Kraj, którego nie ma

Nikt 10 lat temu nie spodziewał się, że arabska wiosna w Syrii może trwać tak długo. Nikt nie chciał wierzyć, że w przypadku tego kraju jej oddolny charakter jest najbardziej wątpliwy. Do dziś końca „wiosny” nie widać.

Co można jeszcze powiedzieć po 10 latach pisania o wojnie w Syrii? Na chłodno przyznać, że potrzeba kolejnych 10 lat, by wojna realnie się skończyła? A następnych 70 lat, by odbudować kraj? Przyznać, że podzielone i różnorodne społeczeństwo, już wcześniej nieutożsamiające się w pełni ani z centralą, ani ze sobą nawzajem, teraz tym bardziej jest nie do pozszywania? Zapłakać nad niezmiennie beznadziejnym losem kilku milionów uchodźców? Spłonąć z oburzenia, że w XXI wieku możliwa jest bezkarna „zabawa” mocarstw na cudzym terytorium? Zagłuszyć „sumienia wyrzut, że się żyje, gdy umarło tylu”?

Trudno pisać bez emocji o kraju, który jeszcze dwa lata przed wojną miałem okazję poznać z bliska. Parę lat później spotkałem w sąsiednim Libanie syryjskich uchodźców – ludzi o konkretnych twarzach, z imionami i nazwiskami, z wyuczonymi zawodami i zostawionymi w Syrii majątkami, z dziećmi, z których część urodziła się już na wygnaniu. I choćby ze względu na nich, potrzebujących stałej pomocy i środków do życia, nigdy dość pisania o wojnie, która zabrała im wszystko. O wojnie, która nie może nie być wyrzutem sumienia dla zaangażowanych w nią, również zachodnich, państw. Ale poza naturalnymi emocjami i doraźną pomocą (z Polski realizowaną m.in. przez Caritas czy Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej), syryjska katastrofa wymaga głębszej refleksji nad tym, jak to w ogóle możliwe, że jej końca właściwie nie widać.

Game over?

Jeszcze 5–6 lat temu ktoś, kto śledził na bieżąco losy wojny, był w stanie określić, kto z kim i przeciwko komu walczy, choć nigdy nie był to podział czarno-biały z dwoma czy trzema stronami, ale kompilacja przeróżnych sił i zmieniających się taktycznych sojuszy. Z biegiem lat sytuacja stawała się bardziej złożona i taka pozostała do dzisiaj, pomimo tego, że większość terytorium została odbita przez siły rządu syryjskiego (głównie przy pomocy Iranu i Rosji). Z grubsza można powiedzieć, że na większości terytorium nie toczą się już działania wojenne, a na pewno nie na taką skalę, jak jeszcze parę lat temu. Natomiast w północno-zachodniej Syrii, w prowincji Idlib, trwa regularna wojna – siły rządowe chcą odbić również ten teren z rąk głównej siły militarnej w tym regionie – salafickiej, radykalnej organizacji terrorystycznej HTS (Hayat Tahrir al-Sham – Organizacja Wyzwolenia Lewantu), która wcześniej była oficjalnie powiązana z Al-Kaidą, a do dziś stosuje dokładnie te same metody. Problem polega na tym, że siły rządowe (przy wsparciu lotnictwa rosyjskiego) nie atakują tylko bazy terrorystów, ale, mówiąc kolokwialnie, walą na oślep, bombardując wszystkie możliwe obiekty, w tym szpitale i szkoły. Tylko w chwili pisania tego tekstu na aktualizowanej ciągle mapie działań wojennych (syria.liveuamap.com) mogłem zaobserwować odnotowane działania militarne w różnych częściach kraju, głównie, choć nie tylko, w prowincji Idlib. Z jednej strony prorządowe siły zbombardowały miasto Kansafra i okoliczne wioski, z drugiej kilkaset, kilkadziesiąt kilometrów dalej antyrządowe bojówki dokonały artyleryjskiego ataku na siły prezydenta Asada. A w głębi kraju rosyjskie samoloty przeprowadziły naloty na pozycje odradzających się komórek Państwa Islamskiego. Parę dni wcześniej izraelskie lotnictwo zaatakowało znajdujące się pod Damaszkiem bazy finansowanych przez Iran milicji. I tak mniej więcej co godzinę w różnych miejscach dochodzi do podobnych „incydentów”.

