Lubię czuć życie!

Damian Lemański wyruszył z Chile zupełnie sam. Miał pół roku, aby dotrzeć z plecakiem do stolicy Wenezueli, Caracas. Co dała mu podróż życia, dla której zostawił pracę i wygodne życie?

Styczeń 2011 r. Przenikliwe zimno. „Widziałam świetny film o chłopaku, który po studiach sprzedał to, co miał. Następnie przekazał pieniądze na cele charytatywne, a potem pojechał autostopem na Alaskę”. Słowa, które Damian Lemański usłyszał od swojej znajomej, zaintrygowały go. Jeszcze tego samego dnia płyta z rekomendowanym „Into the wild” („Wszystko za życie”) wylądowała w jego odtwarzaczu DVD. Uważaj, jakie filmy pożyczasz znajomym. Mogą przemienić ich życie. Wkrótce pojawiła się nieśmiała myśl: może warto zaryzykować? Wyruszyć w podróż, poczuć, czym jest wolność. Sprawdzić się.

Jak najdalej na południe

– Byłem wtedy na rozdrożu i czułem, że powinienem coś zmienić w swoim życiu – wspomina Damian. – Po dwóch latach nauki w studium fotografii w Warszawie znalazłem pracę. Pierwsze zarobione pieniądze, poczucie stabilizacji. Zanim się obejrzałem, minęły trzy lata. W pewnym momencie przestraszyłem się, że życie przecieka mi przez palce. Bałem się, że zupełnie wpadnę w tę pracę. Damian postanowił dać sobie parę miesięcy, aby dobrze przygotować się do wyprawy: regularnie biegał, czytał książki podróżnicze. Powiedział o swoim planie rodzinie, aby mogła oswoić się z tą myślą. Brał pod uwagę różne miejsca w Europie. Przyjaciel przekonał go, aby leciał do Ameryki Południowej. Damian zabukował bilet – jak najdalej na południe. Powrót? Tuż przed ślubem przyjaciół. Wiedział, że będzie musiał zdążyć. I dotrwać do końca. – Trochę bałem się takiej samotnej wędrówki. Wiedziałem, że jako Europejczyk z 25-kilogramowym plecakiem będę rzucać się w oczy. Starałem się zabrać tylko najpotrzebniejsze rzeczy – wspomina podróżnik. 11 listopada 2011 r. wylądował w Punta Arenas w Chile, tuż nad Cieśniną Magellana. Było kilkanaście stopni i mocno wiało. Mimo że wziął ze sobą namiot, poszedł spać do hostelu. Pojawiły się obawy, czy uda się złapać stopa w obcym kraju. Do tej pory jeździł autostopem tylko po rodzinnych Mazurach. Kładł się spać, myśląc: co ja najlepszego zrobiłem?

Entuzjazm wrócił, gdy jedna z pierwszych osób, które zatrzymały się następnego dnia, aby podwieźć Damiana, zaoferowała mu nocleg. Mógł spędzić cały weekend razem z sympatyczną chilijską rodziną. Kolejną noc przespał na Ziemi Ognistej. – Przez cztery godziny chodziłem po miasteczku i w żadnym hostelu nie było wolnego łóżka. Poszedłem więc nad ocean i po północy tam rozbiłem namiot. Momentami musiałem obciążać go własnym ciałem, żeby nie odleciał. Następnie Damian ruszył do Argentyny. W drodze do Wenezueli przejeżdżał przez Boliwię, Peru, Ekwador i Kolumbię. Podróżował autostopem, pieszo, autobusami. Brak płynnej znajomości hiszpańskiego nie stanowił większego problemu. – Pewnego dnia zabrał mnie kierowca tira. Jechaliśmy razem ok. dziewięciu godzin. Nie mogliśmy precyzyjnie się porozumieć, ale i tak rozmawialiśmy, śmiejąc się. Innym razem, gdy dość długo maszerowałem przez Patagonię, minął mnie camper z brytyjską flagą. Pomyślałem, że przegapiłem świetną okazję. Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy samochód zatrzymał się i zaczął cofać w moim kierunku. Jechali nim Brytyjczycy, małżeństwo na emeryturze. Zapytali, czy mówię o hiszpańsku. „Nie? To super, bo my też nie” – zawołała kobieta. „Jedziemy i jedziemy, taka monotonia za oknem. Mój mąż cię nie zauważył. Zawołałam więc do niego: »Dlaczego się nie zatrzymałeś? Przecież jeśli my go nie weźmiemy, to będzie tam czekał cały dzień«”. Spędziliśmy ze sobą dwa dni.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Bywały
    06.05.2014 09:22
    Wielu poszukuje szczęścia w relacji z drugim człowiekiem, w realizacji swoich ambicji, wynikach np. sportowych, dalekich podróżach itp. I nie znajdują. Dzisiaj dla bardzo wielu osób podróżowanie stało się tak naprawdę sposobem na ucieczkę przed codziennością, obowiązkami i tak naprawdę przed samym sobą - znam takich.

