Niby takie nic

Wydaje się czasem, że jesteśmy pozbawieni pewnych wad i że warto jasno o tym powiedzieć.

Ot, szczycimy się publicznie swoją punktualnością. Albo nasza skromność w tym się przejawia, że postanowiliśmy w jakiejś sytuacji nie zawalczyć o swoje i oczywiście zadbamy, aby ta wiadomość dotarła do właściwych uszu. Niektórzy posuwają się nawet do powtarzanych wszem i wobec zapewnień, że oni „nigdy nie weszliby w butach do pokoju” czy „zawsze od razu sprzątają po śniadaniu”. Nie żebym to chciała od razu kwestionować – pierwsza oddam sprawiedliwość: chwała nam za to. Tyle że jakiś głos w głowie odpuścić nie potrafi pytania: no i co z tego?

Nie chodzi nawet o jakiś społeczny pożytek z powyższych działań (bo taki zapewne jest, choćby w wymiarze utrzymania porządku w domu). Raczej o tę presję pokazywania samych siebie od dobrej strony. Niby to takie zwyczajne, ludzkie – ale czy zawsze trzeba? Czy zawsze można?

Chwalenie się w rozmaitych internetach swoimi znajomościami, stanem posiadania, stylem itp. itd.łatwo uznamy za absurdalne i celebryckie. Jednak właśnie takie zachowania, choć może na skromniejszą miarę, powielamy bezrefleksyjnie na wielu frontach. Wydobywanie siebie z cienia, bycie szczerym, otwartość – tak. Ile w tym jednak postawy „ja, ja i jeszcze raz ja”? Tej postawy – dodajmy – którą tak prześmiewczo i srogo wytykamy u tych, których zwyczajnie nie lubimy i nie doceniamy.

Czy zdarzyło się nam, dla przykładu, wspaniałomyślnie przyznać, że ten czy ów nielubiany przedstawiciel Homo sapiens czegoś tam nie zrozumiał/nie zrobił z powodu zwykłej ludzkiej słabości, roztargnienia, braku doświadczenia? Tak, oczywiście! A jednocześnie nie przejdzie nam przez gardło wyznanie, że ten właśnie osobnik (z całym zapleczem wad) uczynił coś dobrego… Słowem, przyznajemy wrogom prawo do pomyłki, ale nie do dobrych uczynków, podczas gdy wobec samych siebie ta tendencja się odwraca (jesteśmy niemal nieomylni, a dobro właściwie czynimy non stop).

Może się to wydawać dzieleniem włosa na czworo, mówienie o sobie dobrze nie jest rzeczą naganną przecież. Zresztą jeśli drażnią nas ludzie porządni, oddani sprawie, poukładani – to może w nas samych jest coś nie tak? Jakaś niechęć, czy ja wiem, zazdrość nawet? Nie, nie i jeszcze raz nie! Bo nie o to chodzi, co my sami o tym myślimy, ale o to samo natrętne pytanie: no i co z tego? Czy te twoje cnoty, człowieku, muszą być nazwane, by miały dobroczynne działanie? Czy dobro dyskretne jest mniej dobrodajne? Czy nasza zaleta (np. punktualność) nie stała się obsesją, którą zamęczamy bliźnich (np. tych, co wolniej nakładają buty)?Czy nasza narracja na swój temat nie przekracza cienkiej granicy między „nie chciało mi się” a „nie jestem pracoholikiem”?…

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
20°C Czwartek
wieczór
17°C Piątek
noc
15°C Piątek
rano
19°C Piątek
dzień
wiecej »