Separatyści z Nowego Jorku

Czy z najbardziej liberalnym prawem aborcyjnym w USA miasto i stan Nowy Jork mają jeszcze coś wspólnego z prawdziwą Ameryką?

Konkurs na najbardziej przerażającą scenę roku mamy już chyba rozstrzygnięty: uśmiechnięty gubernator stanu Nowy Jork Andrew Cuomo w otoczeniu równie uśmiechniętych pań podpisuje prawo, które zezwala na zabicie dziecka praktycznie do ostatniej chwili przed porodem. A w przypadku, gdy dziecko przeżyje tę „procedurę” – na pozostawienie go bez interwencji medycznej. Po podpisaniu „Aktu zdrowej reprodukcji” (tak brzmi nazwa ustawy) gubernator podaje pióro siedzącej obok kobiecie, która z wyraźnym namaszczeniem przyjmuje prezent, a niemal wszyscy zebrani w gmachu parlamentu stanowego wstają i biją brawo; są uściski, gratulacje, łzy wzruszenia… Władze stanowe, aby uczcić ten dzień, wydają również nakaz podświetlenia na różowo budynku One World Trade Center (powstałym na miejscu zniszczonych wieżowców WTC podczas ataku z 11 września 2001 roku) oraz mostu Kościuszki. Trudno chyba o bardziej upiorną kumulację grozy, absurdu i przerażającej symboliki. Tylko czy to jest jeszcze Ameryka?

Jacyś inni

W postawieniu tego pytania nie chodzi bynajmniej o pompowanie mitu Stanów Zjednoczonych jako rzekomego bastionu konserwatywnych wartości na tle zdegenerowanej Europy. Po pierwsze – zbyt wiele różnic między poszczególnymi stanami nie pozwala na takie uogólnienie, po drugie – wzajemne przeciąganie liny przez „obie strony mocy” jest w USA odczuwalne w niemal każdym miejscu. Mimo wszystko jednak można pozwolić sobie na stwierdzenie, że Nowy Jork – i miasto, i stan – coraz bardziej oddala się od tego, co dla większości Amerykanów jest istotą amerykańskiego ducha. W powszechnym odbiorze w naszej części świata Nowy Jork jest symbolem i kwintesencją zarówno tzw. American dream, jak i amerykańskiej potęgi. Sprzyjają temu oczywiście rozpoznawalne symbole czy siedziby międzynarodowych instytucji, niekwestionowany jest także wpływ Nowego Jorku na media, sztukę i światowe finanse. A dla amatorów wielkomiejskiego życia kulturalnego dłuższy pobyt w Nowym Jorku, z niezliczonymi muzeami, teatrami i salami koncertowymi, jest prawdziwą ucztą dla ducha.

Tymczasem od samych Amerykanów można nieraz usłyszeć, że Nowy Jork to trochę odrębny byt, niektórzy mówią wręcz… o wrzodzie na ciele. I nie jest to tylko typowy dla każdej szerokości geograficznej stosunek tzw. prowincji do wielkich metropolii. To coś zupełnie innego niż dystans (w najlepszym wypadku) mieszkańców małych i większych miejscowości w stosunku do Waszyngtonu i elit politycznych. Amerykanie w większości są po prostu przywiązani bardziej do tego, co w Nowym Jorku wydaje się już reliktem odległej przeszłości: rodziny, relacji sąsiedzkich, wiary. Stosunek do prawa aborcyjnego, ale też do innych spraw tzw. światopoglądowych („tak zwanych”, bo – jak trafnie zauważył kard. Dolan, arcybiskup Nowego Jorku – nie trzeba być katolikiem, by czuć wstręt do tak nieludzkiego prawa, jakie właśnie uchwalono), stawia Nowy Jork daleko poza średnią amerykańską.

