Rodzice zmarłego dziecka ogłosili zbiórkę na aparat USG

Rodzice zmarłego chłopca, który przez dwa miesiące był pacjentem Kliniki Intensywnej Terapii i Wad Wrodzonych Noworodków i Niemowląt Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi, ogłosili zbiórkę pieniędzy na zakup mobilnego USG. "Chcemy, aby ta śmierć przyniosła dobro" - mówią.

"Walka o życie Dawida trwała dwa miesiące. Jego rodzice od początku byli przygotowani na to, że będzie ona bardzo trudna. Chłopiec miał ciężkie wady wrodzone, m.in. dziecko praktycznie nie miało połowy serca. Takiej wady nigdy nie udaje się całkowicie wyleczyć. Kardiochirurdzy mogą wykonać tylko zabiegi prowadzące do wytworzenia sztucznego krążenia, a jak dochodzi kolejna wada - u Dawida był to niezespolony przełyk - rokowanie jest bardzo złe i większość dzieci z taką koincydencją wad po prostu umiera" - podkreśliła dr Katarzyna Fortecka-Piestrzeniewicz z Kliniki Intensywnej Terapii i Wad Wrodzonych Noworodków i Niemowląt ICZMP.

Czytaj:  Majdan, który zaprowadził ich do Rzymu

Rodzice zmarłego chłopca, Joanna i Maciej Gronkowie, są osobami wierzącymi, co - jak podkreślają - bardzo pomogło im w trudnych chwilach.

"Podczas pobytu w klinice Dawidek dostał ran odleżynowych na głowie, bo za późno dostał materacyk przeciwodleżynowy. Okazało się, że doszło do tego, bo taki materacyk jest dla szpitala przedmiotem luksusowym. Bardzo nas to poruszyło, sami ufundowaliśmy jeden, a na drugi zebraliśmy pieniądze na pogrzebie. Wiemy, że potrzeb na tym oddziale jest o wiele więcej, dlatego ogłosiliśmy zbiórkę na portalu Zrzutka.pl na mobilny aparat USG, którego wartość to 490 tys. zł" - opowiadają.

Jak podkreślili, nie mają żadnych pretensji czy żalu do lekarzy i pielęgniarek z Kliniki, ponieważ podczas spędzonych przy łóżeczku chorego dziecka tygodni widzieli, że opiekowano się nim "na 100 procent".

"Pan Bóg wlał nam w serce tę myśl, że skoro Dawidek umarł i nie udało się go uratować, to możemy pomóc innym dzieciom. Potrzeb jest dużo więcej i mamy nadzieję, ze uda nam się tych pieniędzy zebrać jeszcze więcej. Na oddziale leżą dzieci z całej Polski. Materacyk przeciwodleżynowy kosztuje ok. 3 tys. zł. To nie jest wielki koszt. Potrzebne są jeszcze dwa - to marzenia na wyciągnięcie ręki. Te dzieci cierpią, rodzice siedzą przy inkubatorach, nawet nie wiedzą, że potrzebne są takie materacyki; moim zdaniem każde dziecko powinno go dostać" - uważa Maciej Gronek.

Czytaj:  Ewa Kowalewska: Chcemy pokazywać piękno maleńkiego dziecka i otaczać je miłością

Na prośbę organizatorów zbiórki, personel oddziału przygotował "listę marzeń", na której wypisał sprzęt o łącznej wartości ponad 1 mln zł, im.in. mobilne aparaty: USG, RTG i EKG, pompy infuzyjne, skaner żył, mieszalnik gazów, łóżeczko transportowe, dwa materace przeciwodleżynowe, medyczne bezwodne podgrzewacze do butelek. Zbiórkę można znaleźć pod adresem https://zrzutka.pl/vgd7gh

Zdaniem dyrektorki ICZMP prof. Iwony Maroszyńskiej, potrzeby sprzętowe Instytutu są duże i dotyczą wszystkich klinik - zwłaszcza intensywnej terapii i bloków operacyjnych.

"Największe problemy są z drobnym sprzętem, wykorzystywanym w codziennej pracy, bo na ten duży znajdują się pieniądze z Ministerstwa Zdrowia czy środków unijnych. My też odczuwamy skutki inflacji - ceny leków i drobnego sprzętu poszły w górę, a wycena usług medycznych się nie zmieniła. W skali szpitala drobiazgi, które kosztują 1-2 zł, np. sondy codziennego użytku, gdzie co 3 godziny musimy mieć nową, generują ogromne koszty" - wyjaśniła.

Maroszyńska zauważyła, że fakt, iż ICZMP jest ośrodkiem o najwyższej referencyjności, nie ma większego znaczenia przy wycenach procedur.

"Zapalenie płuc u dziecka leczone w małym szpitalu, które trafia do nas, nie jest już tą sama chorobą - bo z jakiegoś powodu tego pacjenta nie udało się tam wyleczyć. Mamy więc bardziej chore i wymagające dziecko, które będzie leczone dłużej - a dostajemy dokładnie tyle samo, co tamten szpital" - zaznaczyła.

W opinii dyrektor ICZMP bardzo często jest tak, że ta sama procedura u dziecka jest gorzej wyceniona, niż u dorosłego.

"Tymczasem u dziecka - paradoksalnie, mimo że jest ono mniejsze - leczenie kosztuje więcej. Na przykład niedrożność przewodu pokarmowego - dorosły jest wybudzony po zabiegu i wkrótce wychodzi do domu. Niemowlę trafia po operacji na intensywną terapię, potem na oddział przejściowy, gdzie mama musi nauczyć się nim opiekować. Albo badanie rezonansowe - u małego dziecka trudno jest wykonać je bez znieczulenia - potrzebny jest anestezjolog. Co z tego, że zużywamy mniej leku, skoro płacimy za całą niepodzielną ampułkę" - wylicza prof. Maroszyńska.

Dlatego Instytut z wdzięcznością przyjmuje pomocowe inicjatywy rodziców małych pacjentów, chociaż w gronie osób, których dzieci zmarły, z oczywistych powodów nie są one zbyt częste.

"Kilka razy tak się zdarzyło. Jedni rodzice nawet założyli fundację, która funkcjonuje do dziś. Zwykle po śmierci dziecka rodzice przychodzą dziękować nam za opiekę. To jest z jednej strony miłe, bo w sposób prawdziwy oceniona jest nasza praca, ale emocjonalnie jest to dla obu stron bardzo trudne" - dodała prof. Maroszyńska.

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
31 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
24°C Środa
wieczór
22°C Czwartek
noc
18°C Czwartek
rano
23°C Czwartek
dzień
wiecej »