Wyjście awaryjne

Kilka lat temu o escape roomach nikt w Polsce nie słyszał. Szybko jednak zrobiły zawrotną karierę. Czy to bezpieczna rozrywka?

Byłam w escape roomie trzy razy: służbowo, w ramach spotkania integracyjnego i prywatnie – mówi Olga, 31-letnia pracownica warszawskiej korporacji. – Raz trzeba było wydostać się z bezludnej wyspy. Znajdowaliśmy mapy zawierające podpowiedzi, co robić dalej. Innym razem sala przypominała miejsce zbrodni. Wskazówki były m.in. na ciele ofiary. Trzecim razem pokój przypominał szpital psychiatryczny. Na zdjęciach rentgenowskich znajdowały się kody mające nas prowadzić do kolejnych zagadek. Podpowiedzi były też w kartotece pacjenta. Podczas służbowych wypadów w większej grupie udawało nam się wydostać. Prywatnie poszliśmy w trzy osoby i nie daliśmy rady.

W Polsce jest ponad tysiąc escape roomów. Aby otworzyć taki lokal, nie potrzeba specjalnego zezwolenia. Nie ma też przepisów bezpieczeństwa odnoszących się konkretnie do tej formy rozrywki. Do czasu tragedii w Koszalinie, gdzie w pożarze zamkniętego pokoju zginęło pięć nastolatek, nie prowadzono na większą skalę kontroli takich miejsc.

Nadwiślański boom

Uczestnicy gry zostają zamknięci w pokoju, zwykle na 45–90 minut. Mają znajdować ukryte wskazówki – kody liczbowe, mapki, przedmioty, które na pozór do niczego nie służą, ale za jakiś czas okażą się konieczne, by wyciągnąć coś z wąskiej szczeliny. Rozwiązanie ostatniej zagadki pozwala znaleźć klucz do wyjścia. Wystrój pokoju zależy od fantazji twórców. Może nawiązywać do filmu, przypominać dżunglę, statek piracki albo mieszkanie z czasów powstania warszawskiego. Koszt zabawy to zwykle 100–200 zł od grupy. Niektóre lokale są naszpikowane elektroniką – wówczas w ich urządzenie trzeba zainwestować nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. Inne są o wiele tańsze. Najtrudniejszym zadaniem dla twórców jest wymyślenie zagadek – trudnych, ale możliwych do rozwiązania, a jednocześnie budujących dramaturgię zabawy.

Pomysł stworzenia pierwszego escape roomu zaczął się od gry komputerowej, której uczestnicy musieli się wydostać z pokoju zaczerpniętego z powieści Agaty Christie. Podobno pierwsza zabawa w realnym świecie odbyła się w Budapeszcie, gdzie ochotnicy usiłowali opuścić zamkniętą kamienicę. Pewne jest to, że choć moda na tę zabawę przyszła do Polski z zagranicy, escape roomy zdobyły nad Wisłą wyjątkową popularność. Według branżowego portalu lockme.pl pierwsze takie lokale powstały w Polsce w 2014 r. Jednak już w 2013 r. escape roomy zyskały sławę, gdy pokazano je w popularnym reality show. Od tego czasu branża przeżywa boom. Pokoje nie są oficjalnie rejestrowane, ale w 2017 r. szacowano ich liczbę na blisko tysiąc. Od tego czasu lokali przybyło. Rozwinęły się już firmy, które wykonują usługi dla właścicieli escape roomów. – Istnieją przedsiębiorstwa robiące całe pokoje, poszczególne zagadki, wystrój, stolarkę itp. – mówi Bartosz Idzikowski z portalu lockme.pl.

Lubimy zgadywać

– Polacy lubią wyzwania – tłumaczy ten fenomen dr Konrad Maj, psycholog z Uniwersytetu SWPS. – W naszej historii mieliśmy wielokrotnie sytuacje, w których przy niedoborze zasobów trzeba było sobie radzić, rozwiązywać różne poważne problemy – mówi. Doktor Maj dodaje, że uczestników pociąga też realizm gry. – Preferujemy namacalne doświadczenie. W przeciwieństwie na przykład do gier komputerowych taka forma rozrywki ma to do siebie, że jesteśmy fizycznie zaangażowani. Bardziej podoba się nam to, co realne, na przykład filmy 3D i 4D czy właśnie escape roomy – tłumaczy. Jak przekonuje Bartosz Idzikowski, pokoje ucieczki nie dają na ogół zastrzyku adrenaliny czy poczucia strachu (poza tymi, które są utrzymane w stylistyce horroru). Są raczej wyzwaniem umysłowym. Właściciele twierdzą, że wizyta w takim miejscu może pomóc w rekrutacji pracowników. Zdaniem dr. Maja to chwyt marketingowy. – Taka forma sprawdzenia może działać tylko w przypadku niektórych zawodów – ocenia psycholog.