W sieci sojuszy

Warto zaznaczyć, że oprócz wspomnianej organizacji HTS działają w Idlibie mniejsze grupy antyrządowe. Są utworzone w dużym stopniu z bojowników z innych krajów i o wiele bardziej radykalne niż i tak radykalna salaficka HTS. Jedna jest złożona z Czeczenów, a druga z Ujgurów, czyli muzułmanów z zachodnich Chin. Drugą główną siłą opozycyjną w Syrii była do niedawna tzw. Syryjska Armia Narodowa (nie mylić z rządową), która zajmowała terytorium na północ od Idlibu w rejonie kontrolowanym przez siły tureckie. Protureckie bojówki nie walczą bezpośrednio z siłami rządowymi, z paroma wyjątkami, dopóki więc rząd nie atakuje tej enklawy, większych walk tam nie ma.

Strona rządowa też nie jest jednolitą siłą. Regularna armia syryjska walczy non stop od 2011 roku, więc jest bardzo wykrwawiona, dlatego rząd stworzył prorządowe bojówki. Po stronie rządowej walczy bardzo dużo ochotników z Afganistanu, Iraku, Jemenu. Są również jednostki irańskie, bojówki rosyjskie, rosyjskie siły powietrzne, a do tego wszystkiego mamy jeszcze Kurdów, którzy zmuszeni są uciekać się do coraz to nowych sojuszy. Choć to oni przyczynili się w dużej mierze do pokonania Państwa Islamskiego i stali u boku Amerykanów, po wycofaniu się tych ostatnich, którzy sojuszników zostawili na pastwę tureckich bombardowań, zawarli deal z siłami rządowymi… ale i ten taktyczny sojusz zaczął się sypać, bo Asad dał do zrozumienia, że Kurdowie raczej nie mogą liczyć na dalszą autonomię w ramach państwa. Pomimo tego Kurdowie nadal są gotowi współpracować z siłami rządowymi, które osłaniają ich przed Turkami... I można by tak jeszcze długo wymieniać nazwy organizacji, zmienne sojusze i lokalne układy sił, ale czy to da nam rzeczywisty obraz tego, co dzieje się w Syrii?

Końca nie będzie?

Po 10 latach nie można ograniczać się do ciągłego analizowania części składowych tego konfliktu. Nie da się zrozumieć jego natury bez nazwania rzeczy po imieniu: Syria stała się poligonem, na którym ścierają się nie tylko interesy poszczególnych mocarstw regionalnych (Turcji, Iranu, Arabii Saudyjskiej), ale i światowych (USA, Rosji, a nawet Chin). Krótko mówiąc, cokolwiek powiemy o przesileniu w jedną lub drugą stronę, nie da się zrozumieć tej wojny bez świadomości, że główni gracze nie mają na razie interesu w tym, by ona się skończyła. A nie mają takiego interesu, bo każdy z osobna chce tę wojnę wygrać dla siebie. Iran będzie do końca walczył po stronie prezydenta Syrii, bo to nie tylko sojusznik ideowy (syryjscy alawici to sekta wyrosła na łonie szyickiego islamu, który dominuje w Iranie), ale również gwarant poszerzania strefy wpływów Teheranu. Izrael będzie nadal bombardował irańskie cele w Syrii, bo obecność Iranu przy granicy z Izraelem to, zdaniem Żydów, śmiertelne dla nich niebezpieczeństwo. Arabia Saudyjska chętnie sfinansuje kolejne sunnickie, zwłaszcza radykalne salafickie, bojówki, bo nie do przyjęcia dla Saudów jest myśl, że to szyiccy ajatollahowie mogliby wygrać walkę o rząd dusz w świecie islamu. Turcja z kolei, choć taktycznie może współpracować z jednymi i drugimi, w rzeczywistości realizuje konsekwentnie plan odbudowy sułtanatu, w którym terytorium dzisiejszej Syrii byłoby jednym z ważniejszych obszarów.

