Przywódcy polskiego podziemia dali się zwabić w pułapkę. Dziś 80 rocznica tego wydarzenia.
27 marca 1945 r. w Pruszkowie przywódcy polskiego podziemia zostali podstępnie aresztowani przez NKWD. Przewieziono ich do Moskwy i skazano w pokazowym procesie.
Od rozpoczęcia ofensywy w styczniu 1945 r. przez Armię Czerwoną reguły gry na ziemiach polskich dyktowała Moskwa. M.in. z tego powodu - aby uniknąć oskarżeń o prowadzenie działań na szkodę Związku Radzieckiego - gen. Leopold Okulicki zdecydował o rozwiązaniu Armii Krajowej. Zarówno on, jak i inni przywódcy Polskiego Państwa Podziemnego nie tracili jednak nadziei na polityczne rozstrzygnięcie. W rezultacie dali się wciągnąć w pułapkę zastawioną przez NKWD.
Początkiem tej intrygi było zaproszenie na spotkanie, które w pierwszych dniach marcach otrzymali Okulicki oraz delegat Rządu na Kraj Jan Stanisław Jankowski. W liście do nich płk Konstantin Pimienow w imieniu gen. Iwanowa pisał: "Mogę tylko powiedzieć jedno, że przypuszczalne spotkanie pana z generał-pułkownikiem Iwanowem może rozstrzygnąć i bezwarunkowo rozstrzygnie to, co bodaj nie dałoby się rozstrzygnąć szybko na innej drodze. Wzajemne zrozumienie i zaufanie pozwolą na zdecydowanie bardzo ważnych spraw i na niedopuszczenie do ich zaostrzenia".
Zaproszenie kończyła następująca deklaracja: "Ja zaś ze swej strony, jako oficer Armii Czerwonej, któremu przypadła w udziale tak wielce ważna misja, całkowicie gwarantuję panu słowem oficera, że gdy pański los od chwili pańskiego przyjazdu do nas będzie zależał ode mnie, będzie pan w całkowitym bezpieczeństwie".
W rzeczywistości rzekomy gen. Iwanow był Iwanem Sierowem, szefem osławionego kontrwywiadu wojskowego (SMIERSz), zaś płk Pimienow oficerem tej formacji.
Już sam fakt, że zaproszenie Pimienowa trafiło do Okulickiego i Jankowskiego było dowodem na to, że kierownictwo polskiego podziemia zostało przez moskiewski wywiad rozpracowane.
Okulicki, który już raz spotkał się z Sierowem (po tym, jak został w 1941 r. aresztowany przeszedł przez więzienia na Łubiance i Lefortowo), był nieufny. Ostatecznie jednak zdecydował się przyjąć zaproszenie.
17 marca doszło do pierwszego bezpośredniego kontaktu - z płk. Pimienowem w Pruszkowie spotkał się Jankowski i poinformował, że ugrupowaia polityczne wchodzące w skład Rady Jedności Narodowej (namiastki poskiego parlamentu stworzonej na emigracji) chcą rozpocząć jawną działalność. To Jankowski zasugerował, że "gen. Iwanow" powinien się spotkać z przedstawicielami RJN. Zwrócił się również o umożliwienie wysłania delegacji polskiego podziemia do Londynu - po to, by tam skonsultowała się z rządem RP, partiami politycznymi i premierem Stanisławem Mikołajczykiem. Pimienow obiecał pomoc w zorganizowaniu tego wyjazdu.
Kilka dni później, 21 marca, Pimienow przekazał Jankowskiemu wiadomość, że w najbliższych dniach przyleci gen. Iwanow, który chciałby, być może w towarzystwie marszałka Żukowa, spotkać się z przedstawicielami polskiego podziemia. Tuż po spotkaniu dwunastu polskich polityków miało odlecieć na konsultacje do Londynu.
