Tochmanowi przebaczyłem

O postawie ludzi Kościoła wobec ludobójstwa w Rwandzie z ks. Stanisławem Filipkiem:

Ewa K. Czaczkowska: Przyjechał Ksiądz do Polski w sam środek burzy wywołanej przez reportażystę Wojciecha Tochmana, który znów oskarża Kościół, Jana Pawła II, pallotynów, a teraz personalnie abp. Henryka Hosera o rzekomy współudział w ludobójstwie w Rwandzie.

Ks. Stanisław Filipek: Jego oskarżenia są absurdalne.

Co głównie?

Dla mnie kuriozalne jest oskarżanie nas, pallotynów, o to, że w naszych kościołach w czasie ludobójstwa mordowano ludzi. Rzeczywiście, w 1994 roku po raz pierwszy w historii Rwandy nie uszanowano miejsc świętych, w których skryli się ludzie. Ale co my, księża, siostry zakonne, mieliśmy zrobić? Nie posiadaliśmy przecież broni. Sytuację były w stanie opanować jedynie wojska ONZ, które zamiast rozdzielić strony konfliktu, wyjechały, a nam się zarzuca, że uciekliśmy. Tochman kłamie. Na przykład oskarża byłego nuncjusza w Rwandzie, aktualnie kard. Giuseppe Bertello, że w 1993 roku wyjechał z Rwandy, a to nieprawda. On salwował się ucieczką po 6 kwietnia 1994 roku, gdy rozpoczęły się największe masakry. Uciekł przez jakąś dziurę w murze i skrył się w ambasadzie francuskiej, skąd Francja pomogła mu wyjechać. On mógł zginąć z rąk Interahamwe, czyli bojówek złożonych z Hutu, dlatego że wspierał politykę demokratyzacji życia, przestrzegania praw człowieka. 

Tochman buduje też czarną legendę Jana Pawła II, któremu zarzuca, że zabrał głos w sprawie Rwandy tylko raz. A papież wypowiadał się kilkanaście razy już od początku kwietnia 1994 r. 

Być może czemuś lub komuś to służy. Być może Tochman ma z tego jakieś korzyści – nie wiem. Na pewno nie jest prawdą ani to, że Jan Paweł II nie wołał o zaniechanie walk, ani że Konferencja Episkopatu Rwandy nie ostrzegała władz kraju przed tym, co może się stać, jeśli będą kontynuowały swoją strategię. Episkopat Rwandy we wszystkich listach pasterskich od 1990 roku ostrzegał przed grożącą tragedią.

Tymczasem mówi się jedynie o biskupie Kighali Vincencie Nsengiyumvu, który, rzeczywiście, był członkiem władz centralnych rządzącej partii Hutu. Ale po interwencji Watykanu wycofał się z polityki. Podpisywał się pod wszystkimi listami Episkopatu Rwandy, które były obowiązujące. Oskarżanie Kościoła, pallotynów, że uprawialiśmy jakąś segregację etniczną, jest grubym nadużyciem. Nigdy nie było dla mnie ważne, czy ktoś jest Hutu, czy Tutsi. Zatrudniając pracowników w wydawnictwie, zwracałem uwagę wyłącznie na kwalifikacje. Jak się później okazało, ponad 50 proc. personelu to byli Tutsi.

Podobno Tochman był w Rwandzie 338 razy, co ma oznaczać, że jest ekspertem. 

Ja spotkałem go raz.

I poświęcił Księdzu cały rozdział.

To, co pisze, jest obraźliwe. To manipulacja. Jego reportaże nie są oparte na faktach, ale są uprawianiem ideologii. Początkowo trochę mnie to zabolało, ale już minęło. Ja mu przebaczyłem. 

Niektórzy myślą: skoro ktoś był w czasie ludobójstwa w Rwandzie, musi mieć coś na sumieniu. Choćby to, że czegoś nie zrobił.

Największym moim cierpieniem była bezsilność wobec szalejącego zła.

Strach?

Przez pierwszy tydzień, gdy rozpoczynały się masakry, towarzyszyła mi ogromna wewnętrzna siła. W naszej misji schroniło się około 300 osób. Zorganizowaliśmy dla nich kuchnię, gotowaliśmy ryż, fasolę. Po trzech dniach, 9 kwietnia, doszło do pierwszej masakry ludzi, którzy zostali wypędzeni z kościoła przez Interahamwe. Miałem jeszcze siły, by grzebać zamordowanych, pomagać rannym okaleczonym maczetami. Po tej zbrodni około 50 osób schroniło się w naszej domowej kaplicy. Słyszeliśmy, jak Radio Mille Collines podjudzało: „Idźcie do pallotynów, zrywajcie sufity, bo oni przechowują ludzi, oczyśćcie teren”. 12 kwietnia zostaliśmy napadnięci przez około 250 rozwścieczonych ludzi z Interahamwe, uzbrojonych w maczety, karabiny, granaty. Rozbijali wszystko. Księża, bracia, siostry pallotynki ukryli się w drukarni, gdzie nad głowami świstały kule walczących żołnierzy sił rządowych i Frontu Patriotycznego. Interahamwe przeszukało drukarnię, ale cudem ominęli jedną szafę, w której ukrywała się siostra Tutsi. W tym czasie inna grupa Interahamwe wlała do kaplicy benzynę i wrzuciła granat. Wszyscy ludzie spłonęli. Nasza kaplica jest miejscem męczeństwa. 

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
16°C Czwartek
dzień
16°C Czwartek
wieczór
16°C Piątek
noc
15°C Piątek
rano
wiecej »