackie reformy Zapatero nie zaspokoiły oczekiwań czerwonej Hiszpanii, tylko jeszcze bardziej je rozbudziły. Pięć lat temu powstała partia Podemos (Damy Radę), która jest nowym wcieleniem komunizmu. Starzy towarzysze odeszli na zasłużoną emeryturę, a czerwony sztandar podnieśli młodzi, dynamiczni, bez kompleksów. I nagle okazało się, że Zapatero nie jest aż tak skrajny, jak się wydawało. Dla lidera Podemos Pablo Iglesiasa wzorem państwa są Kuba i Wenezuela, głównym celem realizacja żądań środowisk LGBTI oraz ideologii gender, a ekonomiczne zasady gospodarki rynkowej w ogóle go nie obchodzą. I z dnia na dzień okazało się, że socjaliści stracili połowę wyborców. W 2016 roku na PSOE i Podemos głosowało po około 5,5 miliona osób, co pozwoliło wygrać wybory prawicy.

Socjalistom udało się jednak teraz przezwyciężyć kryzys, bo Pablo Iglesias wsparł katalońskich separatystów, co zraziło część jego wyborców. Poza tym kupił sobie drogą willę, co zraziło innych. No i rozleciał się podziwiany przez niego reżim w Wenezueli, co zraziło kolejnych. W rezultacie w obecnych wyborach ponad milion komunistów znów zagłosowało na PSOE. Wzmocniony wyborami premier Pedro Sánchez zapewne spróbuje jednak stworzyć rząd mniejszościowy, bo kiedy znajdował się w koalicji z komunistami, nie mógł nawet uchwalić budżetu. Hiszpania wciąż nie ma budżetu na 2019 rok!

Jeśli Pedro Sánchez uzależni się od komunistów i separatystów, straci poparcie umiarkowanych wyborców lewicowych, którzy przejdą do centrowego Ciudadanos (Obywatele). To trzecia partia w kraju, która zdobyła tylko o 220 tys. mniej głosów niż PP, niedawny hegemon na prawicy. Wyjściem byłaby dla niego koalicja z tą partią, ale Albert Rivera, lider Ciudadanos, zbudował swoją pozycję polityczną na krytyce Sáncheza, więc koalicja nie wchodzi w grę.

Kryzys czarnej Hiszpanii

Były premier Mariano Rajoy, choć miał absolutną większość w parlamencie po upadku Zapatero, nie odważył się odwołać jego reform, prowadził też bojaźliwą politykę wobec separatystów. W dodatku podczas jego rządów wybuchło kilka skandali korupcyjnych. Nowy lider PP, Pablo Casado, zwrócił partię na prawo, ale zabrakło mu czasu, żeby odzyskać wiarygodność. W rezultacie stracił część (1,4 mln) centrowych wyborców, którzy odeszli do Ciudadanos, i część (1,6 mln) prawicowych, którzy zagłosowali na nową partię Vox.

Na prawicy są więc teraz trzy partie, co najmniej o jedną za dużo. Wydaje się, że przyszłość należy do Ciudadanos i Vox, a PP może nawet się rozlecieć.

Promyk nadziei

W tej trudnej sytuacji pojawił się promyk nadziei. To właśnie partia Vox. Stworzyli ją dysydenci z PP, którzy mieli dość uległości Mariano Rajoya wobec PSOE. Pierwsze reakcje Hiszpanów na nową partię były niechętne, bo mainstreamowe media z miejsca określiły ją jako faszystowską albo przynajmniej skrajnie prawicową. Do końca kampanii wyborczej była dyskryminowana. Jej lidera nie dopuszczono do przedwyborczych debat telewizyjnych, a media zniekształcały jego wypowiedzi, przeinaczając je lub wyrywając z kontekstu. Robiły tak również media prawicowe, obawiając się konkurencji Vox dla PP. Pablo Casado apelował też o tzw. voto útil (głos użyteczny), sugerując, że głos na Vox może się zmarnować, skoro ta partia nie ma szans.

Mityngi Vox stały się jednak społecznym fenomenem. Przychodziło na nie kilka razy więcej ludzi niż na mityngi innych partii. Vox, który jeszcze rok temu w sondażach nie miał więcej niż pół procenta głosów, zdobył 10,3 procent (2,6 mln głosów) i 24 mandaty w 350-osobowym Kongresie. To niewiele, ale głos Vox (vox – po łacinie „głos”) stanie się słyszalny i wkrótce wszyscy się przekonają, że liderzy tej partii to nie faszyści i rasiści. A wtedy być może wygrają następne wybory. Hasła postawienia tamy separatyzmowi, ograniczenia nielegalnej imigracji i odwołania ideologicznych ustaw uchwalonych przez lewicę znajdują duże poparcie w hiszpańskim społeczeństwie. Zwłaszcza że Vox stale podkreśla swój respekt dla konstytucji oraz demokracji i zapowiada działania wyłącznie zgodne z prawem. Warto podkreślić, że Vox jest jedyną obecnie partią, która reprezentuje poglądy chrześcijan i broni ich wartości, takich jak na przykład ochrona życia.

Vox to prawica, która stwarza też nadzieję na odrodzenie tej części sceny politycznej w Europie. Partia ta nie ma bowiem wad charakterystycznych dla podobnych europejskich ugrupowań. Nie wzywa do wystąpienia z Unii Europejskiej, jak Brytyjczycy Nigela Farage’a, nie ma żadnych podejrzanych powiązań z Władimirem Putinem, jak Francuzi Marine Le Pen, ani nie okazuje dziwnej sympatii dla niechlubnych kart z przeszłości, jak Alternatywa dla Niemiec. Santiago Abascal, lider Vox, dystansuje się wobec tych partii, w samych superlatywach wypowiada się natomiast o Węgrzech i Polsce.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
19°C Piątek
wieczór
15°C Sobota
noc
13°C Sobota
rano
19°C Sobota
dzień
wiecej »