Zamykanie zamkniętych pokojów

W Koszalinie wspólny wypad do escape roomu pięciu dziewcząt zakończył się tragedią. Mające po 15 lat koleżanki świętowały urodziny jednej z nich. Pokój, w którym się znajdowały, ogrzewany był piecykami gazowymi. 25-letni pracownik firmy zeznał, że poczuł gaz, w związku z czym chciał wypuścić uczestniczki zabawy. Nie zdążył, bo w tym momencie wybuchł pożar, który odciął mu drogę do drzwi. Poparzony mężczyzna zdążył jeszcze wybiec na ulicę, wzywając pomoc. Dziewczęta nie miały jak się wydostać. Wszystkie zginęły na miejscu. Z obecnych ustaleń wynika, że drzwi nie były zamknięte na klucz, ale od wewnątrz nie miały klamki – zabawa polegała na jej odnalezieniu. Okna były zasłonięte regipsem i zakratowane. Nie było ani dodatkowego wyjścia, ani awaryjnego systemu otwierania drzwi.

Escape roomy są rejestrowane jako działalność gospodarcza. Nie potrzeba koncesji czy spełnienia szczególnych zasad bezpieczeństwa. Właściciela lokalu obowiązują standardowe przepisy przeciwpożarowe, nakazujące zapewnienie osobom przebywającym w budynku drogi ewakuacji. Jak zrealizować ten wymóg w pokoju zamkniętym na klucz? W niektórych pomieszczeniach zamontowany jest guzik alarmowy. W Koszalinie go zabrakło. Na ogół uczestnicy są też obserwowani za pomocą kamery przez pracownika lokalu. – W czasie gry mieliśmy z nim kontakt – opowiada Olga. Pracownik ma dawać podpowiedzi, kiedy gracze sobie nie radzą, ale powinien też interweniować w razie zagrożenia – dodaje.

Po koszalińskiej tragedii w escape roomach w całej Polsce zaczęły się kontrole bezpieczeństwa prowadzone na zlecenie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Do 9 stycznia nieprawidłowości stwierdzono w 87 proc. sprawdzonych lokali. Aż 13 proc. trzeba było zamknąć.

Zygzakiem po poligonie

Koszalińska tragedia nie była pierwszym wypadkiem w miejscu rozrywki. Jednak dotychczas nieszczęśliwe zdarzenia przytrafiały się najczęściej ludziom uprawiającym sporty adrenalinowe. W 2011 r. w Żninie Daniel W. trafił do szpitala po skoku na bungee. Lina pękła, a mężczyzna spadł z wysokości 10 m. Przeżył, choć na chwilę stracił przytomność i z powodu obrażeń przewieziono go do szpitala. Kiedy policja zaczęła sprawdzać okoliczności zdarzenia, okazało się, że nikt nie przyznaje się do organizowania skoków. Stało się tak, choć wynajęty dźwig, z którego dokonywano skoków, stał wcześniej bez kłopotów w pobliżu popularnej dyskoteki, a za korzystanie z bungee pobierano pieniądze. Kilka lat wcześniej tragicznie zakończył się skok 27-letniego dziennikarza. W 2004 r. ekipa TVP nagrywała w Wierzbicy Radomskiej materiał o dream jumpingu, czyli nietypowej metodzie skakania na linie. Chętni skakali z komina nieczynnej cementowni. Rafał Zatylny z TVP postanowił spróbować. Uderzył o balkon i zginął na miejscu. Mimo to w Polsce nadal powstawały obiekty służące do uprawiania dream jumpingu, a organizator zabawy w Wierzbicy po odbyciu kary wrócił do zawodu. Do wypadków, choć dużo mniej poważnych, dochodzi także na polach do strzelania kulkami z farbą (paintball) i plastikowymi pociskami (ASG). Siła strzału jest tak duża, że można się skaleczyć lub stracić oko. Uczestnicy mają zatem obowiązek noszenia specjalnych okularów i masek ochronnych przez cały czas gry. Jeśli to robią, nie powinno się im nic stać. Jednak nie wszyscy stosują się do zasad bezpieczeństwa. – Czasem klienci przychodzą pijani albo pod wpływem narkotyków – opowiada właścicielka działającego na Opolszczyźnie pola do gry Bunker Paintball. – Jeśli nie chcę im wydać sprzętu, zaczynają się awanturować, że ich gorzej traktuję. Zresztą tych po narkotykach nie da się wyczuć. Czasem mam na polu ponad 100 osób, bo zdarza się 10 wieczorów kawalerskich w jednym momencie. Nie słuchają sędziów. Trudno ich uspokoić, a co dopiero pilnować – wyjaśnia.

