Lokator udręczony

Urząd Miasta Warszawy oddaje przedwojennym właścicielom kamienice, skwery, parki. Są już roszczenia do szkół, a nawet gruntów, na których stoi Stadion Narodowy. Gdy jedni odzyskują – inni tracą.

Jej ciało leżało w polu. Zauważył je mężczyzna, który wyszedł z psem na spacer. Dopiero w prosektorium odkryto, że w Lesie Kabackim paliła się Jolanta Brzeska. Ta sama Jolanta, która przypominała o prawach warszawskich lokatorów, wyrzucanych z kamienic.

Dekret Bieruta

Warszawę dławią roszczenia właścicieli nieruchomości, którzy utracili swoje majątki na mocy dekretu Bolesława Bieruta z 1945 roku. Nieruchomości w stolicy straciło wtedy 36 tys. osób. Władza ludowa tłumaczyła, że dekret ułatwi odbudowę miasta, wydzielenie nowych ulic, skwerów, parków, budynków mieszkalnych. Na przykład zniszczonej przez bombę kamienicy już nie musiał odbudowywać kamienicznik, ale zajęło się tym państwo, jednocześnie przejmując budynek. Dzisiaj sądy nakazują państwu zwracać przywłaszczone dekretem Bieruta mienie. Nie mając wyjścia, Urząd Miasta Warszawy oddaje kamienice, skwery, parki. Są już roszczenia do szkół, a nawet części Pałacu Kultury i Nauki oraz gruntów, na których stoi Stadion Narodowy. Najwięcej krzywdy dzieje się podczas oddawania kamienic z „wkładką mięsną”, jak określają się sami pokrzywdzeni. Chodzi o oddawanie kamienic komunalnych razem z lokatorami, którzy nadal mają umowy najmu podpisane z miastem. Nowy właściciel przejmuje umowy i ustala nowe warunki, zazwyczaj takie, które zmierzają do wypędzenia lokatorów. Później stare kamienice – już bez „wkładki mięsnej” – sprzedawane są deweloperom, którzy wyburzają nieruchomość i budują apartamenty.

Dziura w dachu

Przy ul. Targowej działa Komitet Obrony Lokatorów, gdzie dwa razy w tygodniu udzielane są porady, m.in. dla tych, którzy są eksmitowani przez nowych właścicieli kamienic. Nie wszyscy godzą się na opuszczenie budynku, więc właściciel, gdy chce pozbyć się uciążliwych lokatorów, korzysta ze sprawdzonych form uprzykrzania życia, na przykład podnosi o 500 proc. czynsz i emerytka, która do tej pory płaciła 400 zł, musi co miesiąc płacić 2400. Kolejną metodą na pozbycie się lokatorów jest brak inwestycji. Oznacza to, że nie ma niezbędnych napraw, nie łata się dziur w dachu, nie zmienia się przerdzewiałej instalacji sanitarnej, nikt nie konserwuje schodów – już i tak zjedzonych przez korniki. Na końcu jest eksmisja do hotelu pracowniczego, ale tam można mieszkać tylko przez pół roku. Później w grę wchodzą trzy możliwości: mieszkanie u rodziny, wynajęcie lokum na wolnym rynku, schronisko dla bezdomnych. W miłosierdzie gminy nikt nie wierzy. Na stronie internetowej Komitetu Obrony Lokatorów można znaleźć wiele tekstów poświęconych ludziom oddanym wraz z kamienicami, jak chociażby ten: „Lokatorzy kamienicy przy ul. Strzeleckiej 44 na warszawskiej Pradze od stycznia nie mają wody. W zimie doszło do awarii pionów wodnych, jednak administratorka pracująca dla właścicieli budynku uznała, że nie warto się tym zajmować, bo i tak przecież lokatorów trzeba »wykurzyć«. By przyspieszyć jeszcze bardziej rozpad budynku, właściciele zaczęli burzyć wewnętrzne ściany, co powoduje osuwanie się części budynku. W piwnicy od miesięcy zalega woda z fekaliami, biegają po niej szczury”. W podobnym tonie jest notatka z Grochowa: „Działacze Komitetu Obrony Lokatorów, wraz z osobami wspierającymi, udali się na interwencję na ul. Grenadierów. Interwencja była spowodowana zgłoszeniem lokatorki zamieszkującej jeden z lokali w kamienicy. Od 8 miesięcy była pozbawiona wody bieżącej przez właściciela nieruchomości. Nie może też się starać o lokal komunalny od miasta, gdyż sztywne przepisy powodują, że w sytuacji braku prawidłowego wypowiedzenia umowy najmu w lokalu prywatnym, podania o lokal komunalny zostaną odrzucone”. Aleksandra Miśkiewicz, mieszkanka kamienicy przy ul. Kruczej w Śródmieściu, w rozmowie z „Gościem” mówiła: „Zostałam sprzedana z kamienicą jak worek ziemniaków, bo znalazło się siedmiu właścicieli, a pani prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz zwyczajnie kamienicę oddała. A państwo ten dom utrzymywało przez lata: centralne założyli, wymienili okna, ja zrobiłam łazienkę, bo nie było. Po 50 latach mieszkania nowy właściciel chce mnie stamtąd wyrzucić, podnosząc czynsz. (…) Po wojnie odgruzowywałam stolicę razem z matką. Dzisiaj, mając 90 lat, nie wiem, czy jutro będę miała dach nad głową”. O dach nad głową bała się także Jolanta Brzeska, działaczka z Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów. Była ostatnią niewyeksmitowaną przez nowego właściciela lokatorką w kamienicy przy ul. Niebielaka. Jej nadpalone ciało znaleziono 1 marca 2011 r. w Lesie Kabackim. Śledztwo nie przyniosło jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy było to samospalenie, czy też Jolanta Brzeska została zamordowana.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
15°C Piątek
dzień
16°C Piątek
wieczór
14°C Sobota
noc
14°C Sobota
rano
wiecej »