Czarny lider

Wystarczy przypomnieć, że to Nowy Jork był pierwszym stanem w USA, który zalegalizował aborcję na życzenie w 1970 roku (wprawdzie wcześniej były Kalifornia i Kolorado, ale te stany wprowadziły pewne obostrzenia). Do dziś pozostał amerykańską stolicą aborcji. Z danych Departamentu Zdrowia wynika, że to w stanie Nowy Jork dokonuje się najwięcej zabiegów przerywania ciąży: na każde 100 ciąż przypada aż 40 aborcji, gdy tymczasem średnia krajowa w USA wynosi (w zależności od analizowanego roku) ok. 25 aborcji na 100 dzieci. Tylko w 2016 roku liczba przeprowadzonych aborcji w całym stanie Nowy Jork wynosiła prawie 10 proc. wszystkich aborcji dokonanych na terenie Stanów Zjednoczonych. Tu warto dodać, że w samej metropolii nowojorskiej dokonywało się aż 70 proc. wszystkich aborcji przeprowadzanych w całym stanie Nowy Jork. Jeśli więc tak przedstawiały się statystyki do tej chwili, tzn. dopóki aborcja była możliwa do 24. tygodnia ciąży, i to w sytuacji, gdy życie kobiety było zagrożone, to jak będą wyglądały dane po wprowadzeniu nowego prawa, które dopuszcza aborcję nawet tuż przed porodem? Tym bardziej że „Akt zdrowej reprodukcji” przewiduje, iż aborcji nie muszą już wykonywać sami lekarze, ale również szeroko rozumiani „medycy”, którzy mają orzekać, czy ich zdaniem (!) jest zagrożone życie matki i czy dziecko ma szansę przeżyć. Z tą szansą to o tyle przewrotne ujęcie, że jeśli już do „zabiegu” dojdzie, a dziecko przeżyje, to prawo w stanie Nowy Jork odtąd zezwala na pozostawienie go „na boku” bez żadnej interwencji medycznej, a więc bez szansy na przeżycie.

Robimy swoje

Tak bestialskie prawo i praktyki są jednak w Stanach, mimo dość rozpowszechnionej aborcji w pierwszym i drugim trymestrze, rzadkością. Kilka lat temu sąd w stanie Pensylwania skazał lekarza, który ze swojej kliniki uczynił prawdziwą rzeźnię, praktycznie dobijając dzieci urodzone mimo aborcji. Czyli robił nielegalnie to, co dziś może stać się legalne w stanie Nowy Jork – bo jak inaczej rozumieć zgodę na to, by dziecko, które aborcję przeżyło, pozostawić bez pomocy medycznej? Sam „New York Times”, sprzyjający raczej liberalnym środowiskom, przytoczył niedawno dane Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom, z których wynika, że tzw. późna aborcja należy do marginesu. Ponad 92 proc. aborcji w USA jest wykonywanych przed 14. tygodniem ciąży, a tylko 1,3 proc. – po 20. tygodniu. W zdecydowanej większości stanów obowiązuje też wyraźny zakaz przeprowadzania aborcji w trzecim trymestrze.

Stan Nowy Jork z nowym prawem idzie wyraźnie pod prąd dojrzewającej powoli zmiany mentalności u większości Amerykanów. Wprawdzie w większości stanów usunięcie ciąży jest ciągle dozwolone do 24. tygodnia, ale w niektórych widać wyraźnie tendencję do obniżania tych progów (co oczywiście nie zmienia zupełnie faktu, że to ciągle przerwanie życia). W dziewięciu stanach granicą jest już 20. tydzień. W 2013 roku w stanie Arkansas zakazano aborcji już po 12. tygodniu, a Północna Dakota – po szóstym. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że Amerykanie są nastawieni coraz bardziej pro-life – według badań z 2017 roku już tylko 12 proc. z nich popiera aborcję na życzenie. To ciągle i tak o 12 proc. za dużo, ale biorąc pod uwagę, że jeszcze w latach 80. XX wieku ten odsetek był dużo wyższy, można mówić o powolnej, ale wyraźnej zmianie. Tym bardziej że w ostatnich latach liczba osób w ogóle sprzeciwiających się aborcji przekroczyła już 50 proc. Tej tendencji sprzyjają zarówno ciągle rosnące w siłę wspólnoty ewangelikalnych chrześcijan (dominujący zwłaszcza w południowych stanach, w tzw. pasie biblijnym), jak i rosnące wraz z nimi ruchy pro-life, które dodatkowo za obecnej prezydentury zyskały nową energię. Bo można wiele powiedzieć o Donaldzie Trumpie, ale akurat w sprawach związanych z ochroną życia nienarodzonych jest najbardziej jednoznacznym i konsekwentnym prezydentem w historii USA. Możliwe, że wynika to głównie z powodów pragmatycznych – republikanie muszą liczyć się z wyborcami ewangelikalnymi, bo to siła ok. 80 mln głosów – a niekoniecznie osobistych. Ale niezależnie od motywacji przekaz z Białego Domu, potwierdzony konkretnymi dekretami, m.in. ucinającymi finansowanie organizacji aborcyjnych, od dwóch lat jest jasny: Ameryka skręca mocno w stronę pro-life i będziemy tę tendencję mocno wspierać.

