Jak dwie krople wody

Te kobiety nigdy się nie spotkały. Bo spotkać się nie mogły. A jednak ich przyjaźń trwała całe życie. Takie rzeczy zdarzają się tylko w bajkach. Albo w świecie wiary.

Porażająca tajemnica
Wszystko skrupulatnie zapisywała w dzienniczku. Jednak gdy mistrzyni nowicjatu kazała spalić tę książeczkę, Dulcissima bez skargi wykonała polecenie. Była posłuszna, choć bardzo wiele ją to kosztowało.
Wydawać by się mogło, że była jakimś mocarzem ducha. Na zdjęciach na mocarza nie wygląda. Sympatyczne, uśmiechnięte dziewczątko. Ale nie zawsze było jej do śmiechu. Po wstąpieniu do klasztoru zaczęła chorować... Straszne bóle głowy, paraliże połączone z okresami braku przytomności, to tylko niektóre z jej cierpień. Później, zwłaszcza w piątki, dołączył się ból w dłoniach, stopach i boku. To stygmaty, znaki męki Chrystusa. Dulcissima ubłagała Boga, by rany te nie były widoczne dla innych, ale ludzie i tak wiedzieli, że ta cicha, uśmiechnięta kobieta nosi w sobie jakąś porażającą, nadprzyrodzoną tajemnicę.

Przeżywała wielkie cierpienia psychiczne, tzw. dni Ogrójca, ale mimo to podnosiła zawsze głowę do góry. Tuż po rozpoczęciu życia zakonnego wykryto u niej guza mózgu. Cierpiała na zaburzenia słuchu, pamięci i mowy. Na skutek paraliżu nie mogła się poruszać o własnych siłach. Ofiarowała Bogu swe oczy. Straciła wzrok.

– Z kim ona rozmawia? – zdziwiła się czuwająca przy łóżku chorej Dulcissimy siostra Klotylda Kaczmarczyk. Rozejrzała się. W pokoju nie było nikogo. – To nie wiedziałaś, że do niej przychodzi sama Mała Tereska? – wyjaśniły siostry. „Pojęłam, czym jest prawdziwa chwała. Ten, którego królestwo nie jest z tego świata, ukazał mi, że prawdziwa mądrość polega na tym, by chcieć być nieznanym i uważanym za nic, by szukać radości w oderwaniu od siebie” – opowiadała Tereska. Helena słuchała z zapartym tchem.

Nie bójcie się, Dulcissima idzie
Dulcissima cierpiała, ale z tego cierpienia robiła niesamowity użytek. O ile mogła, odwiedzała, podpierając się kulami sąsiadów klasztoru, zwłaszcza tych, których dotknęły nieszczęścia. Jan Darowski, mieszkający w Londynie poeta i krytyk literacki, zachorował w dzieciństwie na szkarlatynę. Stracił wzrok i słuch.

Lekarze nic nie mogli poradzić. – Któregoś dnia mama zawołała: „Nie bójcie się, Dulcissima idzie, ona was uzdrowi” – opowiada brat Jana, Kazimierz, również wówczas chory. – Ona tak nas przytuliła, położyła ręce na głowach i modliła się. Potem podobno powiedziała mamie, że ofiarowałaby swoje oczy, żeby Janek mógł widzieć. Janek rzeczywiście odzyskał wzrok i słuch, co lekarz uznał za cud. Dulcissima w tym samym czasie... przestała widzieć.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5
8°C Niedziela
rano
19°C Niedziela
dzień
20°C Niedziela
wieczór
16°C Poniedziałek
noc
wiecej »