Przyswajalność prezentu

Ludzie winią Boga, że się do nich nie uśmiecha, a nigdy Mu w twarz nie spojrzą.

Tegoroczne święto Narodzenia Maryi przypadło w niedzielę. Jakoś mi się po głowie tłukło, że tego dnia będą prezenty, tyle że – nietypowo – rozdawane przez Solenizantkę. Nawet modląc się rano z żoną i dziećmi, z góry wyraziliśmy podziękowanie „za prezenty, które dziś otrzymamy”. Potem z chłopcami pojechałem na Mszę odpustową do sanktuarium Matki Bożej Uśmiechniętej w Pszowie. Na imprezie urodzinowej u Maryi więc też byliśmy.

Po powrocie do domu mój 8-letni syn pyta: „Tato, czy są w Polsce jeżdżące czołgi T-34 (takie typu Rudy 102)? I żeby można było do nich wejść?”. Bo tak się składa, że moi synowie, podobnie jak ich ojciec, lubią historyczne militaria. „Pewnie gdzieś są, może w Muzeum Wojska Polskiego…” – odpowiedziałem niepewnie. Synowie oczywiście chcieli jechać tam jak najszybciej, nie dałem im jednak nadziei na najbliższe półrocze. W tym jednak momencie żona, prowadząc rozmowę przez telefon, dowiedziała się, że 5 kilometrów od naszego domu trwa festyn z wystawą sprzętu wojskowego. No to jedziemy. A ja, niedowiarek, powściągam nadzieje dzieci: „Nie liczcie, że tam będzie jakiś czołg, bez przesady, na taki festyn przywiozą karabiny, może najwyżej jakieś działka”.

Podjeżdżamy, ludzi multum, a za płotem widzę ciężarówki wojskowe, haubicę i stojący na lawecie… czołg T-34. Podchodzimy, a tu uzbrojeni powyżej zębów mundurowi odsuwają ludzi, bo czołg… zaraz zjedzie z lawety. I rzeczywiście, za chwilę zjeżdża, skręca z rykiem silnika, obraca wieżyczkę…

„To nie do wiary” – myślę sobie. Ale to jeszcze nie koniec. Po chwili z włazu wychodzi „kierowca”, dzieciarnia obsiada czołg, moje dzieci wchodzą do środka jako jedne z pierwszych. Wszystko obejrzane, dotknięte, przetestowane. No, no… Maryja zna się na militariach.

I co? Czy Pan Bóg nie ma poczucia humoru? Ma. I nie da się prześcignąć w hojności, czego wielokrotnie doświadczają ci, co wybrali Jezusa jako Pana swojego życia. Bo wbrew pokutującemu przekonaniu Bóg nie skąpi nam przyjemności i nie lubuje się w przytłaczaniu nas cierpieniem. To nie jest tak, że gdy Bóg idzie człowiekowi na rękę, to znaczy, że mu za chwilę tę rękę złamie.

„Oj, widzę, że cię Bóg przygotowuje na doświadczenie” – usłyszała niedawno znajoma, gdy opowiedziała o cudach łaski, jakie się jej właśnie zdarzyły. Bo się komuś wydało, że Bóg ma taką wagę z dwiema szalami. Jak położy coś na szali „przyjemność”, to zaraz musi przywalić z drugiej strony jakimś paskudztwem, żeby była równowaga.

Co to za obraz Boga? On już nas odkupił i nie potrzebuje naszych zwieszonych głów, ponurych min i zasypywania każdej radości górą popiołu. Jeśli jest problem, to nie z brakiem prezentów od Boga, tylko z tym, że ludzie nie chcą ich przyjmować. Gdy przychodzi od Niego paczka, odsyłają ją, bo nie znają nadawcy albo wzywają saperów, żeby ją zdetonowali.

Ewangelia to dobra nowina, a nie manifest cierpiętnictwa. Jezus uzdrawia, wskrzesza, wyrzuca złe duchy. I, owszem, wzywa też do niesienia własnego krzyża – ale kto Mu zaufa, temu i krzyż sprawi niespodziankę.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7
11°C Środa
noc
8°C Środa
rano
14°C Środa
dzień
15°C Środa
wieczór
wiecej »