Pod wiatr

Jest to też jeden z powodów, dla którego gubernator stanu Nowy Jork zdecydował o wprowadzeniu nowego prawa – to wyraźne votum separatum wobec polityki prezydenta w kwestii ochrony życia nienarodzonych. Gubernator Cuomo mówił: „W Nowym Jorku nie pozwalamy prezydentowi Trumpowi i Waszyngtonowi zagrozić prawom nowojorczyków”. Już na początku swoich rządów w stanie gubernator zainicjował kampanię „świadomości społecznej”, która promowała aborcję oraz walczyła z „dezinformacją ruchów pro-life”. Tradycyjny bastion Partii Demokratycznej musiał pokazać, że jest godny swojej pozycji najbardziej liberalnego stanu w USA (choć konkurencja jest silna w takich stanach jak Massachusetts, Maine, o Kalifornii nie wspominając). Zainicjowana przez Cuomo akcja była widoczna m.in. w metrze i innych środkach transportu, gdzie plakaty i reklamy zawierały informacje o klinikach aborcyjnych, w których można było jeszcze przed wprowadzeniem nowego prawa zabić swoje dziecko. „Podczas gdy rząd federalny prowadzi wojnę z prawami reprodukcyjnymi kobiet, Nowy Jork będzie walczył o ochronę dostępu kobiet do kompleksowej, bezpiecznej i przystępnej opieki zdrowotnej” – oświadczył gubernator Cuomo. I krótko po tym słowa rzeczywiście dotrzymał, co widać było w przywołanej na początku scenie podpisania nowego prawa.

Stan Nowy Jork coraz bardziej odpływa od reszty Ameryki. Z publikowanych regularnie badań Instytutu Gallupa wynika, że w USA z roku na rok rośnie liczba osób określających się jako konserwatyści – dziś można tak mówić już o ok. 40 proc. Amerykanów, podczas gdy jako wyraźni liberałowie określa się tylko 23 proc., a 37 proc. to osoby deklarujące swoje poglądy jako centrowe. Nowy Jork znajduje się w czołówce stanów, które próbują ciągnąć Amerykę mocno na lewo. Ale wiatry wieją dziś w przeciwną stronę.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • gość777
    13.03.2019 15:35
    Ten gubernator podpisujący to haniebne "prawo" to, notabene, katolik.Nigdy nie zrozumię jak można tak zhańbić siebie i swoją wiarę.Powinien złożyć akt apostazji, byłoby to lepsze niż to zakłamanie, ta hipokryzja.Jak mamy takich "braci" to nie trzeba wcale wrogów.
  • Magda k
    13.03.2019 20:13
    Ale im wszystkim wesoło przy podpisywaniu aktu ludobójstwa.I to robi katolik,ale chyba tylko z nazwy.Pan Bóg upomni się kiedyś o to.
  • NICKUS
    13.03.2019 22:58
    W Nowym Jorku mieszka więcej Żydów niż w jakimikolwiek mieście na świecie. w Ramach czystej ciekawostki o tym piszę...
  • marek
    14.03.2019 15:14
    Te panie na zdjęciu raczej już nic wspólnego nie będą mogły mieć z urodzeniem dziecka, więc dlaczego zadecydowały za niczego nie świadome młode kobiety?
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie... Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    31 1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    25°C Piątek
    dzień
    26°C Piątek
    wieczór
    23°C Sobota
    noc
    18°C Sobota
    rano
    wiecej »