Kto podpalił Syrię?

O bezpiecznym kraju, którego już nie ma, z o. Zygmuntem Kwiatkowskim, jezuitą.

Jacek Dziedzina: Wojna przerwała ponad 30-letni pobyt Ojca w Syrii. Rekolekcje ignacjańskie pod bombami nie działają?

O. Zygmunt Kwiatkowski SJ: Nikt już na rekolekcje tam nie jeździ. Ja w ostatnim okresie nie mogłem swobodnie przemieszczać się po Syrii. Nawet w samym Damaszku kontakt między jedną a drugą dzielnicą jest utrudniony. Przebywałem tam jednak w pierwszym okresie wojny i widziałem, jak stopniowo paraliż ogarnia ten kraj.

Gdy byłem tam kilka lat temu, miałem wrażenie, że to najbardziej bezpieczny kraj na świecie. Czy ceną tego bezpieczeństwa na ulicach był reżimowy zamordyzm?

Cóż, to prawda, że jeżeli na każdym rogu stoi policjant i są kamery, to trzeba się dobrze zachowywać. Ale to nie tylko zamordyzm. Po prostu tam nie było agresji w ludziach. A wobec cudzoziemców okazywano nadzwyczajną sympatię. Jechałem kiedyś autobusem. Podchodzi do mnie bileter, więc wyciągam pieniądze, a on mówi, że nie trzeba. I pokazuje mi kogoś siedzącego z tyłu – nie znam człowieka, ale jego znaczący uśmiech mówi, że zapłacił już za mnie. Jestem cudzoziemcem, jestem w jego kraju, więc jestem jego gościem. I to się nieraz zdarzało.

Na każdym kroku widoczne były portrety prezydenta Baszara Al-Assada. Gdy zapytałem jednego z Syryjczyków, czy robią to z miłości, czy z musu, odpowiedział dyplomatycznie: „Ja u siebie w domu nie mam”.

Jeśli w oficjalnym pomieszczeniu nie było portretu, to był to gest wrogi państwu. Tam trzeba było się deklarować, że popiera się władzę, jest się patriotą.

A w kościołach? Na przykład w zakrystii – też był taki obowiązek?

W zakrystii nie, ale w tzw. salonie to owszem, był papież i był prezydent. To też należy do ich kultury i to nie było dla nich trudne. Kto jaki miał stosunek osobisty, tego nie wiadomo. Natomiast nie można było rozmawiać na tematy polityczne. Syryjczyk nie odważył się mówić z cudzoziemcem o takich sprawach. Od razu zmieniał temat albo rzucał jakiś slogan przyjazny dla władzy. Widać było, że panuje konsensus oparty na strachu.

Sunnici, którzy są większością, czuli się dyskryminowani przez mniejszość szyickich alawitów, którzy rządzą krajem.

Ale najpierw to alawici byli traktowani podle przez sunnitów. Później, jak doszli do władzy, to było dla nich wyzwolenie. Po drugie powstała partia Baas, która miała odgrywać rolę przewodnią, jak u nas PZPR. Chrześcijanie w Baas też odgrywali dużą rolę. To była partia o nastawieniu świeckim. I alawici zdobyli w tej partii władzę. Nie było to zatem postrzegane jako sprawowanie rządów przez mniejszość, tylko w tym systemie politycznym to oni byli wielkimi zwolennikami tej partii. Jej świecki charakter wpływał m.in. na to, że nie podkreślano początkowo odrębności wyznaniowej. Później jednak konflikt między szyitami a sunnitami pogłębiał się. Sunnici swoim dzieciom w szkołach nakazywali ubieranie chusty, a alawici nie.

Chrześcijanie nie mieli raczej powodów do narzekania na rządy Assada – alawici gwarantowali im względną wolność religijną, a na przykład w niedzielę prawo zezwalało chrześcijanom zatrudnionym w instytucjach publicznych na dwugodzinną przerwę w pracy, by mogli uczestniczyć w liturgii.

To nie jest związane z alawitami, bo już wcześniej chrześcijanie mieli to zagwarantowane. Zapewniła im to partia Baas, jeszcze zanim zdominowali ją alawici. I to wszystko prawda, ale jednocześnie pewne zwyczaje wynikające z islamu nadal obowiązywały. I tak muzułmanin może ożenić się z chrześcijanką, natomiast chrześcijanin nie może z muzułmanką, chyba że przejdzie na islam. Dlatego też rozumiałem, dlaczego dzielnice chrześcijańskie zamieniają się czasami w getta.

Chrześcijanie sami się separowali?

Chronili się przed wchodzeniem w zbyt intymne relacje z muzułmanami, właśnie z powodu tych zwyczajów. Tam życie rodzinne jest zasadniczą formą egzystencji, a więc ludzie spotykają się ze sobą całymi rodzinami. W ten sposób istnieje niebezpieczeństwo, że ktoś się w kimś zakocha i będzie kłopot. Dlatego lepiej unikać bliższych relacji.

Zna Ojciec takie przypadki chrześcijan, którzy przeszli na islam?

Tak, i to był wielki kłopot. W Syrii, ponieważ był tam model świecki, nie można wprawdzie było tak po prostu przyjść i zabić kogoś za to, że ożenił się z muzułmanką. Ale obyczajowość była i jest muzułmańska, a więc presja środowiska jest wyraźna. To był kłopot dla chrześcijańskiej rodziny, bo musiała zrywać stosunki ze swoim synem. A członkowie dalszej rodziny mówili: macie teraz muzułmanina w rodzinie, więc nie możemy się z wami spotykać.

Przecież chrześcijanie i muzułmanie spotykają się na uczelni, w pracy – całkowita separacja nie jest więc możliwa.

Ale jest system kontroli społecznej. Jeśli chrześcijanka za długo rozmawia z mężczyzną muzułmańskim, to zwraca na siebie uwagę. Dziewczyny zresztą na ogół nie rozmawiają wcale z chłopcami.

Na murach jednego z miast na początku tej wojny pojawiły się napisy: „Alawici do grobu, chrześcijanie do Bejrutu”. Chrześcijanie często padają ofiarami konfliktu szyicko-sunnickiego?

Na początku były głosy: wy się nie bójcie, to nie was dotyczy, to nie wasza sprawa. A teraz coraz częściej: dlaczego nas nie popieracie, dlaczego nie walczycie z reżimem?

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7
13°C Środa
dzień
15°C Środa
wieczór
12°C Czwartek
noc
10°C Czwartek
rano
wiecej »