Podróż za jeden uśmiech

„Co się ojcu stało?” – usłyszał w pociągu. „Twarz ojca zmusza mnie do wiary w Boga!”. Ojciec Raniero Cantalamessa, kapucyn mający „proroctwo w spojrzeniu”, który od 40 lat głosi rekolekcje kolejnym papieżom, zostanie kardynałem.

Doskonale pamiętam to spotkanie. Zrobiło się tak przeraźliwie zimno, że w czasie chóralnych śpiewów nad głowami kleryków unosiła się chmurka pary, a ja z podziwem spoglądałem na sandały, w jakich przyszli do zmarzniętej na kość częstochowskiej katedry bracia mniejsi. Doskonale pamiętam również słowa, które padły wówczas z ambony: „Nie martw się. Nawet jeśli nie będziesz dobrym mówcą, Jezus będzie patrzył z twoich oczu”. Wypowiedział je kaznodzieja papieski o. Raniero Cantalamessa.

Jasność, widzę jasność!

Dawno nic tak mnie nie ucieszyło. W niedzielę, gdy rozjuszone tłumy z piorunami na sztandarach ruszyły szturmem pod kościoły, a Polacy w sieci obrzucali się warczącymi wyrazami, w samo południe papież Franciszek ogłosił nazwiska nowych kardynałów. Gdy usłyszałem jedno z nich, zacząłem przecierać oczy i uszy ze zdumienia. Wiedziałem, że ojciec Raniero Cantalamessa został niedawno opiekunem duchowym inicjatywy Charis, skupiającej różne wspólnoty charyzmatyczne, chłonąłem jego najnowsze rekolekcje głoszone dla Kurii Rzymskiej, ale że zostanie kardynałem? Nie, tego się nie spodziewałem. Tym bardziej że nie ma przecież godności biskupiej.

Miałem okazję rozmawiać z nim dwukrotnie i każde z tych spotkań zapamiętam na długo.

„Chciałbym się tak zestarzeć” – rzucił mój znajomy, który ze zdumieniem przeczytał datę narodzin słynnego kaznodziei: 22 lipca 1934 r. Nawiasem mówiąc, oznacza to, że kapucyn nie może być kandydatem na przyszłego papieża, jak chciała część internetowych komentatorów.

Czy te oczy mogą kłamać?

Naprawdę ma coś w oczach. Coś nieuchwytnego, jakiś błysk zarezerwowany dla tych, którzy obcują twarzą w twarz z Tym, którego „oczy są jak płomień ognia” (identyczny zauważyłem u innego „wiecznego młodzieniaszka” – o. Daniela Ange). Gdy Mojżesz zstępował z góry Synaj, nie miał pojęcia, że skóra na jego twarzy promieniała „na skutek rozmowy z Panem”. „Gdy kiedyś po doświadczeniu modlitwy w Duchu Świętym jechałem pociągiem do Mediolanu – wspomina o. Raniero – jedna z siedzących obok mnie w przedziale kobiet powiedziała: »Co się ojcu stało? Twarz ojca zmusza mnie do wiary w Boga!«. Już papież Paweł VI mówił, że chrześcijanin powinien mieć »proroctwo w spojrzeniu«”.

„Rodzimy się jako »starzy ludzie«, a musimy stać się nowymi »ludźmi«. Całe życie, a nie tylko okres dorastania, jest »wiekiem rozwojowym«. Według Ewangelii dzieckiem nie można się urodzić, lecz zostać!” – wyjaśnia kapucyn. Czy to nie sekret młodości?

– Jaki jest ojciec Raniero? – pytałem znajomych, którzy go znali. – Jest uśmiechnięty od ucha do ucha – odpowiadali.

