Negocjacje ostatniej szansy

W Brukseli rozpoczynają się w poniedziałek wieczorem negocjacje ostatniej szansy między PE a rządami UE ws. unijnego budżetu na 2011 r. Jeśli zakończą się porażką, UE grozi niekorzystne dla odbiorców funduszy unijnych prowizorium oparte na skromniejszym budżecie 2010.

Tzw. koncyliacje rozpoczynają się około godz. 19 i jeśli - tak jak poprzednie w czwartek - zakończą się porażką, przyszłoroczny budżet UE składać się będzie z tzw. prowizorycznych dwunastek, czyli jednej dwunastej budżetu na rok 2010 na każdy miesiąc, co oznacza znacznie mniej środków m.in. na unijną dyplomację czy fundusz solidarności, który służy wsparciu ofiar klęsk żywiołowych, w tym powodzi.

Tuż przed koncyliacjami z PE, w poniedziałek po południu, o przyszłorocznym budżecie UE dyskutowali przedstawiciele Rady, czyli rządów państw członkowskich.

"Jest dużo lepszy klimat rozmów. Podczas gdy w czwartek około 7-9 delegacji państw UE kategorycznie odrzucało jakiekolwiek postulaty Parlamentu Europejskiego, teraz przynajmniej chcą rozmawiać" - powiedziały PAP uczestniczące w spotkaniu źródła.

Źródła bliskie negocjatorom PE były znacznie mniej optymistyczne. W rozmowie z PAP wskazały na "ogromne trudności" w przekonaniu zwłaszcza trzech delegacji (Wielkiej Brytanii, Holandii i Szwecji) do polityczno-instytucjonalnych postulatów PE. Eurodeputowani chcą przy okazji negocjacji budżetu 2011 zapewnić sobie gwarancję, że będą uczestniczyć od samego początku w negocjacjach nowej wieloletniej perspektywy UE po 2013 r. Ponadto domagają się debaty o nowych własnych dochodach UE, w tym europodatku, który zasiliłby unijny budżet, uniezależniając go w pewien sposób od obecnych narodowych składek państw członkowskich.

Te postulaty jak dotąd odrzucały jednak kraje członkowskie, argumentując, że kwestia europodatku to wyłączna kompetencja państw członkowskich (decyzja musiałaby zapaść jednogłośnie) i PE nic do tego. Londyn, a także Berlin już zapowiedziały zresztą, że nie chcą europodatku.

Poniedziałkowe koncyliacje skoncentrują się właśnie na kwestiach polityczno-instytucjonalnych. Delegacja PE, kierowana przez przewodniczącego Jerzego Buzka, już w ubiegłym tygodniu poszła bowiem na ustępstwa ws. wielkości samego budżetu. Zgodziła się na mniejszy budżet, dokładnie taki, jakiego domagały się rządy, czyli w wysokości 126,5 mld euro (wzrost o 2,9 proc. w stosunku do roku 2010). Początkowo PE domagał się wydatków na poziomie 130,5 mld euro.

"Otrzymałem silne poparcie od liderów większości frakcji politycznych, by zająć mocną pozycję w negocjacjach - powiedział w poniedziałek Buzek. - Jesteśmy rozczarowani, że mniejszość krajów wydaje się niechętna nawiązaniu dialogu z PE (w sprawie finansowania UE w przyszłości)".

W tym roku negocjacje budżetowe przebiegają wyjątkowo dramatycznie. Grupa krajów płatników netto do unijnej kasy, w której prym wiedzie Wielka Brytania, od kilku miesięcy sprzeciwia się nadmiernemu wzrostowi wydatków, wskazując na kryzys i drastyczne cięcia w narodowych budżetach. Po raz pierwszy zgodnie z Traktatem z Lizbony PE jest równoprawnym partnerem Rady ministrów finansów, jeżeli chodzi o wszystkie wydatki roczne UE. Poprzednie rozmowy kończyły się jednak porażką.

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
31 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
22°C Sobota
rano
26°C Sobota
dzień
26°C Sobota
wieczór
21°C Niedziela
noc
wiecej »