Właścicielka terenu paint­ballowego dodaje jednak, że najpoważniejszy wypadek przytrafił się trzeźwemu mężczyźnie, który kilka minut po rozpoczęciu gry złamał nogę. Kobieta zwraca uwagę, że zabawa w wojnę wymaga ostrożności. Niebezpieczne mogą być m.in. butle ze sprężonym powietrzem, za pomocą których ładuje się markery, czyli karabiny na kulki. – Jeśli coś pójdzie nie tak, butla może rozwalić ścianę albo człowieka – tłumaczy. Jak dodaje, w Niemczech nieletni może wejść na pole do paintballa tylko w obecności pełnoletniego opiekuna. W Polsce wystarczy pisemna zgoda. – Kiedyś te przepisy pewnie się zmienią. Może to i dobrze – ocenia właścicielka pola.

Zapasowy klucz

Koszalińska tragedia sprawiła, że MSWiA zapowiedziało wprowadzenie przepisów dotyczących prowadzenia ­escape roomów. Zgodnie z nowymi regulacjami lokal musiałby być kontrolowany pod względem możliwości ewakuacji. Sprawdzenie odbywałoby się przed oddaniem pokoju do użytku oraz dodatkowo co dwa lata.

– Przepisy przeciwpożarowe obowiązywały zawsze. Ten projekt jest dodatkową dobrą regulacją – ocenia Bartosz Idzikowski. Zdaniem dr. Konrada Maja należałoby też w jakiś sposób sprawdzać, czy uczestnik zabawy nie ma kłopotów psychologicznych, które mogą spowodować zagrożenie. – Czasami ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że mają klaustrofobię, bo nie byli nigdy zamknięci w niewielkim w pomieszczeniu. W escape roomie takie problemy mogą się ujawnić – tłumaczy psycholog. Olga twierdzi, że poszłaby do pokoju zagadek jeszcze raz, ale po tym, co stało się w Koszalinie, na pewno sprawdziłaby, jak w razie problemów wydostać się z pomieszczenia. – W escape roomie powinno być wyjście awaryjne – mówi. – Obok drzwi mogłaby leżeć nawet kopia klucza. To pewnie zależy od charakteru gracza, ale mnie nie zepsułoby to zabawy.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • ISM
    19.02.2019 13:02
    Nieszczęśliwe wypadki zawsze się zdarzały. Pomyłki , błędy również. Żeby wyeliminować wszystkie możliwe błędy jest tylko jeden sposób zgodnie z powiedzeniem, że nie myli się tylko ten, który nic nie robi, czyli zakaz. Nie robić nic, co moze spowodować śmierć. Ale przecież każdy umrze. Więc prawo zakazuje urodzin propagując aborcję.
  • esc
    19.02.2019 17:42
    Zamykanie na klucz to skończona głupota. Drzwi powinno być dwoje, jedne wygrane, drugie przegrane. Za tymi pierwszymi, zamkniętymi, stolik z szampanem i jakaś premia, drugimi, otwartymi, wyjście na schody i wio do domu.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 29 30 31
    1 2 3 4 5 6 7
    25°C Poniedziałek
    noc
    22°C Poniedziałek
    rano
    26°C Poniedziałek
    dzień
    27°C Poniedziałek
    wieczór
    wiecej »