Wykorzystany autorytet

Jasnogórscy paulini zarzucają częstochowskiemu wydawnictwu Sfinks nierzetelność i wykorzystanie autorytetu jasnogórskiego sanktuarium w publikacji "Katastrofa smoleńska. Dzień po dniu, godzina po godzinie".

Właściciel firmy handlowej Sfinks Filip Topczewski nie zgadza się z zarzutami - twierdzi, że książka jest rzetelna, a sposób wykorzystania kazania przeora i kształt stopki redakcyjnej został uzgodniony z zakonnikiem z Jasnej Góry.

Publikacja ukazała się pod koniec ubiegłego roku. Według danych na okładce jej autorem jest o. Henryk Pietraszewicz. Jak pisał w styczniu "Nasz Dziennik", autor nie jest zakonnikiem - pod tym pseudonimem kryje się osoba świecka. Klasztor nie ma nic wspólnego ani z faktem wydania książki ani z prezentowaną w niej treścią - podkreślił w opublikowanym w poniedziałek oświadczeniu przeor Jasnej Góry o. Roman Majewski.

Dodał, że wydawca nadużył też zgody klasztoru na wykorzystanie kazania wygłoszonego w dniu tragedii. Jak poinformował przeor, wobec prośby i zapewnień dyrektora wydawnictwa o obiektywności planowanej publikacji, redakcja dwumiesięcznika "Jasna Góra" udostępniła mu treść i tak ogólnie dostępnego kazania przeora Jasnej Góry z dnia 10 kwietnia 2010 r.

"Umieszczenie podziękowań oraz informacja zamieszczona przez wydawnictwo w stopce redakcyjnej, że autorem tekstu jest ww. dwumiesięcznik, sugeruje jednoznacznie, że to jego redaktorzy są autorami książki i rodzi w czytelniku mylne wrażenie akceptacji i poparcia Jasnej Góry dla całej publikacji. Redakcja dostarczyła jedynie tekst kazania, z którego fragment, bez wcześniejszego porozumienia, zamieszczono jako przedmowę" - poinformował o. Majewski.

Zaznaczył, że przed wydaniem książki Jasna Góra nie znała jej treści. Filip Topczewski powiedział PAP, że uzgodnił wykorzystanie kazania jako przedmowy i jego fragmentu jako motta, a także kształt stopki redakcyjnej z redaktorem naczelnym dwumiesięcznika "Jasna Góra". "Mam na to dowody w postaci zachowanej korespondencji" - zapewnił.

O. Majewski zaznaczył też w oświadczeniu, iż informacje, jakie miała Jasna Góra na temat autora tekstu były takie, że jest to znany historyk krakowski, autor wielu książek historycznych. "W osłupienie zatem wprawił Jasną Górę zapis, iż redaktorem jest o. Henryk Pietraszewicz. Umieszczenie takiego 'pseudonimu' anonimowego historyka z Krakowa odczytywane jest jednoznacznie jako imię i nazwisko jednego z paulinów jasnogórskich. Tymczasem autor tekstu, czyli tzw. znany historyk ukrywający się przed czytelnikiem jako o. Henryk, nie zamierza ujawnić, kim jest naprawdę" - napisał przeor Jasnej Góry.

Filip Topczewski potwierdził, że autor użył pseudonimu, zaś użyta w nim duża litera "O" jest po prostu jego częścią. "To wcale nie oznacza, że to jest zakonnik, to po prostu część pseudonimu" - powiedział PAP. Poinformował, że autor to "znany krakowski historyk", który napisał wcześniej kilkadziesiąt publikacji historycznych o charakterze popularnonaukowym i z którym firma - specjalizująca się w wydawnictwach tego typu - współpracowała już wcześniej.

Pytany o to, czemu autor nie chciał ujawnić swojego nazwiska, Topczewski wyjaśnił, że nie chciał się narażać na ostrzał mediów. Autor miał się zobowiązać, że przy publikacji kolejnych tomów tej pozycji ujawni się z imienia i nazwiska. Topczewski dodał, że prace nad drugą częścią dobiegają końca, ma się ukazać w najbliższych tygodniach.

Przeor Majewski oświadczył też, że "klasztor nie podpisuje się pod tą książką, ani jej nikomu do czytania nie poleca".

"Wszystkie osoby, które wzburzył ten gniot wydawniczy, zapewniam o znanej powszechnie solidarności zarówno z tymi, którzy zginęli, z ich najbliższymi i z tymi, których celem jest poznać prawdę, którą kryje ta tragedia. Materialnym dowodem tej solidarności niech na zawsze pozostanie kawałek samolotu, którym leciała do Smoleńska delegacja z prezydentem RP, a który to kawałek po katastrofie został wmontowany w najnowszą suknię dla Cudownego Obrazu Matki Bożej" - dodał o. Majewski. Jak pisał "Nasz Dziennik", lektura książki ma prowadzić do wniosku, jakoby to presja prezydenta Lecha Kaczyńskiego i błędy załogi samolotu, a nie ewidentne zaniedbania rosyjskich kontrolerów doprowadziły do katastrofy z 10 kwietnia.

"To bardzo dziwna publikacja. Jeżeli miałabym ją podsumować, to powiedziałabym, że została ona spreparowana, napisana pod dyktando rosyjskich służb specjalnych" - oceniła w rozmowie z dziennikiem Zuzanna Kurtyka, wdowa po prezesie IPN, który zginął w katastrofie smoleńskiej.

Topczewski uważa, że książka jest rzetelna, ale "nie wszyscy są gotowi na gorzką prawdę". "Moim zdaniem obecna ostra reakcja Jasnej Góry jest podyktowana naciskami politycznymi z jednej z partii opozycyjnych" - ocenił.

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
31 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
25°C Piątek
dzień
27°C Piątek
wieczór
24°C Sobota
noc
18°C Sobota
rano
wiecej »