    Szczęście można jednak znaleźć tylko w sobie, nawet bliżej: w swoim sercu, kiedy będzie tam Bóg. Wtedy, czy żyjemy w małżeństwie, czy sami, czy udaje nam się zrealizować ambicje, czy nie, czy podróżujemy, czy nie, możemy być szczęśliwi. Oczywiście dobrze jest się jakoś rozwijać, ale to nie jest najważniejsze. dobrze jest też, gdy młodzi ludzie poszerzają swoje horyzonty i szukają swojej drogi.

    Nieraz jednak sobie myślę, że jest coś bardzo nienaturalnego w tych dalekich podróżach, sportach ekstremalnych, zwariowanych hobby, bo odciągają ludzi od normalności, od codzienności, od obowiązków i tak naprawdę spełnienia się jako małżonkowie, rodzice, pracownicy, koledzy, ... W ten sposób zamieniamy to, co naprawdę ważne, na to, co egzotyczne i jałowe. Św. Paweł pisze:
    Słyszymy bowiem, że niektórzy wśród was postępują wbrew porządkowi: wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi. Tym przeto nakazujemy i napominamy ich w Panu Jezusie Chrystusie, aby pracując ze spokojem, własny chleb jedli. [2Tes, 11 - 12].

    Szczęście można znaleźć blisko, ale może właśnie dlatego jest to takie trudne.
  • Maćko
    10.05.2014 13:00
    Cóż, najczęściej negatywnie o takich podróżach wypowiadają się ci, którzy nie mają odwagi wyjść poza schemat. Nawet jeśli sami czują się w nim źle...
    Co jest pięknego i pożytecznego w takich podróżach? Rozszerzasz swoje horyzonty, przestajesz liczyć wyłącznie na siebie, uczysz się pokory (bo stajesz się zależny od innych). A przede wszystkim dostrzegasz, że życie to coś więcej niż wypłata co miesiąc na konto, niż 8h spędzone dzień, w dzień w pracy, której często nienawidzisz, to coś więcej niż ugładzone gadki o niczym ze znajomymi. Odkrywasz także na końcu, że świat jest piękny, zbyt piękny aby przeżyć to życie bezmyślnie i tylko w swoim grajdołku bez zobaczenia, przynajmniej części tych wspaniałości na własne oczy.
    Mówisz, że trzeba pięniedzy - nie trzeba, autostop jest darmowy. Trzeba odwagi? Trochę trzeba, ale nie aż tyle jak się może wydawać. Przede wszystkim trzeba być otwartym i chcieć wyjść poza swoją strefę komfortu, poza bagienko, w którym siedzę... To wymaga odwagi i wyrzeczeń, ale warto, naprawdę warto. Wracając z takiej podróży jest się już innym człowiekiem. Myśli się w inny sposób.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    1 2 3 4 5 6 7
    14°C Niedziela
    noc
    11°C Niedziela
    rano
    15°C Niedziela
    dzień
    17°C Niedziela
    wieczór
    wiecej »