– To ciekawe, co o mnie mówią, bo ja nie jestem z natury człowiekiem zbyt wesołym – odpowiedział kapucyn. – Jestem raczej zamknięty w sobie, rozważny. Nie jestem typem ekstrawertyka. Ale widzę wyraźnie, że ten mój uśmiech jest darem Ducha Świętego. Po prostu – gdy głoszę słowo Boże, mówię kazania, ta radość sama wybucha. I to wrażenie, które mieli wczoraj pana znajomi, potwierdzają m.in. telewidzowie, którzy oglądają mój program na pierwszym kanale włoskiej telewizji. Piszą do mnie: ależ ojciec jest pogodny, radosny! A ja wiem, że to dar. Sam sobie tego nie wypracowałem. Uśmiech przełamuje bardzo wiele barier. Jeśli miałbym dać jakąś radę czytelnikom „Gościa Niedzielnego”, to powiedziałbym: jeśli chcecie apostołować i nieść słowo Boże, to proście Ducha Świętego przede wszystkim o dar radości. Dlaczego? Ponieważ radość jest tym, co najbardziej przekonuje ludzi. A my mamy przecież pokazać życiem, że Jezus zmartwychwstał i pokonał śmierć. Czy wobec takiej tajemnicy można być ponurakiem? Można zachować pogodę ducha nawet w największym cierpieniu. Już święty Paweł wołał: raduję się w każdym cierpieniu. Pan, który dopuszcza cierpienie, jest tym samym Bogiem, który napełnia nas radością. I tu dopiero widać Jego moc!

Zwariował?

Urodził się w Colli del Tronto w środkowo-wschodniej Italii. Już jako 12-latek wstąpił do niższego seminarium duchownego zakonu braci mniejszych kapucynów (OFM Cap). Ukończył teologię na uniwersytecie we Fryburgu (Szwajcaria) oraz języki i literatury klasyczne na uniwersytecie w Mediolanie. Święcenia kapłańskie przyjął 19 października 1958. Szybko rozpoczął pracę naukową. Wykładał dzieje początków chrześcijaństwa i był dyrektorem Wydziału Nauk Religijnych Uniwersytetu Najświętszego Serca (Sacro Cuore) w Mediolanie. W latach 1975–1981 był członkiem Międzynarodowej Komisji Teologicznej i przez 12 lat członkiem delegacji katolickiej w Komisji ds. Dialogu z Kościołami Zielonoświątkowymi.

W 1979 r. wykonał niezrozumiały dla środowiska gest. Niespodziewanie zrezygnował z kariery uniwersyteckiej i ruszył w świat, by głosić słowo Boże. – Czy byli tacy, którzy pukali się w czoło? – pytałem kapucyna. – Tak – uśmiechnął się. – Niektórzy mówili, że jestem heretykiem. Inni odwrotnie: krzyczeli, że jestem fideistą, konserwatystą, i zarzucali mi, że porzucam całą kulturę i teologię. (śmiech) A ja niczego nie żałuję. Jestem wdzięczny Panu Bogu, że dał mi możliwość studiów i pracy jako nauczyciel akademicki. Ale w pewnym momencie poczułem, że On wzywa mnie, bym zostawił moje profesorskie życie i zaczął służyć ludziom Jego słowem. Gdybym nadal był na uniwersytecie, służyłbym jedynie malutkiej grupie, a tak mam wielkie szczęście podróżowania po całym świecie… To był naturalny owoc mojego doświadczenia przyjęcia darów Ducha Świętego. Na początku miałem wiele oporów, ale później, gdy przyjąłem tzw. chrzest w Duchu Świętym, nie miałem już wątpliwości. Moje życie zmieniło się. Usłyszałem wyraźnie głos Pana, który wzywał mnie do posługi kaznodziejskiej.

Jak się głosi papieżowi?

Co ciekawe, głos ten znakomicie rozeznał też Jan Paweł II, który zaprosił o. Raniero do tego, by jako kaznodzieja Domu Papieskiego głosił rekolekcje dla niego, kardynałów, biskupów i innych duchownych Kurii Rzymskiej. Czyni to od 40 lat, bo decyzję papieża Polaka potwierdzili tuż po swoich wyborach Benedykt XVI (2005) i Franciszek (2013).

