Zakonnice z Chin to w Polsce rzadki widok. W Chinach… jeszcze rzadszy.
Którejś nocy siostra Limei* miała wyrazisty sen. Biegła, czując, że ktoś chce ją zabić. Nagle ujrzała przed sobą trzy osoby. Wysoka postać w środku powiedziała: „Nie wolno jej zabić, ona należy do mnie”. Sen utkwił jej w pamięci. Miała wtedy 16 lat, a Chiny po roku 1980 nieco łagodziły swoją politykę po koszmarze rewolucji kulturalnej. Zaczęła myśleć o Chrystusie, o którym wcześniej tylko się szeptało. Coraz częściej się modliła. Gdy w ręce wpadł jej jakiś tekst religijny, czytała go łapczywie i przepisywała. Pewnego dnia zrozumiała, że Jezus ją woła. Poszła do zakonu, jest w nim już ćwierć wieku. Być zakonnicą w Chinach to nie to samo co w Polsce. Tam oznacza to życie nieomal tułacze, wśród prześladowań i w ciągłej niepewności w obliczu zmiennej, ale z zasady nieprzychylnej polityki władz.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Dotychczas najszybszym maratończykiem w historii był inny zawodnik z Kenii Kelvin Kiptum.
Mężczyzna tuż po zatrzymaniu powiedział, kto miał być celem ataku.
Leon XIV nominował na to stanowisko arcybiskupa Wojciecha Załuskiego.
Raport „Global Report on Food Crises 2026” zawiera zatrważające dane...