Wiosna wymuszona

Trudno powiedzieć, czy jest jakikolwiek inny podobny region na świecie, w którym wojna byłaby nierozstrzygalna właśnie ze względu na tak silne oddziaływanie sił zewnętrznych. A przecież nie trzeba dodawać, że za każdym z mocarstw regionalnych stoją też globalni gracze, przede wszystkim USA i Rosja, choć to ta druga może przypisywać sobie największe sukcesy w pokonaniu Państwa Islamskiego czy obecnie różnych salafickich bojówek terrorystycznych. A gdzie w tym wszystkim znajdują się władze Syrii? Czy są tylko niewinną stroną, która próbuje od 10 lat poradzić sobie z przysyłanymi z zagranicy bojownikami? Tak przedstawia to nie tylko syryjska, ale również kremlowska propaganda, która w ten sposób usprawiedliwia syryjskie, jak również rosyjskie zbrodnie wojenne. Problem w tym, że obaj sojusznicy – Putin i Asad – rzeczywiście walczyli przede wszystkim z organizacjami terrorystycznymi, które przybyły z zagranicy i zdominowały wszystkie autentyczne syryjskie ugrupowania antyrządowe. I tu dochodzimy do kluczowego pytania: czy pierwsze protesty i aresztowania, jakie miały miejsce 10 lat temu w mieście i prowincji Dara, brutalnie stłumione przez wojsko rządowe, były tak samo spontaniczne jak wcześniej w Tunezji, Egipcie czy Libii? Czy również do Syrii dotarła arabska wiosna, która miała na celu obalenie dyktatora, reprezentującego mniejszość alawitów, rządzących od dekad sunnicką większością? Czy rzeczywistym zapalnikiem, który uruchomił falę masowych protestów w samym mieście Dara, było aresztowanie przez reżimowe służby bezpieczeństwa grupy dzieci, które malowały na jednym z budynków antyrządowe hasło?

„Nie w naszym imieniu”

Jest faktem, że w czasie próby tłumienia tych manifestacji przez syryjskie siły porządkowe zginęło co najmniej kilkanaście osób, co jednak nie powstrzymało demonstrantów. Wtedy do miasta skierowano pododdziały rządowej Syryjskiej Armii Arabskiej, które otoczyły miasto i rozpoczęły jego pacyfikację. Zginęły kolejne setki cywilów i żołnierzy. Nie ma wątpliwości, że powody do buntu i ciśnienie, aby usunąć Asada były w sunnickiej większości ogromne. I nie da się niczym usprawiedliwić brutalnego działania sił rządowych. Ale od samego początku wszystko to sprawiało wrażenie dobrze zaplanowanej prowokacji, której celem było podpalenie kraju i obalenie Asada… ale nie tyle przez Syryjczyków, ile przez ościennych wrogów, którzy chcieli w tym celu posłużyć się Syryjczykami. To podejrzenie przeradzało się w pewność wraz z kolejnymi latami wojny. Sami członkowie dotychczasowych oddziałów antyrządowych przyznawali, że chcieli obalić Asada, ale nie rękami obcych, nieznanych im, przybywających nagle z zagranicy, radykalnych organizacji bojowych, które zaczęły terroryzować również wewnętrznych przeciwników rządu syryjskiego niegodzących się na współpracę pod ich sztandarami.

Pisząc to wszystko, mam cały czas przed oczami poznanych w Libanie uchodźców – nauczycielkę, która uciekła z dwójką dzieci, mąż zginął w ich domu; lekarza, wybitnego chirurga, który nie chciał wyjechać do Niemiec, ale został w obozach z innymi uciekinierami; wdowę po właścicielu dobrze prosperującego sklepu, zniszczonego w czasie jednego z ataków, i wielu innych. Mam też w pamięci dwoje znajomych z Damaszku, którzy od 10 lat nie odpowiadają na SMS-y. Jeśli jeszcze żyją, pewnie najmniej interesują się tym, kto z kim, o co i przeciwko komu w tej wojnie walczy. Wszyscy mają poczucie, że oni należą do największych przegranych.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
21°C Poniedziałek
wieczór
18°C Wtorek
noc
15°C Wtorek
rano
23°C Wtorek
dzień
wiecej »