Głosił rekolekcje schorowanemu, leżącemu w szpitalu Janowi Pawłowi II. „Mimo ogromnego cierpienia poprosił o to, by mógł słuchać moich kazań” – wspomina. „To niespotykane. Normalnie osoba w sytuacji tak ogromnego cierpienia myśli tylko o sobie”…

Czy zdarzyło się, by ktoś w czasie jego kazania spoglądał nerwowo na zegarek? „W Wielki Piątek głosiłem rekolekcje w bazylice św. Piotra. Mówiłem wolno, celebrowałem słowa, bo w kościele był spory pogłos, a chciałem być dobrze słyszany. I przedłużyłem o dziesięć minut. Patrzę, a jeden z francuskich biskupów nerwowo spogląda na zegarek. Dowiedziałem się później, że papież zawołał go dyskretnie i powiedział: »Gdy słucha się słowa Bożego, nie wypada spoglądać na zegarek«”.

Lektura obowiązkowa

Ojciec Raniero jest doktorem honoris causa trzech uniwersytetów. Od 1982 wygłasza komentarze do Ewangelii na 1. kanale włoskiej telewizji RAI, a jego książki przetłumaczono na niemal 20 języków. Jego znakomite „Życie w Chrystusie. Duchowe przesłanie Listu do Rzymian” stało się lekturą obowiązkową wielu wspólnot. Jak można podsumować tę książkę? „Dla tych, którzy są w Chrystusie, nie ma już potępienia” – powtarza o. Raniero. „Przemiana zaczyna się za każdym razem od jednego, kluczowego punktu: przyjęcia esencji Dobrej Nowiny”.

Jeździ po całym świecie, a zapraszają go nie tylko wspólnoty katolickie. „Czy ja, jako katolik, czuję się bardziej w komunii z mnóstwem tych, którzy zostali ochrzczeni w moim własnym Kościele, a którzy całkowicie zaniedbują Chrystusa i Kościół – lub jeśli wyrażają już jakieś zainteresowanie, to tylko o tym mówią – czy z grupą tych, którzy przynależąc do innych wyznań, wierzą w te same fundamentalne prawdy, w które ja wierzę, którzy kochają Jezusa Chrystusa do tego stopnia, że są gotowi oddawać za Niego życie, którzy głoszą Ewangelię, którzy próbują zmniejszyć ubóstwo w tym świecie i którzy mają te same dary Ducha Świętego, co my?” – pytał w czasie wielkopiątkowej homilii wygłoszonej w 2014 roku dla Kurii Rzymskiej.

Bóg jest. I wystarczy!

Jego sekret? Uległość natchnieniom Ducha Świętego.

– Totalną rewolucją było dla mnie spotkanie z ojcem Cantalamessą – opowiada dominikanin o. Tomasz Nowak. – Gdy go spytałem, na czym polega posłuszeństwo zakonne, posłuszeństwo Duchowi Świętemu, stwierdził: „Powiedz Mu, co chcesz robić, i zacznij to robić”. Nie mogłem ukryć zdziwienia. Wytłumaczył mi: „Myślisz, że nie zdąży zareagować, gdyby to nie było to? Prawdopodobnie On sam ci to już podsunął jako pomysł, a teraz tylko czeka, by ci w tym błogosławić. Jeśli nie byłoby to zgodne z Nim, bądź pewny, że ci to powie”.

„Wiara uwalnia od konieczności rozpychania się łokciami, by za wszelką cenę stać się »kimś«”– przypomina o. Raniero. „Uczy spokoju. Twój Bóg przychodzi do ciebie tam, gdzie jesteś”.

Tuż przed wybuchem pandemii w czasie rekolekcji adwentowych o. Raniero powiedział do papieża Franciszka i pracowników Kurii Rzymskiej: „Kiedy w naszym życiu czujemy się źle, przeżywamy duchowe ciemności czy nawet rozpacz, powtarzajmy za św. Franciszkiem z Asyżu: »Bóg istnieje i to wystarczy«”.

Jak bardzo te słowa okazały się prorocze! Wiele razy podnosiły mnie na duchu. „Bóg istnieje i to wystarczy”. Nie trzeba pisać ani słowa więcej…•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6
-4°C Niedziela
noc
-5°C Niedziela
rano
-10°C Niedziela
dzień
-9°C Niedziela
wieczór
wiecej »