W depeszy z 25 marca, ostatniej przed aresztowaniem, dowódca AK, przedstawiając stan negocjacji z Sowietami, pisał do Londynu: "Delegat Rządu i Stronnictwa RJN zaangażowały się już daleko wobec wojskowych władz sowieckich w kierunku ujawnienia działalności i zalegalizowania swej pracy. Rozmowa na ten temat Delegata Rządu, RJN i przedstawicieli stronnictw z gen. płk. Iwanowem ma się odbyć dn. 27.3. Na ogólne i kategoryczne żądanie tych czynników w rozmowie tej muszę wziąć udział". Na końcu depeszy gen. Okulicki informował, że strona polska zagwarantowała Sowietom zachowanie w tajemnicy prowadzonych z nimi pertraktacji.
Prof. Andrzej Garlicki oceniając podjęcie rozmów z Moskwą stwierdził: "Można uważać, że przywódcy podziemia łatwo dali się zwabić w pułapkę zręcznie zastawioną przez gen. Iwana Sierowa (...). Ale sprawa nie była wcale taka prosta. Decyzja rozmów z władzami radzieckimi była decyzją polityczną. Zakładano możliwość aresztowania, ale przede wszystkim poszukiwano drogi do włączenia się w życie legalne. (...) Przywódcy podziemia chcieli wykorzystać wszelkie formy legalnej opozycji w zapowiadanym przez postanowienia jałtańskie systemie demokratycznym" (A. Garlicki "Historia 1939-1997/98. Polska i świat").
27 marca na spotkanie do kwatery Pimienowa, mieszczącej się w willi w Pruszkowie, przybyli Jankowski, Okulicki i Kazimierz Pużak (przewodniczący RJN). Po obiedzie przewieziono ich na Pragę, gdzie mieli się spotkać z gen. Iwanowem. Do spotkania jednak nie doszło. Przywódców podziemia poinformowano, że zostało ono przełożone na następny dzień.
Rankiem usłyszeli, że rozmowy zostają przeniesione do Moskwy. Tam też przewieziono ich samolotem, a następnie osadzono w więzieniu na Łubiance.
Pozostali przywódcy polskiego podziemia byli zaniepokojeni faktem, że Jankowski, Okulicki i Pużak nie powrócili z rozmów. Mimo to zdecydowali się zjawić w Pruszkowie 28 marca na umówione spotkanie z gen. Iwanowem.
Skład polskiej delegacji wyglądał następująco: Stronnictwo Ludowe reprezentowali Kazimierz Bagiński, Adam Bień i Stanisław Mierzwa; Stronnictwo Narodowe - Stanisław Jasiukowicz, Kazimierz Kobylański i Zbigniew Stypułkowski; Stronnictwo Pracy - Józef Chaciński i Stanisław Urbański, Zjednoczenie Demokratyczne - Eugeniusz Czarnowski i Stanisław Michałowski, przedstawicielem Polskiej Partii Socjalistycznej był Antoni Pajdak. Jako tłumacz towarzyszył im Józef Stemler-Dąbski z Departamentu Informacji i Prasy Delegatury.
Jak podaje prof. Garlicki, po przybyciu na miejsce zostali oni przewiezieni do podwarszawskich Włoch. Rano dowiedzieli się, że w Poznaniu oczekuje ich marszałek Żukow.
Samolot, do którego wsiedli, poleciał jednak nie do Poznania, ale na wschód. Członkowie polskiej delegacji spotkali w nim aresztowanego wcześniej (8 marca 1945) Aleksandra Zwierzyńskiego, przewodniczącego konspiracyjnego Stronnictwa Narodowego. Z powodu złej pogody samolot musiał awaryjnie lądować. Ostatecznie polscy politycy pociągiem przewiezieni zostali do Moskwy, gdzie podobnie jak Jankowski, Okulicki i Pużak, stali się więźniami Łubianki.
Stefan Korboński, który po Jankowskim objął funkcję delegata Rządu na Kraj, wspominał: "Fakt aresztowania przywódców podziemia rozniósł się po całym kraju z niezwykłą szybkością i podziałał jak piorun z jasnego nieba. Wprawdzie nikt nie miał żadnych złudzeń co do zasadniczych celów polityki sowieckiej, a już najmniej ci, którzy przeszli Powstanie Warszawskie i na własne oczy zobaczyli oraz na własnej skórze mieli wypisane +wyzwolenie+, jednak prawie nikt nie przypuszczał, by Sowiety mogły użyć tak podłego i cynicznego podstępu (...). Wrażenie było tym bardziej silne, że o wstępnych rozmowach wiedziała tylko góra konspiracyjna. Kraj natomiast i masa podziemia dowiedziały się - z radia zagranicznego, z prasy podziemnej i z wieści szeptanych, które rozchodziły się z szybkością błyskawicy - tylko o epilogu" (S. Korboński "W imieniu Rzeczypospolitej").
"Nastąpił wybuch rozpaczy i wściekłości, co doprowadziło do stanu silnego wrzenia. Rodziły się plany dokonania jakiegoś zamachu o dużym zasięgu, jakiegoś mocnego odwetu, który by zaspokoił pragnienie zemsty i pokazał, że podziemie w dalszym ciągu istnieje i potrafi jeszcze karać. Wszyscy z napięciem i nadzieją oczekiwali na reakcję aliantów. Przyszła, ale jakżeż słaba i bez widoków na dobry skutek. Miejsce podniecenia i oczekiwania zaczęło zajmować rozczarowanie i bezgraniczne przygnębienie" - pisał Korboński.
Aresztowani przywódcy polskiego podziemia, po prawie trzymiesięcznym śledztwie, 18 czerwca 1945 r. stanęli w Moskwie przed Kolegium Wojskowym Sądu Najwyższego. W tym samym czasie w stolicy ZSRR toczyły się rozmowy w sprawie utworzenia w Polsce Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej.
W trakcie pokazowego procesu oskarżonym zarzucono działania przeciwko Armii Czerwonej i Związkowi Radzieckiemu.
21 czerwca 1945 r. ogłoszono wyrok. Gen. Okulicki został skazany na 10 lat więzienia, Jankowski na 8 lat, Bień i Jasiukowicz na kary po 5 lat, Pużak na 1,5 roku, Bagiński na rok, Zwierzyński na 8 miesięcy, Czarnowski na 6 miesięcy, Mierzwa, Stypułkowski, Chaciński i Urbański na 4 miesiące. Michałowski, Kobylański i Stemler-Dąbski zostali uniewinnieni.
Trzech spośród nich zakończyło życie w więzieniach lub łagrach. Gen. Okulicki zmarł w moskiewskich Butyrkach 24 grudnia 1946 r., Jan Stanisław Jankowski 13 marca 1953 r. we Władymirze nad Klaźmą, a Stanisław Jasiukowicz 22 października 1946 r. w więziennym szpitalu w Butyrkach.
Pozostali, poza Bieniem (wrócił w 1949 r.), powrócili do Polski w 1945 r. Tu większością z nich zajęła się krajowa bezpieka: Pużak aresztowany w 1947 r., zmarł w więzieniu trzy lata później, do komunistycznych więzień trafili także Bagiński, Mierzwa, Kobylański, Michałowski i Stemler-Dąbski.
W odrębnym procesie w listopadzie 1945 r. na pięć lat więzienia został skazany Antoni Pajdak. Po zakończeniu wyroku zesłano go do Krasnojarskiego Kraju. Do Polski powrócił dopiero w 1955 r.
Leon XIV przyjął rano na audiencji Dyrektora Generalnego UNESCO, Khaleda Ahmeda Ali Ezza.
Pochodzą ze "złotych czasów". To cenny materiał do badań dla historyków.
"To pokaże, kto stał za Ukrainą i demokracją, a kto za Putinem i jego nikczemnym reżimem".